środa, 15 października 2014

Ciemniejsza strona księżyca (VIII)

Jutro część ostatnia. Przyznam się Wam szczerze, że nie lubię tego opowiadania. Chciałam aby było inne i jest inne. Nie moje. Przynajmniej tak czuję. Jedynie scena seksu w wilkami się udała, reszta jest taka... taka... bezjajowa moim zdaniem. Chciałam je poprawić, ale nie wiem w jaki sposób. Więc zostawiłam w niezmienionej formie :-)

          Ciemniejsza strona księżyca (VIII)
Leżała na plecach, wpatrzona w niebo pełne gwiazd. Leżała w ciszy, rozmyślając o całym swym dotychczasowym życiu. Czuła ogromne zmęczenie. Nie fizyczne, lecz psychiczne. Była zniechęcona, brakowało jej i energii, i pomysłów, które chciałaby realizować. Najchętniej wsiadłaby na motor, uciekając stąd. Ale to nie rozwiązałoby problemów, a jedynie odsunęłoby je w czasie.
Wyciągnęła dłoń w górę i przymykając prawe oko, połączyła drobne, skrzące się zimną bielą punkciki na nieboskłonie. Robiła to w skupieniu, starając się odsunąć od siebie dręczące myśli, zapomnieć o wszelkich kłopotach. Nie udało się. Uśmiechnęła się z żalem. Nigdy się nie uda.
– Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś – rozległ się tuż obok cichy głos Łowcy. Usiadł obok, a po chwili namysłu położył, również wpatrując się w niebo. – Czytasz przyszłość z gwiazd?
– No co ty – roześmiała się. – Wierzysz w takie bzdury?
– Znałem staruszkę, co całkiem trafnie przepowiadała przyszłość.
– Jedną z jej wersji. Nic poza tym.
– Dziwny pogląd jak na czarownicę.
– Dziwny? Całkiem normalny według mnie.
– No co ty? – teraz mężczyzna się roześmiał. – Jeszcze brakuje tego, byś oświadczyła, że wilkołaki wcale nie są takie złe.
– Cóż… Według nich samych, są jak najbardziej w porządku.
– Wyczuwasz go? – zmienił temat.
– Tak. Ale w ludzkiej postaci.
– Boisz się?
– Bo ja wiem – wzruszyła ramionami i przekręciła się na bok, by móc spojrzeć mu prosto w twarz. – A powinnam?
– Strach jest pożądanym uczuciem. Z wielu względów.
– Gadasz jak Zack – mruknęła. – Jesteś też tak samo jak on przekonany o swej wielkości i nieomylności.
– Być może jestem równie dobry w łóżku – odparł ze spokojem i zamarł, bo przecież te słowa były tak jednoznaczne w swej wymowie. A przecież wcale nie chciał łamać kolejnych zasad, nie pragnął kolejnych wyrzutów sumienia. Był Łowcą i to powinien być najważniejszy priorytet w jego życiu. A jednak zmienił pozycję, kładąc się na boku, by móc z fascynacją wpatrywać się w ciemne, nieprzeniknione oczy kobiety.
– I zaczynasz się łamać – zadrwiła.
– Tak.
Ta krótka, ale i treściwa odpowiedź, zbiła ją z tropu. Zresztą już podczas ostatniej rozmowy miała wrażenie, że coś się zmieniło.
– A złamiesz się?
– Nie.
– Więc po co ta rozmowa?
– By zabić czas w oczekiwaniu na walkę – odpowiedział, a potem lekko się pochylił, muskając te kuszące usta, które od samego początku wprowadzały w jego umyśle zamęt, sprawiając, że marzył tylko o jednym. – I tylko tyle.
– Sporo jak na zaprzysięgłego wroga.
– Owszem.
– Zack jest blisko – zmieniła temat, wstając i otrzepując sukienkę. – Jest bardzo blisko, za chwilę znajdziemy się w zasięgu jego wzroku.
– Skąd ty wiesz takie rzeczy?
– Czary mary – odparła beztrosko. – Jest wściekły i cholernie napalony.
– Nadal nie wiem, jak chcesz go załapać?
– Zobaczysz.
Krzysiek umilkł. Chciał czy nie, musiał jej zaufać. I co dziwniejsze, przyszło mu to bez zbytniego problemu. Katja się zmieniła. Po tej wymarzonej nocy, po przeżyciu jedynej w swoim rodzaju przygody, zmieniła się. Posmutniała. Sposępniała. Jakby to czego doświadczyła, było zbyt wielkim ciężarem dla jej sumienia. Tak, bo i ona miała swój własny, dziwaczny kodeks moralny. Dlatego przestał uważać ją za zło wcielone. No i było jej daleko do wizerunku przerażającej, ohydnej czarownicy.
– Dlaczego nigdy nie spróbowałaś się pozbyć jarzma wilkołaka?
– Kto powiedział, że nie próbowałam? – zarzuciła ramiona na jego barki i zalotnie się uśmiechnęła.
– Wiem o tobie więcej niż przypuszczasz. – To dziwne, ale tym razem wcale nie miał ochoty się odsuwać.
– Czyli moja kandydatura przeszła ostrą selekcję?
– Coś w tym rodzaju – mruknął, zastanawiając się, do czego chce go sprowokować swym zachowaniem. Trzeba przyznać, że nieźle jej szło. A może to on był z godziny na godzinę coraz słabszy? Coraz mniej mógł się oprzeć niebezpiecznemu urokowi tej kobiety.
– Zabawne – wyszeptała, swym oddechem łaskocząc go w ucho. – Wiesz, że on już tu jest? Wściekły, rozjuszony, owładnięty pragnieniem walki o swoje.
Teraz zrozumiał. Przynajmniej częściowo.
– Co chcesz tym osiągnąć?
– Szał zazdrości z powodu tego, że wyciągasz ręce po jego własność, nie sprzyja racjonalnemu myśleniu. Przynęta idealna.
– Nie zmienił się.
– Oboje wiemy, że to dla niego żaden problem.
– Tak – odpowiedziała tylko, czujnie rozglądając się dookoła. Blask pyzatego księżyca rozświetlał niewielką leśną polanę, na której stali. Wokół panowała cisza, przerywana od czasu do czasu odgłosami nocnych mieszkańców tego lasu. Noc była ciepła, wręcz upalna, do tego stopnia, że cienka koszulka Katji kleiła się jej do pleców. Odetchnęła głęboko i nie zwracając uwagi na swego towarzysza, utkwiła wzrok w jednym miejscu. Zdawała sobie sprawę kto skrywa się w mroku.
Wtedy ciszę przerwał niski, drżący dźwięk. Był niczym głębokie westchnienie, lecz nie wydała go ludzka pierś. Potem zapadło milczenie. Olbrzymia sowa bezszelestnie poszybowała nad skrajem polany, by chwili zniknąć w nieprzeniknionych ciemnościach gęstego lasu.
– Zack – odezwała się cicho kobieta. – Zack – powtórzyła głośniej miękkim głosem.
A on postanowił dłużej nie czekać. Bardzo wolno wkroczył w obręb księżycowego blasku. Źrenice jego oczu połyskiwały czerwienią, usta wykrzywił ironiczny grymas.
– W co ty pogrywasz? – spytał schrypniętym głosem. – Przecież jesteś jednym z nas.
– Może tak, może nie.
– W takim razie, w co wy pogrywacie? – Podszedł bliżej. Miał na sobie jedynie obcisłe spodnie. Wręcz emanował zwierzęcym magnetyzmem, budząc w ciele Katji zakazane uczucia.
Łowca pochylił się nad jej ramieniem i wyszeptał prosto do ucha:
– Jesteś pewna?
Szczerze, to miała ochotę zedrzeć z siebie odzież, rzucając się na Zacka, błagając by ponownie dał jej zakosztować rozkoszy. Niespokojnie zacisnęła uda. Miała ich teraz obu na wyciągnięcie ręki. Ciemnego, mrocznego wilkołaka i upartego, dumnego Łowcę. Obu. A gdyby tak… Nie! Nawet nie powinna o tym myśleć. Zaklęcie działało, wróg był tuż przed nią, wystarczyło dokończyć rytuał. Zabić go. Potem kochać się z tym drugim. Jego opór był słaby, czuła to, widziała. Ubrać się, zainkasować należne wynagrodzenie i ruszyć dalej w świat. Tylko tyle.
Ale zakazane kusiło…
– Zack – powiedziała i rozłożyła ramiona. – Chodź do mnie.
Narastające podniecenie zwiększyło moc oddziaływania czaru. Wilkołak wciąż był pełen nieufności, nadal wrogi i w każdej chwili gotowy rozszarpać jej gardło, ale nie potrafił oprzeć się wibrującemu w nocnej ciszy głosowi. Od początku wiedział, że czarownica może stać się dla niego zagrożeniem. A ta tutaj nie należała do bab zbierających zioła i mamroczących zaklęcia. To była prawdziwa wiedźma, silniejsza od niego, silniejsza nawet od Łowcy.
Podszedł bliżej, tak blisko, że mógł teraz położyć obie dłonie na jej piersiach. Zrobił to, uśmiechnął się szeroko, gdy cicho westchnęła. Tego błysku w ciemnych oczach kobiety nie mógł pomylić z czymkolwiek innym. Przestał mu nawet przeszkadzać fakt, że tuż za jej plecami, stoi Łowca.
– Nie zmienię się – wyszeptał. – Nie mogę tego zrobić. Zrozumiałem to, gdy tylko postawiłem pierwsze kroki na polanie. Zrozumiałem też znacznie więcej. Chcesz nas obu, prawda?
Łowca drgnął, jakby te słowa stanowiły dla niego uderzenie. Na kilka sekund się uspokoił, przecież chroniła go magia bractwa, lecz potem niepokój powrócił. Czy naprawdę? Wydawało mu się, że realizował znakomity plan. Katja zamiast Anny jako przynęta. Najpierw trzymał wilkołaka z dala od niej, teraz pozwolił mu się zbliżyć. A przecież ta odrobina magii była niczym wobec jej mocy. Spojrzał prosto w mieniące się czerwienią ślepa bestii.
– Przyznaję, i taka myśl przyszła mi do głowy.
Błyskawicznie wyślizgnęła się spomiędzy nich. Teraz odwieczni wrogowie stali naprzeciwko siebie, mierząc się wzrokiem, jakby próbowali odgadnąć zamiary przeciwnika.
– Wygląda na to, że w szachu trzyma nas jedna kobieta – odezwał się w końcu Łowca.
– Nie nazwałbym jej kobietą – odpowiedział z krzywym uśmiechem wilkołak. – Za to musisz przyznać, że los lubi płatać figle. Ty tutaj, z nią, walczący o dziecię wilczego klanu. Niezwykła sytuacja. Zakładam, że twoi towarzysze nie mieli o tym pojęcia?
– Nie mają.
– O nie. Teraz już tak – Zack roześmiał się głośno. – Zgadnij co zrobią ze zdrajcą i jego siostrzyczką?
– Ty!... – Łowca spurpurowiał.
– Wykorzystałem te dni, których nie mogłem spędzić z nią, na załatwienie kilku spraw. Zbijecie mnie, ale to nic nie da. Was również zabiją.
– Sądzisz, że nie uwzględnią okoliczności łagodzących? – z zastanowieniem spytała Katja.
– Wierzysz w to?
– Cóż… Nie bardzo. Masz rację, zabiją ich.
Łowca milczał, gorączkowo szukając ratunku. W zasadzie to cały jego plan runął, niczym domek z kart. Z myśliwego zamienił się w zwierzynę. Miał wilkołaka za tępego stwora, pragnącego jedynie krwi i seksu, zapomniał jednak, że obok wilka istniał człowiek. Najbardziej przebiegła bestia ze wszystkich. Znał swoich towarzyszy. Nie darują mu zdrady, nie pozwolą się wycofać, nawet wtedy, gdy Stefan stanie się zwykłym człowiekiem.
 

2 komentarze:

  1. Przyznam się, że tez go nie lubię. Nie polubiłam głównej bohaterki ani jej upodobań seksualnych...

    OdpowiedzUsuń