piątek, 24 lutego 2017

Pałka (III) - treść płatna

Dziś Pałka, jutro Do piekła i z powrotem, pojutrze może coś nowego, płatnego. I tyle na koniec tego tygodnia. W przyszłym zobaczymy :-) chociaż na pewno zaczniemy od Do piekła i z powrotem.

            Pałka (III)
Rozdział 5 – Kaśka 
Za dużo sobie po nim obiecywałam. Kretynka ze mnie i tyle. Wydawało mi się, że skoro tak przyjaźnie zachował się przy pierwszym spotkaniu, to powinno to coś znaczyć. Nic bardziej idiotycznego nie mogło mi przyjść do głowy. Potraktował mnie, jak petentkę i tyle.
Jak się okazało sprawa mandatu była drobnostką, chodziło o coś innego.
Ireneusz Biedak. Biedny na umyśle, przeżywający drugą młodość, zakochany w młodej cipce. Sprawy firmy traktujący z coraz większą nonszalancją, mnie niczym pracownika, nie wspólniczkę. Myślałam, że niczym już mnie nie zaskoczy a tu klops i to na całego. Porwany dla okupu, pięknie!
Nie chciałam teraz myśleć o komplikacjach prawnych, jakie pociągnie za sobą jego faktyczne zniknięcie. Po pierwsze za wcześnie było na gdybanie w tym temacie, a po drugie miałam niejasne przeczucie, że Irek się znajdzie. Skąd owo przeczucie, tego nie wiedziałam. Okup zapłacony, więc pewnie wkrótce przyjdzie do domu i żony, z podkulonym ogonem. Może postanowił uczcić odzyskanie wolności, tyle że najpierw ze swoją dwudziestoletnią lafiryndą, zapominając o małżonce? Jakoś pasowało mi takie zachowanie do Irka i przypuszczałam, iż lada dzień zobaczę jego nieszczery pysk.
Co do samego Marcina, to rozczarował mnie potężnie. Wpierw jawna atencja, nieukrywany zachwyt moją osobą, a później zobojętnienie i chłód w zachowaniu. Zainteresowanie zmieniło się w zniecierpliwienie i chęć jak najszybszego pozbycia się mnie z pokoju. Wyszłam podejrzewając, że to za sprawą rudowłosej kobiety wyjątkowej urody, którą minęłam po drodze.
Cóż, pomarzyłam sobie o przystojniaku, z jego powodu zaspałam po wypiciu nadmiernej ilości czerwonego wina, a teraz powinnam przestać myśleć o posiadaczu pięknego tyłka i wrócić do spraw codziennych. Te nie przedstawiały się różowo.
– Nie łącz mnie… – zaczęłam, ale dane mi było dokończyć.
– Tak wiem. – Iza odebrała ode mnie teczkę z papierami, dotrzymując mi kroku w drodze do mojego biura. – Wszystko wiem o Irku i powiem ci, że lepiej żeby się bydlak odnalazł.
– Skąd wiesz?! – Nie mogłam uwierzyć, bo wyglądało na to, że dowiedziała się o tym przede mną.
– Policja mnie przesłuchiwała – wzruszyła ramionami, zgarniając ze swojego biurka reklamówkę z czymś w środku. – Tutaj masz kanapki i sałatkę, a kawę doniosę ci za chwilę.
– Jesteś kochana. – Gardło zacisnęło mi się ze wzruszenia.
– Nie jestem. – Zmrużyła oczy. – Ja po prostu dbam o swoją przyszłość, a ona jest nierozerwalnie powiązana z twoją. Będziesz chora, ja nie będę miała pracy. Nie będę miała pracy to trafię na innego pracodawcę, najpewniej takiego, jak Ireneusz, twój wspólnik.
– Jakby nie było, to jest twoim pracodawcą. – Rozpięłam płaszcz, w kieszeni którego miałam zapasowy stanik sportowy.
– Wiecznie nieobecnym i niech tak pozostanie. – Mrugnęła do mnie okiem i zamknęła za sobą drzwi gabinetu.
Chrupałam kanapki, popijając je kawą i przeglądałam maile.
„Hotel Anna – Malta”. Ten przykuł moją uwagę. Otworzyłam wiadomość, wczytałam się w jej treść.
„Szanowna Katarzyno.
Budowa hotelu dobiega końca. Obecnie kończymy pierwszy etap i wskazanym byłoby, być pojawiła się na miejscu. Teraz, nim przejdziemy do kolejnych prac, zamkniemy ściany.
Czy istnieje taka możliwość?
Pozdrawiam - Vincent."
Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!