środa, 19 czerwca 2013

Niekompletni (III)

Utknęłam przed kompem słuchając przecudownej piosenki Sylwii Grzeszczak Najprzytulniej. Dawno nie słyszałam tak dobrego kawałka...
Wiem, że jutro nie będę miała czasu, więc jeszcze teraz daję nowy post i kolejną część Niekompletnych.
Boże! Ależ ona ma głos! I teksty piosenek!

link do części II - (klik)

 
           Niekompletni (III)

Rozdział 4 – Zauroczenie 
– Dałaś mi słowo! – Teraz to Natasza występowała w roli tej karcącej i strofującej.
– Chciałam tylko raz spróbować. Przysięgam! I było wspaniale, to cudowny mężczyzna...
– O tak, półdemon i czarnoksiężnik – odpowiedziała z naciskiem Tasza.
– To wiedz, że przyjęłam w imieniu nas obu zaproszenie na sabat czarownic połączony z dzikimi orgiami, który odbędzie się pojutrze wieczorem. – W głosie Sylwii słychać były nutki złości.
– Nie ma mowy.
– Dobrze. Ale ja i tak pójdę. Chociażby sama. On naprawdę jest tego wart.
„Ty skończona idiotko”. Taszy te słowa niemal przemocą cisnęły się na usta. Jednak musiała się opanować i dla dobra ich obu, znaleźć jakieś wyjście z tej nieciekawej sytuacji. Przede wszystkim musiała wybić Sylwii z głowy tą niebezpieczną znajomość, choć jeszcze nie bardzo wiedziała jak to zrobić.
– Dobrze. Ale musisz mi dać słowo honoru, że jeśli uda mi się pokazać jego prawdziwą naturę, zerwiesz ten kontakt całkowicie i nieodwracalnie.
Przyjaciółka zagryzła wargi. Odpowiedziała nie bez zauważalnego ociągania.
– Tylko wtedy, gdy ci się uda. Żadnych gierek, to mają być poważne i niepodważalne dowody.
– Słowo?
– Słowo. Zadowolona? To teraz powiedz mi, którą suknię powinnam na siebie włożyć, aby nie mógł oderwać ode mnie wzroku? I czy masz może coś w zielonym kolorze?
Zamyślona Natasza spoglądała na stos rozrzuconych na jej łóżku sukienek. Sylwia wyszła już jakiś czas temu, pozostawiając ją z zamętem w głowie i bałaganem w pokoju. W zamian za to wzięła ze sobą dobry nastrój i kilka ciuchów, które jak się wyraziła, musiała dopasować do reszty. Wiedziała że nie udało się jej przekonać przyjaciółki, co do Kristofera i tak naprawdę nie miała na to żadnych szans. Tylko czyny, a nie słowa mogły skłonić zakochaną kobietę do spojrzenia na wybranka w inny niż dotychczasowy sposób. Za godzinę spotykała się z Daniką i miała nadzieję, że ta jako starsza i najwyraźniej bardziej doświadczona, a przede wszystkim posiadająca dużo większą wiedzę o czarnoksiężniku podsunie jej jakiś pomysł.
Dlatego gdy tylko wygodnie usiadła w fotelu, częstując się kruchym ciasteczkiem, zanim jeszcze Danika zdążyła poruszyć temat wczorajszych wydarzeń, powiedziała:
– Mam problem dotyczący Kristofera i mojej przyjaciółki.
Tamta prychnęła.
– O ile się nie mylę, tego samego rodzaju, co ja z tobą?
Natasza westchnęła. Nie czas na wyrzuty sumienia.
– Owszem, ale tam sytuacja zaszła o wiele dalej. Ja chociaż wiem, że robię źle w jakikolwiek sposób pozwalając sobie na kontakty z Siergiejem, a ona jest zakochana po uszy. Wczoraj spędzili ze sobą cały wieczór i część nocy w wiadomy sposób. I twierdzi, że to najwspanialszy mężczyzna jakiego kiedykolwiek poznała. O poprzednich też tak mówiła, tylko że byli to zwyczajni faceci, a nie jakiś pokręcony półdemon.
– Po prostu cudownie – Danika parsknęła śmiechem widząc zdumioną minę Taszy. – Jedna zakochana w wampirze, druga w demonie...
– Nie jestem zakochana! – z oburzeniem w głosie zaprzeczyła dziewczyna, gwałtownie się prostując i odkładając talerzyk z ciasteczkami. - Wczoraj tylko przypadkiem tak wyszło...
 – I ciekawe w jaki wiadomy sposób ty byś spędziła tą noc?
– Daniko, proszę! Przysięgam, że w najbliższym czasie nie wezmę żadnego alkoholu do ust.
– Wierzę. Ale muszę zwrócić ci uwagę, że on nie był pijany, zresztą w przypadku wampira to niemożliwe.
– I co z tego?
– Dużo, zbyt wiele. – Gwałtownie spoważniała. – I właśnie dlatego chciałam z tobą dziś porozmawiać. To, co teraz powiem pozostanie między nami, musisz mi dać na to swoje słowo honoru.
Natasza skinęła głową.
– Podaj mi swoją dłoń. Nie bój się, potrzebuję tylko kilka kropel twojej krwi, aby przypieczętować czar milczenia. W końcu pomimo wszystko jesteś tylko człowiekiem...
Skrzywiła się słysząc to stwierdzenie, ale nie zaprotestowała. Danika ostrożnie nacięła opuszek jej palca i strząsnęła na podłogę kilka kropel ciemnoczerwonej krwi, wypowiadając jakieś niezrozumiałe słowa. Potem podała jej papierową chusteczkę.
– Już po wszystkim?
– Tak. To bardzo prościutkie i mało skomplikowane zaklęcie – uśmiechnęła się ze smutkiem. – Opowiem ci teraz niesamowitą historię, jedną z najlepiej strzeżonych tajemnic tego świata, którą zna zaledwie garstka osób, do których i ja należę.
– O Siergieju, prawda? – z wahaniem spytała Natasza.
– O nim i nie tylko. Robię to dlatego, bo wczoraj powiedziałaś, iż uważasz, że on ma duszę. A być może masz rację...
***
Czuła się niczym szary wróbelek wśród kolorowych pawi. Wytworne towarzystwo z dyskrecją i powściągliwością krążyło po jasno oświetlonym salonie, popijając szampana i najwyraźniej świetnie się bawiąc. Blask świateł odbijał się w kryształowych żyrandolach, w diamentach i brylantach, tak bardzo, że niemal oślepiał. Sylwia oparta wdzięcznie o ramię Kristofera, prowadziła zajmującą rozmowę, co chwilę wybuchając perlistym śmiechem i nie zauważając spojrzeń, jakie posyłał jej towarzyszce. Wyglądała czarująco, wręcz olśniewająco, ale Tasza nie miała wątpliwości co do tego, że Kristofer nie chce się z nią wiązać. Była dla niego rozrywką na dzisiejszy wieczór, może na kilka następnych dni, ale nic poza tym. Jej wzrok skrzyżował się nagle ze wzrokiem demona i już zrozumiała jak odciągnąć go od Sylwii. Wiedziała że straci przyjaciółkę, ale było to lepsze od gustownego nagrobka i złoconego napisu z jej imieniem. Jakoś nie wątpiła, że tak by się to skończyło. Posłała Kristoferowi przeciągłe spojrzenie, wkładając w nie cały swój kunszt uwodzenia. Potem wzięła z tacy kieliszek z szampanem i dyskretnie wymknęła się do ogrodu. Oferował on tyle odosobnionych i ciemnych zakamarków, że nie miała problemu ze znalezieniem dla siebie jakiegoś odludnego kącika. Wpatrzona w wyjątkowo jasno świecący dziś księżyc, małymi łyczkami popijała szampana, starając się uspokoić szybko bijące serce. Po chwili, tak jak się tego spodziewała, zza jej pleców wynurzył się cień. Kristofer bez skrępowania zajął miejsce obok i z zachwytem wpatrzył się w jej oczy.
– Nie dokończyliśmy naszej rozmowy...
– Owszem, choć nie bardzo było czego kończyć. – Mimo woli jej głos zabrzmiał oschło i nieprzyjaźnie.
– Och Nataszo, Nataszo. Skąd taki chłód u tak pięknej kobiety?
– Zdaje się, że jesteś zainteresowany moją przyjaciółką. Zresztą ona wcale nie ukrywa, że ty także jej się podobasz.
Wzruszył ramionami.
– To tylko środek do celu, którym jesteś ty. Nie udawaj, że tego nie wiesz?
– Teraz już wiem, twoje spojrzenie ciężko jest zinterpretować inaczej. Tylko czy zastanawiałeś się, co wybiorę? Stara przyjaźń kontra całkiem nowa znajomość, wynik nie jest tak całkiem oczywisty...
Spojrzał na nią z półuśmiechem. Ze spokojem patrzyła w jego oczy, niemal wbrew sobie znosząc to bezczelne i pewne siebie spojrzenie. Kiedy pochylił się ku niej, nie odsunęła się, choć tylko ona wiedziała ile ją to kosztowało. Całkiem irracjonalnie zapragnęła nagle by pojawił się tu Siergiej, uwolnił ją od niechcianego towarzystwa i zamknął w niedźwiedzim uścisku ramion. Było to tak niespodziewane, że aż cicho westchnęła, co Kristofer odczytał zupełnie inaczej i spróbował ją objąć. Natasza czuła, była pewna, że tuż obok nich stoi zaskoczona Sylwia, do której powoli docierał sens tego, co widzi. Dlatego musiała pozwolić mu na więcej. Kiedy jego usta łapczywie dotknęły jej warg nie zaprotestowała, tylko zaciskając dłonie w pięści odwzajemniła pocałunek. Jednak nie mogła się zdobyć na to by się przytulić, zarzucić ręce na jego ramiona. Kiedy tylko usłyszała cichy okrzyk i szelest oddalających się kroków, odepchnęła demona na bezpieczną odległość.
Spojrzał na nią zaskoczony.
– Co się stało?
– Sylwia tu była.
– Przecież wybrałaś. – Niecierpliwie spróbował powrócić do wykonywanej przed chwila czynności. Jednak Natasza odepchnęła jego dłonie i stanowczo odsunęła się na bezpieczną odległość. Połowa zadania została wykonana, przyjaciółka była bezpieczna, znacznie gorzej przedstawiała się sytuacja jej samej.
– Nie – powiedziała stanowczo. – Nie mam w zwyczaju robić takich rzeczy z kimś, kogo widzę zaledwie drugi raz w życiu.
Miała nadzieję, że Siergiej nie zwierzał się demonowi ze swoich przygód, a zwłaszcza z ostatniej, tej w klubie, bo jej słowa wydałyby się mocno naciągane.
Kristofer wpatrywał się w nią nieco zdumiony i jakby z lekka urażony.
– O czym ty mówisz?
– Krótko i zwięźle – trzymaj ręce z daleka ode mnie. Czy muszę jeszcze coś wyjaśniać?
Ku jej zdziwieniu nie wybuchnął złością, tylko zaczął się śmiać. Potem pomimo sprzeciwu ujął jej dłoń, podniósł do ust i spojrzał w oczy z jawnym uwielbieniem.
– Jesteś cudowna Nataszo i zrobię wszystko byś zmieniła zdanie. Masz na to moje słowo.
Po raz pierwszy poczuła do niego coś na kształt sympatii. Dlatego powoli i bez niechęci, jak gdyby ukradkiem, wysunęła swoją rękę z jego uścisku. Potem ze smutkiem spojrzała w niebo.
– Zostaw mnie teraz samą. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać, a tym bardziej z tobą.
W milczeniu odwrócił się i skierował ku jasno oświetlonemu domowi. Była mu za to wdzięczna, choć nie mogła zauważyć wyrazu triumfu na jego twarzy i złego uśmiechu, który wykrzywiał usta.
Długo, bardzo długo siedziała nieruchomo, a przez jej głowę przelatywało tysiące splątanych myśli. Smutnych myśli. Jej życie zaczynało zbyt mocno się komplikować i wymagało coraz trudniejszych wyborów. Jak ten dotyczący Siergieja. Jak to, co zrobiła wbrew sobie przed kilkoma minutami. A ona chciała tylko przejść przez nie cichutko, niezauważalna i szczęśliwa. Z cichym westchnieniem podniosła się z ławki. Czas poprosić Kristofera o nocleg. Czyniła to bardzo niechętnie, ale wierzyła, że jeśli Sylwia się o tym dowie, pomyśli, że spędzili razem noc. A znając przyjaciółkę, była niemal pewna, że wtedy zrezygnuje z demona. I co najważniejsze, on z niej także.
***
Spojrzał na śpiącą postać leżącą na kanapie i zaklął w duchu. Natasza! Czy nie mogła trzymać się z daleka od Kristofera, tak jak jej radził? Tysiące myśli przelatywało przez jego głowę, lecz nie umiał poskładać ich w całość. Nie potrafił też wymyślić dobrego powodu, dla którego miałby sprzeciwić się magowi. W końcu to ona odmówiła mu pomocy i musiał zwrócić się do kogoś innego...
– Zobacz jaka ona słodka jak śpi. – Kristofer aż mlasnął językiem. Siergiej z ponurą miną skinął głową. On też pierwszy raz zachwycił się Nataszą, gdy spała w ogrodowym hamaku. Ale jego towarzysz widział w niej przede wszystkim nową zdobycz, którą można bez skrupułów wykorzystać, a potem wyrzucić na śmietnik.
– Zostawiłem ją sobie na deser – mrugnął porozumiewawczo do wampira. – Może nawet zabawię się w typowo ludzki sposób? Ona myśli, że jestem szanowanym obywatelem i dobroczyńcą tej hołoty z slumsów.
– Musisz coś wiedzieć. – Siergiej przez chwilę rozważał, co tak naprawdę chciałby powiedzieć. – Kto jak kto, ale ona na pewno wie, kim jesteś naprawdę.
Mag skierował na niego zaskoczone spojrzenie.
– Skąd ty możesz to wiedzieć?
– Mnie widziała. I nie tylko – Kristofer podniósł brwi w geście zdumienia. Siergiej choć z oporami mówił dalej. – Potrafiła sprawić by moja dłoń stała się materialna...
– Ona!?
– Tak. I jestem pewien, że gdyby się mocno postarała mogłaby mnie przeciągnąć do rzeczywistego świata tak jak ty to zrobiłeś. Ale bez zaklęć i rytuałów, samą siła woli... To nie jakaś tam domorosła czarownica, ale ktoś obdarzony prawdziwą mocą.
 Siergiej ogólnikowo opisał ich rozmowę. Nie wspomniał tylko o magicznym nastroju księżycowej nocy i o słodkich, kuszących ustach, które do dziś czasem śniły mu się po nocach.
Demon przyglądał się teraz leżącej kobiecie nie z pożądaniem, ale z odcieniem niedowierzania i niechęci.
– Nie wyczułem w niej niczego szczególnego. Jesteś pewien, że to ona?
– Tak. Takiej kobiety się nie zapomina. – Rzucił krzywe spojrzenie w głąb pokoju. – Lepiej zostawić ją w spokoju, kto wie co takiej nieuleczalnej idealistce strzeli do głowy. Jeszcze gotowa znów posłać nas do tego okropnego miejsca pomiędzy światami, że niby na pokutę...
– Zwariowałeś! – Kristofer aż zachłysnął się powietrzem. – Nie wiesz jak cenna może być jej moc? – Pociągnął Siergieja za ramię i bezszelestnie zamknął za nimi drzwi.
– Chodź. Musimy trochę poszperać, porozmawiać z pewnymi osobami z Konwentu i dowiedzieć się kim ona jest i w jaki sposób możemy to wykorzystać. Szczerze mówiąc mam znakomite przeczucia – uśmiechnął się chytrze. – Jeśli stare legendy mówią prawdę to trafiliśmy na coś zupełnie wyjątkowego...
***
Czuła, że uginają się pod nią nogi, a dłonie nieznacznie się trzęsą. Siergiej siedział wygodnie rozparty w fotelu i beznamiętnie wodził za nią wzrokiem. Był doprawdy ostatnią osobą, którą spodziewałaby się ujrzeć tego ranka i jedyną, którą tak naprawdę chciałaby zobaczyć. Przez chwilę miała wrażenie, że wciąż śpi wygodnie w swoim łóżku, a cała ta sytuacja jest po prostu jej sennymi majakami, niemym pragnieniem wyrażonym przez podświadomość. Dźwięk tłuczonej filiżanki błyskawicznie ją ocucił. Bez słowa kucnęła i spróbowała zebrać potłuczone skorupy, ale uczyniła to zbyt gwałtownie i przecięła przegub nadgarstka. Cichutko zaklęła. Silna męska dłoń wyjęła resztki porcelany i niespodziewanie delikatnie ujęła skaleczoną rękę. Zaskoczona spojrzała prosto w stalowo szare oczy wampira, które spoglądały teraz na nią z odrobiną złośliwego rozbawienia. Czyżby Siergiej domyślał się powodów jej zakłopotania? Silnym ruchem postawił ją na nogi i bez słowa wsadził zranioną dłoń pod zimny strumień bieżącej wody.
– Poszukaj jakiejś chusteczki, zdezynfekujemy to.
– Myślałam, że wampiry silnie reagują na widok krwi?
– Oglądasz zbyt dużo durnych filmów – uciął krótko. – Krew daje nam siłę, nieśmiertelność i jeszcze kilka innych pożytecznych umiejętności, ale nie musi decydować o warunkach naszego przetrwania.
– Zapomniałeś o zębach... Czy jak ja zaczęłabym przestrzegać waszego jadłospisu, to też stałabym się nieśmiertelna?
Uśmiechnął się z przekąsem, a kpina w jego oczach stała się jeszcze bardziej widoczna.
– Nie zapomniałem o zębach, choć osobiście nie mam swoim nic do zarzucenia. Wampirem nie zostaje się od tak – ukąszenie, przemiana i powstaje kolejny krwiopijca. Inaczej po tym świecie włóczyłyby się rzesze potępionych, spragnionych choć odrobiny ludzkiej krwi. Potrzebne są wielogodzinne rytuały i nie każdy jest w stanie im sprostać. Większość umiera podczas inicjacji, niektórzy tuż po przemianie, dopiero ta garstka, która pozostaje zasługuje na miano wampirów. Na moje oko nie przetrwałabyś nawet początku.
Nie odpowiedziała tylko ukradkiem przypatrywała się jak z niezwykłą jak na niego ostrożnością, osusza papierowym ręcznikiem jej dłoń, a potem w skupienie przeciąga po świeżej ranie opuszkiem palca. Nie poczuła się zaskoczona, kiedy szrama stawała się coraz bledsza, aż w końcu całkiem znikła.
– Teraz możesz skończyć, naprawdę chętnie napiłbym się świeżo parzonej kawy.
W milczeniu wyjęła nową filiżankę i pstryknęła przyciskiem ekspresu.
– Po co przyszedłeś?
– Dowiesz się w swoim czasie – nie podobał jej się ten błysk w jego oczach. Poza tym stał zbyt blisko, czuła jego obecność każdą, nawet najdrobniejszą komórka swego ciała. Nerwowym gestem poprawiła poły szlafroka. Szkoda, że akurat dziś musiała tak długo zamarudzić. Z porannym wstawaniem miała problem przez całe swoje życie, a Siergiej nie pofatygował się zapukać do drzwi, tylko niespodziewanie pojawił się na środku mieszkania. Dobrze, że chociaż udało jej się narzucić coś, co pozwoliło zakryć kusą, satynową koszulkę.
Wampir jakby wyczuwając te myśli, ukradkowym gestem objął jej biodra i pochylając wyszeptał do ucha.
– Co masz na sobie pod tym jedwabistym cudem?
Szybkim ruchem wyrwała się i odskoczyła na bezpieczną odległość.
– Muszę do łazienki. Kawa zaraz się zaparzy, nalej sobie i łaskawie zaczekaj, aż się ubiorę.
Nie patrząc na niego, odwróciła się i czmychnęła, udając że nie słyszy drwiącego śmiechu. Dopiero gdy zamknęła drzwi, przycisnęła drżące dłonie do rozognionych policzków.
„Stanowczo przyda mi się zimna kąpiel” pomyślała odkręcając kurki z wodą i przekręcając klucz w drzwiach. Po lodowatym prysznicu, upięła wilgotne jeszcze włosy w luźny węzeł i spojrzała w lustro. W gładkim t-shircie i jeansach, bez szczątkowego nawet makijażu, starała się wyglądać skromnie i mało interesująco, ale błysk w oczach Siergieja, gdy tylko wyszła z łazienki, uświadomił jej, że nie bardzo się to udało. Siedział rozparty przy stole z filiżanką kawy w dłoni, wyglądając jak bestia, która właśnie wybrała się na polowanie i przyczaiła w krzakach. Jego badawczy wzrok śledził każdy jej krok, a gdy usiadła naprzeciwko, z niezwykłą jak na niego uprzejmością podsunął kubek z parującą kawą.
– O ile dobrze zapamiętałem z ostatniego wspólnego śniadania, czarna i bez cukru?
– Tak. Dziękuję.
Zakłopotana upiła małego łyczka.
– Pozwolisz, że jeszcze raz cię spytam, czemu zawdzięczam te dość niezwykłe odwiedziny?
– Za chwilę się dowiesz – tym razem jego uśmiech wyglądał wyjątkowo paskudnie. – Wypij kawę to będziemy mogli porozmawiać.
– Przysłał cię Kristofer?
Nie odpowiedział, tylko oparł się o blat stołu i ze złośliwą satysfakcją spojrzał w jej oczy. Nie spytała ponownie tylko duszkiem dopiła swoją kawę, mając nadzieję, że pod pozorem ważnego wyjścia i załatwienia czegoś na mieście, pozbędzie się niechcianego gościa. Potem wstała i zabrawszy filiżankę Siergieja, wstawiła naczynia do zlewu.
– Przepraszam, ale pilnie muszę wyjść i jeśli masz dla mnie coś ważnego to mów, bo nie mam czasu na bezsensowne przekomarzania.
– Grzeczna dziewczynka – usłyszała jego cichy szept tuz za swoimi plecami. – Wypiłaś całą kawę?
– Kawę? – Gwałtownym ruchem odwróciła się i znalazła na wprost wampira. Zmarszczyła czoło i ze zdumieniem wpatrzyła się w jego oczy. – Dlaczego wciąż pytasz o kawę?
– Bo tak będzie łatwiej. Inaczej mogłabyś popełnić jakieś głupstwo – podtrzymał ją, gdy lekko się zachwiała.
– Siergiej? – w jej głosie po raz pierwszy wyczuł nutki strachu. – Ja nie rozumiem...
Gdyby nie silne dłonie, które ją przytrzymały, runęłaby na podłogę, tak mocno zakręciło się jej w głowie.
– Nie musisz maleńka – jego słowa docierały do niej niewyraźnie, jak gdyby zza grubej kurtyny, ale i tak zdumiało ją to określenie. – Będziesz nam bardzo potrzebna na kameralną imprezę, którą organizujemy za kilka dni.
Pomimo panującego w jej głowie chaosu i powolnym pogrążaniu się w ciemnościach, zrozumiała.
– Kristofer i ty... Powiedziałeś mu o naszym pierwszym spotkaniu...
Głos zamienił się w szept, a głowa bezwładnie opadła na bok. Siergiej jeszcze przez chwilę spoglądał na nieprzytomną dziewczynę, która spoczywała w jego ramionach, a potem z zasępionym wyrazem położył ją na kanapie. Przez chwilę w trwał w milczeniu, po czym wyprostował się i wezwał czarnoksiężnika. Wiedział, że jeżeli zwłóczy jeszcze przez moment, to nie będzie już w stanie tego zrobić.


link do części IV - (klik)


3 komentarze:

  1. super! budujące napięcie!

    OdpowiedzUsuń
  2. To zapraszam na kolejną część. Niestety nie mogę dodać grafiki, bo siadł mi przenośny dysk, na którym miałam wszytko :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż szkoda, że się przebrała zanim wypila kawę ^^.

    OdpowiedzUsuń