poniedziałek, 3 lipca 2017

Obcy (I) - treść płatna

Dźwięk dzwonka natarczywie wwiercał się w uszy. Z irytacją oderwała się od czytania, tym większą, że właśnie dotarła do finałowej sceny. Połykając wzrokiem kolejne akapity, przebiegła długi, wąski korytarz, zatrzymując się tuż przed drzwiami. Dopiero tam zmuszona była na chwilę przerwać. Zerknęła w judasza, a potem zmarszczyła brwi. W końcu powoli otworzyła, zakładając uprzednio łańcuch. Przez powstałą szparę patrzyła z nieufnością na nieznajomego. Średniego wzrostu, szczupły, włosy ani jasne, ani ciemne, delikatny ślad zarostu, pociągła twarz, trójkątny podbródek i jasnoniebieskie oczy w ciemnej oprawie. Ubrany całkiem zwyczajnie, dżinsy, adidasy, skórzana kurtka i biała koszulka. W ręku sporych rozmiarów plecak. Przystojny, chociaż może słowo intrygujący byłoby bardziej odpowiednie?
– Dzień dobry – przedstawił się uprzejmie, szeroko się uśmiechając. – Jestem Kaleb.
– Kaleb? – Zaczęła szukać w pamięci. – Nie znam żadnego Kaleba. Pan do?
– Jestem współpracownikiem Igora. Wysłał mnie…
– Igora? – Nagle ją olśniło. Przypomniała sobie zdjęcia, które ostatnio oglądała razem z przyjaciółmi. Faktycznie, ten człowiek przewijał się na kilku z nich, chociaż nie wyglądało, aby był jakimś dobrym znajomym jej współlokatora. – Nareszcie! Ten głupek nie daje znaku życia od ponad dwóch tygodni! Szuka go mnóstwo ludzi, nie wspominając o policji. Proszę, niech pan wejdzie.
Zapomniała o książce. Usłyszana wiadomość wprawiła ją w prawdziwą euforię. Miała ochotę rzucić się na telefon i ogłosić ją całemu światu. Jednak najpierw musiała poznać szczegóły.

– Niech pan siada – z niecierpliwością wskazała mu miejsce w ogromnej kuchni połączonej z salonem. Zajął miejsce na jednym z wysokich stołków, plecak kładąc na podłodze. – Kawy, herbaty? I co do licha działo się z tym idiotą?
– Herbaty. – Znów się uśmiechnął. Szeroko, na pozór serdecznie. Tylko dlaczego wydało jej się, że ten uśmiech nie dotarł do oczu, pozostawiając jego spojrzenie czujnym i pełnym chłodu. – I nie pan. Jestem Kaleb.
– Miło mi – podała mu rękę, którą od razu uścisnął. Dłoń miał chłodną, o długich palcach, opaloną. Uścisk silny. – Anka. Do imion jeszcze wrócimy, bo twoje jest dość nietypowe.
– Nie jestem polakiem.
– Aha. Co z Igorem?
– Miał wypadek. Dopiero kilka dni temu odzyskał przytomność.
– Wypadek? – zdenerwowała się. – Zawsze mu mówiłam, że jeździ jak wariat…
– W laboratorium. – Mężczyzna spoglądał na nią uważnie.
– W laboratorium? – zdziwiła się. – A co się stało? Zaatakował go odkurzacz, czy poraził prąd przy mikrofali?
– Chyba niewiele wiesz o jego pracy?
– W sumie niewiele – wzruszyła ramionami, zalewając kubek gorącą wodą. – Nigdy za dużo nie mówił, bo twierdził, że to nudy. Zresztą nie dla mnie tajniki genetyki. Zawsze mało z tego rozumiałam.
– A co studiujesz?
– Polonistykę. Drugi rok – uśmiechnęła się, siadając naprzeciwko. – Chcę pisać bajki dla dzieci. Proszę, tu jest cukier i cytryna.
– Dziękuję. Nie słodzę.
– Okay. Zdradzisz mi więcej szczegółów?
– Może na początek to, że za miesiąc powinien wrócić do domu.
– Nie powiem, odetchnęłam z ulgą. Jego dziewczyna też pewnie tak zrobi.
– Mieszkacie razem?
– Mieszkaliśmy. To poddasze, ogromna przestrzeń. Sześć sypialni, osiem osób, w tym dwie pary. Razem wychodziło taniej.
– No tak – dyskretnie się rozejrzał, popijając herbatę. – Rozumiem.
Potrząsnęła głową. Dziwny był. W jego oczach dawało się dostrzec bezwzględność, w głosie, chociaż brzmiał przyjaźnie, dziwny chłód. I był taki grzeczny, wręcz nadnaturalnie uprzejmy.
– Igor wyjechał, a po dwóch dniach nie odbierał już telefonu, nie odpisywał na eski czy maile. Firma też twierdziła, że nie wie, co się z nim dzieje. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, co przeżyliśmy?
– Nie bardzo – przyznał uczciwie. – Ale tutaj zawinił przypadek. Do tego w laboratorium wybuchł pożar, mieliśmy sporo ofiar. W tym niezidentyfikowanych.
– Nie rozumiem… Czy bardzo ucierpiał? – spytała drżącym głosem.
– Tak, mocno ucierpiał, nie będę cię okłamywał. Zawalił się cały budynek. Dobrze znam Igora, ale nawet ja nie byłem w stanie go zidentyfikować. Dopiero badania krwi pozwoliły na rozpoznanie. Ogólnie, to wszystko było takie – przez chwilę szukał odpowiedniego słowa – niezorganizowane. Nie ukrywam, że przede wszystkim ratowano wyniki badań.
– Co za!...
– Bez przesady. Taka jest kolej rzeczy – dodał, po raz kolejny uśmiechając się szeroko. Ale tym razem najchętniej starłaby ten jego uśmiech z twarzy. Kolej rzeczy? Bezczelny cham!
– To trzeba było w ogóle nie ratować ludzi – powiedziała zgryźliwie.
– Nie, dlaczego? Przecież jak wyzdrowieją, to wrócą do pracy – zdziwił się, unosząc wysoko brwi. – To wykwalifikowana kadra, szkoda byłoby się takiej pozbywać.
Zaniemówiła. Dosłownie.
– No wiesz!
– Nie wiem. Przecież to prawda. Wolałabyś abym wylewał krokodyle łzy nad obcymi ludźmi, którzy mnie nie obchodzą? To byłoby według ciebie słuszne?
– Byłoby ludzkie. Dajmy temu spokój. Mów, co z Igorem. Jak bardzo jest źle?
– Wróci do pracy.
– Jezu! – wyjąkała. – Uczciwość uczciwością, ale odrobina empatii by się przydała.
– Ależ ja się bardzo cieszę z tego, że będzie mógł wrócić do pracy. Z naciskiem na „on będzie mógł”.
– Rozumiem. Po twojemu to radość, że przeżył – pokiwała głową. – Nietypowy jesteś. A teraz pozwolisz, że zadzwonię. Czy jego rodzina już wie?
– Tak. Byłem u nich.
– A Nowy Jork tak daleko – westchnęła. – Nie da się jakoś zorganizować transportu i wizy, chociaż dla jednej osoby? Wiesz coś może o tym?
– Dałoby się. Lecz za dwa tygodnie będzie go można przewieźć do kraju.
– Powiedz to szalejącej z niepokoju matce.
Przygryzł wargi, przestając się uśmiechać.
– Też o to pytała. Powiedziałem że nie, ale przemyślałem sprawę i zadzwoniłem w kilka miejsc. Może coś mógłbym wykombinować – powiedział w końcu. – Matka czy dziewczyna?
– Z ciężkim sercem to mówię i Gosia mnie chyba zabije, ale matka. A kim ty w ogóle jesteś? Pamiętam cię ze zdjęć, które pokazał nam Igor po ostatnim pobycie w Stanach. Mówiłeś, że współpracownikiem? On o tym nie wspominał.
– Jednym z wielu.
– Przepraszam, ale nie wyglądasz na naukowca. Raczej na wojskowego. Halo?
Zaczęła rozmawiać przez telefon, przekazując radosne wieści. I pewnie dlatego nie zwróciła uwagi na twarz siedzącego przed nią mężczyzny. Pojawiła się na niej czujność, wyrachowanie. Obserwował ją, popijając herbatę, a przez jego głowę przewijało się tysiące myśli. Jednak sam nie mógł podjąć decyzji. No i było na to za wcześnie. Najpierw musiał się czegoś dowiedzieć.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!

16 komentarzy:

  1. Ta Anka jest główną bohaterką czy ta Mała? Bo już nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Opowiadanie może być. Ale chyba poczekam na całość. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego każde nowe opowiadanie jest płatne? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każde. Opowiadania są na zmianę, płatne i bezpłatne.

      Usuń
  4. Coś mi się zdaje, że nie polubię głównej bohaterki... Jej język jest jakiś taki... głupi. Ale zobaczymy jak wrócę do siebie, to kupię

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapowiada się bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Babeczko, jest szansa że to (i inne opowiadania w przyszłości) będzie można kupić też na innym portalu niż sprzedajtresci? Chciałabym przeczytać, ale po tej ostatniej awarii i tym jak mnie olali postanowiłam, że już nic tam więcej nie kupię, bo złodziejstwa nie chcę wspierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak i to wkrótce :-) Wierz mi na słowo, awaria była poważna,

      Usuń
    2. Widać było po błędzie, że baza im całkiem zdechła. Zła polityka backupów spowodowała, że nie byli w stanie odtworzyć bazy danych z tamtego dnia, co w konsekwencji spowodowało problemy z dostępem do zakupionych opowiadań.

      PS. Nie jestem pracownikiem tego serwisu. Jestem programistą i takie sytuacje są mi dobrze znane. Trochę w tym ich winy było, ale nazywanie tego zgłodziejstwem to też jest przesada.

      Usuń
    3. No jak dla mnie to jest złodziejstwo. Zapłaciłam, dostęp powinnam mieć na rok, a miałam na kilka godzin. Babeczka zachowała się super, wzięła ogarnianie tego rozgardiaszu na siebie i mam swoje opowiadanie - ale to chyba nie powinno tak działać, że ktoś pracuje i myśli za nich. Są firmą, powinni mieć rozeznanie i robić kopie zapasowe - czego innego można oczekiwać od pana Kazia który zdjęcia z wakacji zapisuje tylko w jednym miejscu, a czego innego od ludzi którzy (w teorii) się na czymś znają i biorą za to pieniądze.

      Usuń
    4. Tak masz ze wszystkimi awariami? Dajesz radę jeszcze czy wszędzie na piechotę, buty własnej roboty i warzywka z ogródka? Aż dziwne ze z internetu korzystasz.

      Usuń
  7. Babeczko jak tam idą prace informatykowi?

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej mam pytanie probowalam zaplacic za twoje opowiadanie ( szczerze sa Zaj...) ale nie mam konta w Pl czy jest jakas mozliwosc zeby je kupic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem możliwe, że już niedługo będzie :-) Tyle moge na razie zdradzić ;D

      Usuń
  9. Część Babeczko :) wykupiłam dostęp do Twoich płatnych treści przelewem i kod, który wpisałam mogłam użyć tylko raz, a pisało że dostęp jest na 365 dni i nie wiem co teraz zrobić :( Pomocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz na pocztę. Coś poradzimy :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.