sobota, 8 lipca 2017

Obcy (II) - treść płatna

           Obcy (II)
Skuliła się pod kołdrą, patrząc w zamyśleniu w stronę okna. Zgodnie z zapowiedzią pogodynki, padało. Jednostajny szum deszczu sprawiał, że nie miała ochoty wstać, lecz przymknąć oczy i zostać w łóżku. Walczyła z poczuciem obowiązku jeszcze przez chwilę, po czym z ulgą przewróciła się na drugi bok, zakopując w pościeli. Świat się nie zawali, jeśli opuści jeden dzień zajęć. Po czym wróciła myślami do wczorajszego wieczoru.
Nowy, tymczasowy lokator, wcale jej się nie spodobał. Owszem, był grzeczny, uprzejmy, uśmiechnięty, lecz wyczuwała w tym wszystkim fałszywą nutę, która nie pasowała do całości. Zawsze nieufnie podchodziła do obcych, często w miarę upływu czasu zmieniając swoje podejście, ale jego po prostu znielubiła od pierwszego spojrzenia. Nie rozumiała dlaczego. Nie znalazła ani jednego racjonalnego powodu. Żadnego przekonywującego argumentu. Po prostu czuła niechęć podszytą strachem. A ponieważ Amelia przez całe życie ufała swej intuicji, tym razem też postanowiła, że tak zrobi. Wytrzyma jakoś te dwa tygodnie, w końcu nie musiała siedzieć w mieszkaniu. Ance się spodobał, więc niech go sobie bierze.
I nagle aż podskoczyła na łóżku.
– Referat! – jęknęła, energicznie wstając. Cóż, nici z błogiego leniuchowania. Musi szybko się ubrać i pędzić na uczelnie. Trudno, wolne zrobi sobie jutro.
Poszła do kuchni. Szybko wypiła szklankę wody, potem soku. Zerknęła na zegarek. Miała pięć minut opóźnienia w codziennym harmonogramie. Dobrze że tak szybko przypomniała sobie o referacie, bo inaczej straciłaby miejsce w kolejce do łazienki. Na każdy dzień obowiązywał dość luźny plan, bo niestety, mieszkało ich tutaj zbyt wielu. Całe szczęście, że chociaż toaleta była osobna.
Nieco zamyślona podeszła do drzwi łazienki, lecz gdy nacisnęła klamkę, przekonała się, że już ktoś jest w środku.
– Teraz moja kolej! – załomotała energicznie. – Kto do cholery pomylił kolejność? No dalej! Spieszę się!
Była wściekła, bo nie cierpiała zmieniać własnych planów. A będzie to musiała zrobić, bo nie zdąży się wykąpać, nie zdąży wyjść o czasie i nie zdąży kupić po drodze karmelowej latte oraz ogromnej drożdżówki z kruszonką. To skutecznie popsuło jej i tak nie najlepszy humor, sprawiając, że poczuła gniew.
– No kto?... – walnęła jeszcze raz. Więcej nie zdążyła, bo drzwi otworzyły się i stanął w nich półnagi mężczyzna. Półnagi, bo miał na sobie jedynie ręcznik owinięty wokół bioder i to dosyć nisko. Skórę miał niesłychanie gładką, pokrytą kropelkami wody, a włosy wciąż wilgotne. Pod tą gładką skórą widać było idealnie zarysowane mięśnie, wyrzeźbiony brzuch, drzemiącą siłę, chociaż na pozór nie imponował posturą. Prawie wbrew sobie omiotła go wzrokiem, z niechętnym podziwem zatrzymując się ułamek sekundy dłużej, w niektórych miejscach. Potem uniosła głowę i napotkała jego spojrzenie.
Miał upiornie uprzejmy wyraz twarzy i błysk w oczach, który przeczył tej uprzejmości. Błysk prawdziwego drapieżnika.
– Przepraszam. Nie wiedziałem, ale już jutro postaram się…
– Daruj sobie! – warknęła. – Jak skończyłeś, to wyjdź.
– W zasadzie skończyłem.
Nie czekała na więcej, usiłując minąć go w progu i wejść do łazienki. Lecz mężczyzna wyciągnął ramię, opierając dłoń na futrynie i zatrzymując zdumioną Amelię w pół kroku. Pochylił się przy tym nieznacznie, tak że teraz ich twarze dzieliło zaledwie kilkanaście centymetrów.
– Jeszcze raz przepraszam – powtórzył ze spokojem, patrząc na zarumienioną dziewczynę. Jasnoniebieskie oczy w przedziwny sposób hipnotyzowały, a ich spojrzenie zawisło na jej ustach. Leniwym ruchem podniósł drugą rękę i dotknął opuszkiem dolnej wargi. Powoli obrysował jej kontur, a potem ukradkiem wślizgnął się pomiędzy rozchylone płatki ust. Amelia zadrżała i z trudem przełknęła ślinę, odpychając jego dłoń.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!