niedziela, 8 maja 2016

Rozmowa (V)

Kilka dni temu, moja córcia podeszła do mnie i pyta: "Mamo, a jak ty się ubrałaś na pierwszą randkę z tatą? I w ogóle jak trzeba się ubierać na randki?" Szczerze mówiąc, to zdębiałam. Dziewięć lat smarkula ma i już się pyta o takie rzeczy?! Okazało się jednak, że bawi się w projektantkę mody i są jej potrzebne pewne informacje... 

Zdaję sobie sprawę, że w tym tygodniu krucho będzie z dodawaniem nowych kawałków, więc ten post od razu umieszczam w zaplanowanych, minutę po północy, z takim tekstem, jaki mam już przygotowany. Jeśli uda mi się, to wkleję więcej, jeśli nie, to i tak niedzielny kawałek dla was :-)

link do części IV - klik

           Rozmowa (V)
– Było wystarczająco mocno? – spytał rozbawieniem pokrywając niepewność. Po raz pierwszy w życiu pragnął, by i partnerka doświadczyła tego samego co on. Nie chełpliwe „byłem dobry?”, a coś zupełnie innego.
– Tak – odpowiedziała cicho, a delikatny uśmiech rozświetlił jej twarz. Zaraz jednak zniknął.
– Czy ty… – urwała z jękiem, prostując się i lekko odpychając Filipa. – Czy ty… Ja…
– Chyba wiem, o co chodzi. – Pocałował ją w ramię. – Nie zabezpieczasz się, tak?
– Tak.
– Niestety, nie umiałem nad tym zapanować. Pierwszy raz w życiu. – Jego gorące wargi powędrowały dalej, w górę.
– Boże! – Natychmiast pobladła.
– Czym się martwisz? Jakby co, znajdziemy odpowiedniego lekarza i po krzyku.
– Nie – zaprzeczyła ruchem głowy. Od razu zauważył, że posmutniała. – Życie to życie. Trzeba ponosić konsekwencje własnych czynów.
Rozzłościła go tymi słowami, zawstydziła poważnym spojrzeniem.
– Jak chcesz! Ale ja żadnych alimentów płacić nie będę. Mam w dupie konsekwencje własnych czynów.
Zagryzła wargi, wyplątując się z jego ramion. Wstała, poprawiając sukienkę. Włosy opadły jej na twarz, zakrywając oczy. Atmosfera bliskości, która się pomiędzy nimi wytworzyła, rozwiała się niczym mgła. Nadia pochyliła się, podnosząc z ziemi resztę garderoby. Filip obserwował ją bez słowa, z dziwnym zażenowaniem. Żałował swych ostatnich słów. I nawet nie dlatego, że miał ochotę na powtórkę.
– Idę się ubrać.
– Zaczekaj – błyskawicznie chwycił przegub jej dłoni. Zauważył łzy w zielonych oczach. – Przesadziłem, a przecież wina leży również po mojej stronie. Chociaż przysięgam, po prostu przestałem nad sobą panować. Sądzisz, że mogą być konsekwencje?
– Nie miałam matki – powiedziała smutno, nieoczekiwanie zmieniając temat. – Kiedy zaszła w ciążę, chciała ją usunąć. Ojciec przekupił ją ogromną sumą pieniędzy. Urodziła przez cesarskie cięcie. Nigdy mnie nie widziała. Nie chciała dać nam nawet szansy. Miałam być tym kawałkiem wyskrobanego mięsa, bez prawa głosu, bez szansy na życie. A teraz oddycham, kocham, marzę i każdego dnia mogę podziwiać zachód słońca. Mogę nawet uprawiać z tobą szalony seks w szkolnej sali – choć ostatnie słowa zabrzmiały żartobliwie, po policzku spłynęła kolejna łza. Filip wstał, przyciągając ją ku sobie. To ten cholerny alkohol, pomyślał z desperacją. Dawno nie czuł się tak podle. Pogładził Nadię po wzburzonych włosach.
– Dobrze, jestem palantem – wyszeptał jej do ucha. – A teraz idź się ubrać, bo moje zmysły znowu oszaleją.
– Jesteś palantem – potwierdziła, podnosząc głowę i zatapiając w jego twarzy nieodgadnione spojrzenie. Kierowany niezrozumiałym impulsem, pochylił się i pocałował ją. Delikatnie dotknął wargami słonych od łez ust, pieszczotliwie przesunął po ich powierzchni, smakując, delektując się tym dotykiem. Jakby pił najwykwintniejsze wino, nie jednym haustem, a malutkimi łyczkami. Dłonie położył na kształtnych biodrach, zaciskając palce na jedwabistym materiale sukienki. Dopiero teraz poczuł zapach włosów muskających jego twarz, ciepło oddechu zabarwionego nutą alkoholu. Zatracił się w doznaniach, które obezwładniły jego myśli, zniewoliły zmysły. To było coś całkiem nowego, uczucie tak intensywne w swej świeżości, że nie potrafił go nawet nazwać.
– Tak, najwyższy czas się ubrać – odepchnęła go lekko, wyrywając z obcego świata, do którego tak nieoczekiwanie trafił  Z żalem spojrzał na znikającą w drzwiach łazienki kobietę, a potem głośno westchnął i sięgnął po leżące na ziemi spodnie. Zapinając je, pokręcił z niedowierzaniem głową. Chyba kompletnie mu odbiło. Kochać się bez zabezpieczenia, a później całować tak… No właśnie. Jak? Jak miał to opisać?
Stojąca za drzwiami łazienki Nadia, drżącą ręką przesunęła po twarzy. Palcami powiodła po nabrzmiałych ustach. Co to u licha było? No dobrze, pocałunek, ale… taki?! To na pewno Filip? Może się pomyliła? A może tak do końca go nie zna? Podeszła do umywalki, opryskała twarz zimną wodą. Potem spojrzała na swoje odbicie. Zamiast zielonych oczu, widziała inne, z domieszką błękitu. Wyciągnęła dłoń, dotykając gładkiej tafli szkła. Powinna się bać. Jedna noc nie wpłynie na jego charakter, nie sprawi, że zniknie egoizm czy zadufanie. A ona miała powody, by przypuszczać, że ta noc może mieć dla niej konsekwencje. Oby się myliła.
– Mogę skorzystać z łazienki? – rozległ się stłumiony głos zza drzwi.
– Już wychodzę – ocknęła się, odrywając od ponurych rozmyślań. Szybko ubrała się i wyszła. Wyminęła Filipa, starając się nie patrzeć mu w oczy. Zauważyła jednak, że też był ubrany. I dziwnie zamyślony.
– Chcesz herbaty? – spytała, gdy wrócił i zajął miejsce przy biurku.
– Tak.
– Z sokiem?
– Poproszę.
Zapadła cisza. Nieco krępująca, biorąc pod uwagę, że jeszcze pół godziny temu, uprawiali dziki, szalony seks. Jeden kubek postawiła przed Filipem, drugi otoczyła dłońmi, chłonąc płynące od niego ciepło. Milczała, bo nie umiała odnaleźć odpowiednich słów. Omijała wzrokiem siedzącego nieopodal mężczyznę, woląc podziwiać mroźny krajobraz za oknem. Gdzieś w głębi duszy zakiełkował gniew na samą siebie, na to, że nie potrafiła się oprzeć pokusie. Przecież zdawała sobie sprawę, że będzie okazją na jednorazowe bzykanko.
– Nie jest ci zimno? – To Filip nieoczekiwanie przerwał ciszę. Spojrzała na niego zaskoczona, potem zarumieniła się i pokręciła przecząco głową.
– Na razie nie. Herbata mnie rozgrzała.
– Bardziej niż ja? – zażartował.
Przygryzła wargi, nie odpowiadając. Za to on pochylił się do przodu, opierając łokcie o blat biurka.
– Dziwna jesteś – powiedział w zadumie. – Jak wypowiadam słowo związane z seksem, to reagujesz niczym płochliwa klacz. Ale kiedy się kochaliśmy, zachowywałaś się niczym dzika lwica.
– Cała ta noc to jedynie zbieg okoliczności. Gdyby nie twój siostrzeniec – wzruszyła ramionami, popijając herbatę – nie zamienilibyśmy ze sobą słowa.
– Nie jestem pewien – mruknął. – Nie jesteś kobietą, obok której przechodzi się obojętnie.
– Ze względu na moje cycki? – spytała drwiąco.
– Między innymi.
– Co nieco pamiętam z liceum. Skoro już jestem zaliczona, nie musisz silić się na konwersację.
Zmarszczył brwi. W błękitno zielonych oczach pojawił się dobrze zauważalny gniew. Nie dlatego, że trafnie oceniła jego zachowanie, ale dlatego że tym razem niczym sobie na to nie zasłużył. Zaciekawiła go tą dziwną mieszanką nieśmiałości i namiętności. Na samym początku wrogo nastawiona, wręcz oziębła, pod wpływem niezrozumiałego impulsu, traciła tę swoją wyniosłość. Uczciwie musiał przyznać, że i wypita ilość alkoholu miała w tym swój udział. Bez niego być może nie udałoby mu się przełamać jej uporu. W końcu zapamiętała go jako palanta, a i pierwsze zdania ich konwersacji, nie świadczyły o nim najlepiej.
– Mam ochotę na jeszcze jeden numerek.
– Daj spokój. Już otrzeźwiałam.
– I co z tego? Sądzisz, że na trzeźwo cię nie wezmę?
Westchnęła, zdmuchując kilka kosmyków, które nieposłusznie opadły na twarz.
– Nie. Czy możemy poruszyć temat Tymoteusza?
– A co z nim nie tak?
– No właśnie! – oskarżycielsko wskazała go palcem, patrząc przy tym potępiająco. – Właśnie za to cię nie znoszę!
– Aha, zauważyłem to jakąś godzinę temu.
– Nie kpij. Obojgu wam potrzebne jest nawet nie szkolenie, a pranie mózgu.
– Bycie palantem bywa dziedziczne. Nie wiem czy pranie mózgu pomoże?
– Szkoda mi chłopca. Jest bardzo inteligentny, ma znakomite oceny. Jedynie z zachowania… – pokręciła głową, zezując na Filipa. Najwyraźniej bawiły go jej obawy. Nic dziwnego, bo Tymoteusz naprawdę był na najlepszej drodze, by stać się Filipem numer dwa. Obojętnym, zadufanym w sobie dupkiem, który… Przypomniał jej się pocałunek. Bezwiednie dotknęła palcami ust. Dziesięć lat temu całował inaczej. Mechanicznie, jakby wykonywał to według instrukcji, punkt po punkcie. A dziś, dziś było cudownie. Nikt wcześniej tak jej nie całował.
– Albo przestaniesz to robić, albo przeskoczę przez stół i zedrę z ciebie ubranie – powiedział schrypniętym głosem. – I chyba nie muszę dodawać, co zrobię dalej?
– Niby co? – spojrzała najwyraźniej spłoszona.
Prowokowała go? Nie, dałby głowę, że robiła to bezwiednie. Tak mocno pogrążona we własnych myślach, z nieobecnym wzrokiem błądzącym po jego twarzy. A on czuł, że twardniejąca męskość po raz kolejny rozsadza mu spodnie. Nie, wcale nie miał dosyć. Zdawał sobie sprawę z tego, że Nadia będzie protestować. Musiał więc po raz kolejny użyć podstępu, aby się do niej zbliżyć. Trochę go to irytowało, ale było też czymś przyjemnie nowym.
 
 

5 komentarzy:

  1. Zaczyna się robić ciekawie..Opowiadanie urwane w najbardziej ekscytującym momencie.

    OdpowiedzUsuń
  2. babeczko znow będę się meczyla tydzień, jesteś cudowna, i blagam dodaj glupstwo

    OdpowiedzUsuń
  3. I pomyśleć, że trzeba czekać aź do następnej niedzieli... :-(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeden wieczór i noc a tyle wydarzeń i zmian. :) Ekstra. :)

    OdpowiedzUsuń