sobota, 15 czerwca 2013

Pomyłka (I)

Dziś literacko, a jutro będzie... Truskawkowo!!!
Daję coś specjalnego, czego jeszcze nie publikowałam w necie. Jest lekkie, jak truskawki. I będzie oczywiście w dwóch częściach :)
A ja idę robić krem na babeczki, jutro pochwalę się fotkami!

          Pomyłka (I)

Anna popatrzyła z rezygnacją na młodszą siostrę. Na samą myśl o dzisiejszym wieczornym wyjściu, cierpła jej skóra, a w gardle zasychało. Kuzynka Joanna słynęła z urządzania z wystawnych bankietów i szalonych, niemal orgiastycznych imprez. Jednak nie były one z pewnością przeznaczone dla świeżo upieczonych maturzystek, które dopiero co skończyły osiemnaście lat. Tak przynajmniej uważali ich rodzice i dlatego Irka zwróciła się do starszej siostry z nietypową prośbą.
– Błagam cię Aniu, jeśli się nie zgodzisz, będę musiała zostać dziś wieczorem w domu, tata nie zmieni zdania. A ja tak bardzo chcę tam pójść. To dla mnie sprawa życia i śmierci!
– Przesadzasz – z uśmiechem odłożyła czytaną przed chwilą książkę na półkę i usiadła w fotelu. – Od takich rzeczy się nie umiera. Przynajmniej ja nie słyszałam o tak oryginalnym przypadku.
– Siostrzyczko – młodsza dziewczyna teatralnym gestem przyłożyła dłoń do czoła i jęknęła. – Błagam cię! Słowo, że przez najbliższy rok obejmę twoje dyżury w sprzątaniu!
– Cwaniara. – Obie doskonale wiedziały jak bardzo Anna nie cierpiała wszelkiego rodzaju domowych zajęć. – Wystarczy jednak, że będziesz sprzątała, kiedy to na ciebie przychodzi kolej.
– To znaczy, że się zgadzasz? Jesteś cudowna! – Młodsza siostra rzuciła jej się na szyję.
– Zgadzam się, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze nie znikniesz mi na dłużej z oczu niż pół godziny. Zbyt dobrze znam opinie o tym, co się dzieje podczas tak zwanych imprez u naszej kuzynki…
– Słowo honoru! – Irka uroczyście podniosła dwa palce ku górze. – A ten drugi?
– Załatwiasz transport. Na trzeźwo tam nie wytrzymam, należy mi się choć mały drink.
– Karol może nas zawieźć. Ale – w głosie Irki zabrzmiało wahanie – on raczej zostanie do samiutkiego rana.
– Na powrót zamówimy taksówkę. Ja stawiam! – oznajmiła wspaniałomyślnie Anna. – To będzie mój prezent na twoje urodziny, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że aż o miesiąc za wcześnie?
– No co ty! – Na twarzy jej młodszej siostry malowało się prawdziwe, niekłamane szczęście. – To najcudowniejszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałam!
– Ha! Ciekawe co powiesz jak nie wyjdzie ci z tym upatrzonym chłopakiem. I mam nadzieję, że nie chodzi o naszego Karolka? Lubię go, ale… No zresztą sama wiesz.
– On już jest umówiony. Ja też go lubię, ale chyba umarłabym ze śmiechu nawet podczas najbardziej romantycznego pocałunku! Co do tego potencjalnego kandydata, to widziałam go zaledwie dwa razy, ale takich jak on raczej się nie zapomina. Dlatego muszę zrobić się na prawdziwą boginię seksu.
Anna wydała z siebie udawany jęk rozpaczy.
– Kochanie i bez tego jesteś tak śliczna, że nie można odwrócić od ciebie wzroku. Dlaczego na siłę chcesz wyglądać inaczej?
– No cóż… – Irka stanęła przed lustrem i kokieteryjnie okręciła się wokół własnej osi. Była wysoka i smukła, o małych jędrnych piersiach i długich nogach, o jakich mężczyźni zwykli mówić, że sięgają nieba. W opalonej twarzy o niemal klasycznych rysach, jaśniały migdałowe oczy, przykryte długą firanką rzęs i usta o kapryśnym wykroju, które powodowały, że wyglądała czasem jak mała dziewczynka. Teraz jeszcze rozpuściła długie blond włosy, w rzadko spotykanym odcieniu starego złota, próbując uzyskać jak najbardziej ponętny wygląd.
– Aniu, naprawdę myślisz to, co przed chwilą powiedziałaś?
– To do ciebie niepodobne, tak bardzo wątpić we własny wygląd? Ten chłopak rzeczywiście musi być niezwykły, skoro tak bardzo chcesz go dla siebie.
– Ja… No dobrze, tobie mogę powiedzieć. Tak naprawdę jest trochę starszy, właśnie skończył studia. Chyba z trzy lata młodszy od ciebie. Spotkałam go, kiedy byłyśmy z Joanną i jej mamą na zakupach, ale on tylko się przywitał i w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi.
– Ach! To dlatego. Zazwyczaj najbardziej chcemy tego, czego nie możemy dostać.
– Ech… Sama zobaczysz. Jestem gotowa założyć się, że bez mojej podpowiedzi od razu zorientujesz się, który z facetów to Dominik. – Irka zebrała włosy w węzeł i jeszcze raz przejrzała się w lustrze. – Rozpuszczone czy związane?
– Bo ja wiem? – Anna stanęła obok niej i z namysłem przyjrzała się ich odbiciu. – Może coś pośredniego?
Irka zmarszczyła zabawnie nosek i wydęła usta.
– Ubiorę tę turkusową sukienkę, którą kupiłam nad morzem, do tego srebrne dodatki i chyba nie będę jednak związywać włosów. I myślę, że ty także powinnaś je rozpuścić.
– Ja? – Anna ironicznie uniosła jedną brew. – Będę wyglądała jak podstarzała czarownica, pilnująca młodszej i piękniejszej siostry.
– Bzdura. – Irka stanęła za nią i rozplątała nijaką fryzurę Anki. Długie aż za pas, aksamitne czarne loki, zsunęły się na ramiona dziewczyny. – Potrzebna ci tylko mała metamorfoza, głównie dotycząca ubioru i od razu będziesz wyglądać bosko. Zostaw to mnie. – Perliście się roześmiała, nie zwracając najmniejszej uwagi na sceptyczną minę siostry.
                                                                    ***
Ania spojrzała z powątpiewaniem w lustro. Może i wyglądała nie najgorzej, ale czuła się jakoś nieswojo. Na nogach miała, kupione niegdyś w przypływie lekkomyślności, buty na niebotycznie wysokim obcasie, lśniące czarnym lakierkiem, dodające jej z dobre kilka centymetrów. Do tego cieniutkie jak pajęczyna pończoszki, których górę z ledwością zakrywała czerwona, obcisła sukienka. No i ten dekolt! Spróbowała go lekko podciągnąć, ale to i tak nic nie dało. Irka nie zgodziła się również na żaden z jej wygodnych, praktycznych biustonoszy. Co prawda rozmiar miały różny, ale jej szalona siostra posunęła się do tego, że obdzwoniła kilka koleżanek i z triumfem zaprezentowała dwa mikroskopijne koronkowe cuda. Jednak ku zdumieniu Anny, leżały jak ulał.
Udało jej się za to wygrać bitwę o makijaż. Długie, krwiste paznokcie i mocno wyszminkowane usta, stanowczo nie były w jej stylu. Tak więc z lustra wciąż patrzyła na nią ta sama twarz w kształcie serca, z lekko zadartym nosem, szerokimi ustami i z wielkimi oczami w kolorze ciemnego bursztynu.
Z westchnieniem odrzuciła włosy do tyłu (tu także Irka postawiła na swoim) i chwyciwszy leżący na oparciu krzesła czarny sweterek, wyszła.
Jej siostra podekscytowana opowiadała coś przez całą drogę, Karol przysłuchiwał się temu z uśmiechem, ale Anka zadumana patrzyła na nocne światła przesuwające się za szyba samochodu. Dom stryjostwa był rzęsiście oświetlony, a wokół kręciły się tłumy ludzi. Z salonu dochodziła głośna muzyka, a nad basenem urządzano właśnie konkurs toples.
„O Boże, jak ja to przeżyję?” – pomyślała ogarnięta nagłą paniką dziewczyna. Nie pomogło nawet pełne zawiści spojrzenie kuzynki i to, że teraz najwyraźniej znalazła się w centrum zainteresowania otaczających ją osób. Zdrajczyni Irka, znikła gdzieś w tłumie z najbliższymi przyjaciółkami, zostawiając ją samą na pastwę rozbawionego tłumu.
Skoro alkohol uspakaja… Wypity duszkiem kieliszek szampana, przyjemnie schłodził jej gardło. Potem Joanna ze słodkim uśmiechem podsunęła jakiegoś egzotycznego drinka. Ktoś inny zaproponował kieliszek martini, a Irka, która nieoczekiwanie pojawiła się za plecami, wręczyła wysoką szklankę, szepcząc, że koniecznie musi tego spróbować. Anna mętnie pomyślała, że chyba za dużo pije, tym bardziej, że standardem była lampka wina do niedzielnego obiadu. Postanowiła znaleźć sobie jakiś przytulny kącik, gdzie w ciszy i spokoju mogłaby zapanować nad miękkimi kolanami i zawrotami głowy. Ale wszędzie panował tłok, nawet sypialnie na górze były już zajęte. Zarumieniona dziewczyna wybąkała niewyraźne przeprosiny i spłoszona wymknęła się na boczny taras. Mętnie pomyślała o niewielkiej krytej altance, mieszczącej się w dość odległym kącie ogrodu. Istniała spora szansa, że nikogo tam nie ma, za to na pewno jest wygodna wiklinowa kanapa z mnóstwem poduszek. Potykając się w ciemności, gdyż kapryśny księżyc nie bardzo chciał oświetlić drogę, dotarła do mało widocznego przejścia w gęstym żywopłocie. Pożałowała teraz, że nie wzięła ze sobą choć małej świeczki. W głowie szumiało jej coraz bardziej, a cały ten mroczny świat wirował jak oszalały, zupełnie nie pozwalając skupić myśli. I może dlatego nie zaprotestowała, gdy nagle w ciemnościach otoczyły ją silne ramiona i jakiś mężczyzna niemal brutalnie zaczął ją całować. Nie było w nim ani odrobiny niepewności, tylko niecierpliwość, jakby już od dłuższej chwili oczekiwał na jej przyjście. Stanowczym ruchem przycisnął ją do szorstkiego pnia drzewa, jedną ręką obejmując w pasie, a drugą chwytając za pośladki. Wypity alkohol zrobił swoje – zamiast wyrwać się i spoliczkować bezczelnego drania, przytuliła się równie mocno i wsunęła swój język głęboko w jego usta, aż cicho zamruczał z rozkoszy. Zaszumiało jej w głowie, a całe ciało zawrzało. Chłodna i zazwyczaj opanowana dziewczyna całkowicie straciła panowanie nad sobą. I choć w dużym stopniu była to jednak wina wypitego w nadmiarze alkoholu, teraz nie miało to najmniejszego znaczenia.. Usta domagały się coraz to nowych pocałunków, a całe ciało coraz to mocniejszych pieszczot. Mężczyzna jakby w odpowiedzi na te niewypowiedziane pragnienia, docisnął ją do drzewa i całował coraz zachłanniej, a ciało wyraźnie dawało odczuć, jakie były jego zamiary. Podniosła nogę i zarzuciła mu na biodro, a on przesunął ręką po zgrabnym udzie. Potem włożył obie dłonie pod pośladki i uniósł ją do góry, tak, aby mogła go opleść, wpasowując się przez to jeszcze dokładniej w jego ciało. Przeniósł usta z warg dziewczyny na jej szyję, zachłannie pieszcząc każdy skrawek aksamitnej skóry i wydobywając z Anny ciche jęki. Poprzez tą wszechogarniającą rozkosz wyraźnie docierało do niej jego narastające podniecenie i coraz gwałtowniejsze ruchy – unosił ją lekko w górę, a po sekundzie opuszczał w dół, tak że czuła nabrzmiałą męskość ocierającą się o jej pulsujące podbrzusze. Robił to coraz szybciej, wtulając twarz we włosy, jakby nie mając więcej sił na wilgotne pocałunki.
Ale to było zbyt mało. Na krótką chwilę znieruchomiał, potem jedną dłonią zaczął rozpinać jej sukienkę, a drugą pieścić przez materiał nabrzmiałe piersi.
I właśnie wtedy księżyc umknął ciemnej chmurze i zalał jasnym blaskiem cały ogród. Pomimo unoszących się oparów alkoholu, mężczyzna spojrzał z nieukrywanym zaskoczeniem w oczy dziewczyny, którą przed chwilą jeszcze tak gwałtownie pieścił. Ten krótki moment wystarczył również i jej, aby zrozumiała sytuację w jakiej się właśnie znalazła. Trwało to zaledwie kilka sekund, potem Anna wyrwała się z jego uścisku, niezdarnie usiłując poprawić sukienkę i drżącą ręką przygładzić wzburzone włosy. Nie zdążył zareagować, kiedy do ich uszu dobiegło ciche wołanie.
– Dominik? Jesteś tam?
Tuż przy przejściu przez żywopłot ukazała się kobieca sylwetka i ujrzawszy ich, zamarła w miejscu. To, co ukazało się jej oczom, było co najmniej dziwne.
– Co wy tu razem robicie? – Anna zmieszana spojrzała w zdumione oczy kuzynki. Może nawet znalazłaby jakieś lepszą lub gorszą odpowiedź, gdyby nie mężczyzna stojący tuż obok niej.
– Myślałem, że to ty Joasiu i nawet się zdziwiłem, że jesteś taka chętna… – Litościwie nie dokończył tego zdania. Nagle dotarło do niego, że kobieta, z którą się tak namiętnie całował i przez którą wciąż czuł nieznośne gorąco w podbrzuszu, to ktoś zupełnie obcy. Ale jeszcze dziwniejsze było to, jak bardzo mu się to spodobało.
Jednak Anna nie czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Odwróciła się i niemal na oślep zaczęła uciekać, nie zwracając uwagi na to, że tuż za jej plecami rozpętało się piekło. Po kilku krokach przystanęła i zsunąwszy niewygodne obuwie z nóg, dalej pobiegła już o wiele szybciej. W głowie wciąż jej szumiało, całe ciało pulsowało podnieceniem, a jednocześnie nigdy nie czuła się tak zawstydzona. Musiała koniecznie znaleźć siostrę i przekonać ją, nawet zmusić, jeśli zajdzie taka potrzeba, do natychmiastowego powrotu. No ładnie! Miała pilnować Irki, a tymczasem sama nie dość, że porządnie się spiła, to jeszcze o mało co… Nawet w myślach głupio było dokończyć to zdanie.
Chyba czuwała nad nią miłosierna opatrzność, bo gdy tylko wbiegła do środka domu, w rozbawionym tłumie od razu dostrzegła siostrę. Przecisnąwszy się między kilkoma osobami, zdziwionymi gwałtownością jej ruchów, dotarła do Irki i mocno ująwszy ją za ramię, wyprowadziła przed frontowe wejście.
– Co się stało? – Tamta zapatrzyła się na nią zdumiona.
– Wracamy do domu, natychmiast!
– Oszalałaś? Impreza dopiero się rozkręca…
– W takim razie ja wracam – powiedziała z desperacją w głosie, wygrzebując jednocześnie z torebeczki swoją komórkę. – Dzwonię po taksówkę.
Irka zmarszczyła brwi w widocznym niezadowoleniu. Wieczór, choć przyjemny, nie dał jeszcze okazji by zbliżyć się do obiektu marzeń, który jakiś czas temu mignął jej w tłumie. Poza tym nieprzyjemne plotki, jakoby zaczął spotykać się z kuzynką Joanną, nie były zbyt pocieszające i zaczynały psuć humor. Dziwaczne zachowanie siostry jeszcze bardziej ją zdenerwowało. Przyglądała się jak Anna rozmawia przez telefon i powoli czuła narastającą wściekłość.
– Ja zostaję – powiedziała hardo. – Nie wiem co się stało, ale zachowujesz się jak spanikowana kretynka.
– Irenka? – Mężczyzna podbiegł do nich z uśmiechem na ustach. Obie dziewczyny znieruchomiały, ale o ile na twarzy Irki ukazał się zachwyt pomieszany z radością, o tyle Anna poczuła jak oblewa ją fala gorąca, a na policzkach ukazuje się purpurowy rumieniec wstydu. Okazał się wysokim, świetnie zbudowanym blondynem, o tak intensywnie błękitnych oczach, że aż wydawało się nie być to dziełem natury. Trochę zbyt surowe rysy twarzy łagodził pełen czaru uśmiech i grzywka, zawadiacko opadająca na czoło. Wyglądał jak model, który co dopiero zeskoczył z ogromnego plakatu lub okładki jakiegoś czasopisma.
– Dominik! Jak miło cię widzieć – Irka subtelnie pocałowała go w policzek, jednocześnie starając się wyglądać jak najbardziej kusząco. Za to stojąca obok Anka, poczuła, że kolana ma jak z waty, a serce wędruje w okolice pięt. A więc to był ten, którego z takim uporem planowała poderwać jej siostra? Po prostu znakomicie!
– A kim jest twoja urocza towarzyszka? – Teraz spojrzał na nią. W jego oczach migotały psotne chochliki, jakby właśnie wpadł na pomysł doskonałego psikusa. Widać było, że w przeciwieństwie do niej, świetnie się bawił.
– Moja siostra Ania. A to jest Dominik, o którym ci wspominałam – Irka z wdziękiem dokonała wzajemnej prezentacji.
Jednak Anna w tym momencie zauważyła podjeżdżającą taksówkę. Dlatego mruknęła coś pod nosem i odwróciwszy się, zbiegła po schodach. Mało obchodziło ją, co pomyśli sobie ten zachwalany przez wszystkich Dominik, oraz coraz bardziej zdziwiona jej zachowaniem siostra.
Ale zdążyła zaledwie dojść do furtki, kiedy chłopak dogonił ją i przytrzymał za łokieć.
– Puszczaj – syknęła poirytowana.
– Dlaczego uciekasz? Przecież to była tylko drobna pomyłka, nic nie znaczący incydent.
Dopiero teraz spojrzała mu prosto w oczy. Natychmiast zorientował się, jak bardzo te słowa ją uraziły.
– Faktycznie, to była pomyłka! – zaakcentowała każde wypowiedziane słowo. W jej głosie wyraźnie pobrzmiewała złość.
– Nie wyglądało na to, żebyś tak myślała, gdy niemal rozebrałem cię pod tym drzewem – odparował z przekąsem.
Strząsnęła jego rękę ze swojego przedramienia. Była w pełni świadoma nic nie rozumiejącego spojrzenia Irki, która przed chwilą do nich podeszła.
– Niemal czyni znacząca różnicę. W tym wypadku bardzo znaczącą – dodała jadowicie. Potem spojrzała na siostrę. – Ja na twoim miejscu, bym go sobie darowała. W ciemnościach ogrodu pomylił mnie z Joanna, z którą umówił się w wiadomym celu. Zamiast romantyzmu, czysta proza życia. Więc jak będzie? Jedziesz ze mną czy zostajesz, aby stać się kolejnym nacięciem na wezgłowiu jego łóżka?
Dominik spojrzał na nią z jawnym zdumieniem. Nie spodziewał się, aż tak ostrych słów. On całą tą sytuację traktował jak świetną zabawę. Ona najwyraźniej nie.
Irka w milczeniu podeszła do taksówki. Dopiero, kiedy wysiadały pod domem, Anna zauważyła łzy na jej policzkach.
– No co ty siostrzyczko! Nie warto, naprawdę.
– Nie o to chodzi – pociągnęła nosem. – Ale miałaś rację, że zaboli jeśli się nie uda. A byłam tak pewna…
– Przepraszam – Anka w zakłopotaniu przygryzła wargi. – Za dużo wypiłam i szłam do altanki, tej na skraju ogrodu, aby trochę dojść do siebie. I nie od razu zareagowałam tak jak powinnam była.
Irka wzruszyła ramionami.
– I co z tego? Przecież on się tam umówił z Joanna. Sama pomyśl, z naszą plastikową, pustą i małpowatą kuzynką!
Spojrzały sobie w oczy i wybuchły śmiechem. Chichotały bez opamiętania, dopiero kiedy otwarło się kuchenne okno i wyjrzała z niego trochę zaspana i zdziwiona głowa matki, uścisnęły się i po cichutku rozeszły do swoich pokoi. 

 link do części II - (klik)

5 komentarzy:

  1. świetne jak zawsze! ja i wszystkie moje koleżanki już nie możemy doczekać się kolejnych części:)

    OdpowiedzUsuń
  2. O nieee... Kolejny, błękitnooki przystojniak... Zaczną mi się o nich śnić koszmary :x tym bardziej, że nigdy tacy mi się nie podobali... Uff... Na szczęście są oni dla bohaterek ;)
    Ale zapowiada się intrygujące, zobacze co dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Musisz popracować nad opisem postaci- kolejny raz bohaterka ma twarz "w kształcie serca" i ma ciemne loki, a przystojniak ma "niebieskie oczy". Opis sytuacji co najmniej dobrze ale postacie są rozmazane... taka rada:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dalsza część opowiadania mnie fascynuje i przeraża za razem. Jest ciekawym sposobem na ukazanie mrocznej przemiany pokrzywdzonego człowieka. Nie ważne jak piękne ma się opakowanie :-D.

    OdpowiedzUsuń