środa, 1 stycznia 2014

Sylwestrowa opowieść (IV)

     Z okazji Nowego Roku życzę Wam, 
abyście mogli spełnić
wszystkie marzenia i plany,
a także byli po prostu szczęśliwi!!!
Kochajcie i bądźcie kochani, bo tak naprawdę
miłość jest jedną z niewielu rzeczy, 
o którą warto walczyć...


     I znów kolejny rok za nami. Szczerze mówiąc, ten czas pędzi coraz szybciej. A pomyśleć, że bloga założyłam zaledwie pół roku temu. Ha! A ile się działo przez ten czas!
     Nie będę zanudzać Was statystyką. Licznik jest na stronie, każdy widzi co wskazuje. Komentarzy prawie trzy tysiące - to wspaniale, bo przez to wiem, że nie tylko mnie czytacie, ale i chcecie podzielić się własną opinią. Nie zawsze pozytywną. Od razu zaznaczam, że wykasowałam cztery komentarze, przy czym dwa przez pomyłkę. Pozostałe dwa były obraźliwe, więc nie czułam się w obowiązku ich zamieszczać. 
     Nie na każdy komentarz też odpowiedziałam. Ale przy tej ilości byłoby to zbyt trudne. Pamiętajcie jednak, że każdy przeczytam.
     Od lutego znów wprowadzę harmonogram dodawanych tytułów. Dlaczego dopiero od lutego? Bo w styczniu czeka mnie duża ilość zaplanowanych już zadań. Przede wszystkim muszę poświęcić więcej czasu na naukę z moją córcią, która 21 stycznia ma oficjalny koncert. Później będę poprawiać początkowe teksty, w których roi się od błędów. Chcę również przygotować tekst "Historia pewnego nieporozumienia" na konkurs. Albo do wydania. Sama nie wiem, co lepsze? No i jeszcze jedna rzecz, ściśle związana z blogiem - od stycznia startuje konkurs na bloga roku. Co prawda mam wrażenie, że za mało jeszcze okrzepłam, za krótko go prowadzę, ale co mi szkodzi spróbować? Nic. Więc spróbuję :-)))
     A do Was mam pytanie - zadanie. Z boku umieszczę osobną stronę pt: Najlepszy utwór na moim blogu. W komentarzach podajcie mi tytuł tego tekstu, który uważacie za najlepszy i najbardziej się Wam podobał. Głosy zbieram przez cały styczeń. Potem podsumowanie. 

     Co do opowiadania, to miałam wielką ochotę pomęczyć głównych bohaterów, ale skapitulowałam... ;-) 

link do części III - klik

          Sylwestrowa opowieść (IV)

Obudziła się dopiero koło południa. Świat na zewnątrz powitał ją słonecznym blaskiem i olśniewającą bielą.
Ziewając, przeciągnęła się i położyła na boku, opierając głowę na przedramieniu. Z zachwytem patrzyła na śpiącego jeszcze mężczyznę. Miał na policzku czerwony ślad po poduszce, wzburzone włosy i nieco spierzchnięte usta. Pochrapywał miarowo, nieświadomy tego, że ktoś przygląda mu się z uwagą.
Światło dnia wcale nie zniszczyło czaru, który na nią rzucił. Wciąż był muskularny, seksowny i cholernie przystojny. Leciutko zadrżała, gdy przypomniała sobie to, co robili ostatniej nocy.
Naprawdę mu się podobała? Ona? Taka całkiem zwyczajna, niczym nie wyróżniająca się dziewczyna?
Wstała i cichutko przemknęła do łazienki. Stanęła naprzeciwko lustra i nawinąwszy na palce kosmyk włosów, zapatrzyła się w swoje odbicie. Nie była zbyt wysoka i stanowczo nie grzeszyła idealną figurą. To było dobre kilka kilogramów nadwagi. Do tego dość szerokie biodra, masywne nogi i zbyt okrągła, jej zdaniem, twarz. Ciemne, proste włosy. Można uznać, że regularne rysy twarzy. Zaraz, zaraz! Co on mówił o ustach? I o oczach?
Przyjrzała się sobie uważniej. Faktycznie. Oczy były całkiem niezłe. Duże, o ciekawym kolorze zieleni, ocienione długimi, gęstymi rzęsami. I błyszczące szczęściem. Uśmiechnęła się i przeszła niżej. Usta miała nabrzmiałe od pocałunków i pieszczot, szerokie, wyraziste. Górna warga była delikatnie większa od dolnej, co nadawało im ciekawy, intrygujący wygląd.
Dziwne. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyła? Wiktor miał rację, widziała tylko same minusy, a żadnych plusów. Dopiero on uzmysłowił jej, że diabeł tkwi w szczegółach.
On… Był jak sen. Jak najwspanialsze marzenie. Lecz co dalej? Kim dla niego mogła się stać? Twierdził, że chce z nią spędzić wieczność. Jednak czy nie było to podyktowane chwilowymi emocjami? Przecież dzieliło ich tak wiele, począwszy od wieku, a łączył zaledwie seks jednej nocy. No dobrze, dwóch.
Zaplotła włosy w warkocz. Potem wróciła do sypialni i już chciała sięgnąć po leżącą na fotelu koszulę, gdy męska dłoń zacisnęła się na przegubie jej ręki.
– Kasiu…
– Nie chciałam cię obudzić.
Z powrotem znalazła się w łóżku, znów w jego ramionach. Wtulił się w nią stęskniony, jakby nie widział kilka miesięcy.
– Możesz mnie budzić – wymruczał do małego uszka, wychylającego się spod ciemnych kosmyków.
– Wypogodziło się – zmieszana, szybko zmieniła temat.
– Kasiu… Wstydzisz się? Teraz, po tym wszystkim, co między nami było? Spójrz na mnie! – rozkazał stanowczym tonem.
Nie ośmieliła się sprzeciwić. Oczy miał ciemne, niemal czarne. I widać było, że jest poirytowany, a nawet odrobinę rozgniewany.
– To nie wstyd. Boję się.
– Mnie?
– Niezupełnie. Boję się, że nie jestem… Sam wiesz! – dodała z narastającą rozpaczą.
– Ech, dziewczyno. Czy ty naprawdę musisz wymyślać sobie wydumane problemy?
– Dla mnie nie są wydumane! – Teraz to ona się rozzłościła.
– Przecież powiedziałem, że dla mnie jesteś cudowna. Wiesz, że już kiedy przyniosłem cię nieprzytomną i zacząłem rozbierać, musiałem przerwać, pójść do łazienki i sam się zaspokoić? Nie rób takich zdziwionych oczu. Zauroczyłaś mnie, a fizycznie kręcisz tak bardzo, że nawet teraz mi staje.
– Wiktor!
– Tak kochanie? – Nagle znów był rozbawiony i rozluźniony.
– Jak mam się pozbyć strachu? – Położyła obie dłonie na jego nagim torsie. – To wcale nie jest proste. Nie wystarczą dwie noce, by zmienić tak wiele.
– Postaram się byś we mnie uwierzyła – obiecał z poważną miną.
– Zawieziesz mnie do miasteczka? Nie chodzi o moich znajomych, ale jeśli zorientowali się i powiadomili policję, a być może rodzinę…
– Dobrze. Jest taka mała knajpka, wiem, że czynna nawet dziś. Zjemy tam później śniadanie.
– Wolałabym, abyś mnie zostawił. Chcę nad tym wszystkim pomyśleć.
Zmarszczył brwi. Nie wyglądał na zadowolonego.
– Dlaczego mi nie wierzysz?
– To nie tak. Proszę! – błagalnie wzniosła w górę oczy. – Nie znam cię, nic o tobie nie wiem. W gruncie rzeczy jesteś dla mnie całkiem obcym człowiekiem.
– Obcym? – syknął ze złością. – Dobra. Ubieramy się. Odstawię cię na miejsce i będziesz sobie mogła porozmyślać!
Był wściekły. Widziała jak nerwowo drgają mu nozdrza, jak zaciska zęby. Poza tym unikał jej wzroku. Na gładkiej powierzchni pokazały się pierwsze rysy. Wiktor po prostu nie znosił sprzeciwu. Miało być tak, jak tego chciał.
Bez słowa odnalazła swoje rzeczy. Ubrała się, podczas gdy on zniknął w kuchni. Kiedy weszła do salonu podał jej kubek.
– Ile czasu potrzebujesz do tego namysłu? – spytał zjadliwie.
– Przestań! Jesteś ode mnie starszy, a zachowujesz się jak dziecko!
Nie odpowiedział. Ponuro patrzył przed siebie, popijając kawę. Nie miał ochoty na dalsze dyskusje. Chce czasu? Doskonale. Dostanie. Gdzieś tam pojawiła się myśl, że źle postępuje. Dziewczyna była oszołomiona, zagubiona i być może naprawdę potrzebowała kilku chwil dla siebie, by to wszystko przemyśleć. Ale on swoim stary zwyczajem, znów chciał rządzić. Co z tego, że uczucia jakie do niej żywił, były prawdziwe i nieudawane? Co z tego, że bliski był, by powiedzieć jej, że chyba się zakochał? Przeklinał tę cechę swego charakteru, nienawidził jej, ale nie umiał w sobie tego przezwyciężyć. Zaplanował już każdą chwilę, aż do podróży powrotnej i był wściekły, iż nie chciała przystać na jego plany z błahego i głupiego powodu.
– Wiktor – powiedziała cicho, delikatnie tuląc się do jego ramienia. – Proszę, przestań!
Skinął głową. Ale nie odpowiedział. Milczał również, gdy wyszli na zewnątrz.
Kitty na chwilę zapomniała o wszystkim. O problemach, troskach, a nawet swoim własnym szczęściu.
– Jak tu pięknie – wyszeptała, rozglądając się dookoła. Góry, las i śnieg. A do tego ostry blask słoneczny i błękitne, mroźne niebo. – Aż nie mam ochoty stąd wyjeżdżać – dodała z żalem.
– Proponowałem, byśmy zabrali twoje rzeczy i wrócili tutaj, ale uparłaś się nad roztrząsaniem jakiś osobistych dylematów moralnych. Trochę na to za późno, po tym jak pieprzyłaś się… – z trudem przerwał, widząc jej pociemniałe z żalu oczy. Podszedł do niedużej szopy i zdjąwszy kłódkę, wyprowadził z niej sporych rozmiarów skuter śnieżny.
– Wsiadaj! – rozkazał opryskliwie.
Posłusznie zajęła miejsce za jego plecami. Przytuliła się, zastanawiając czy to przypadkiem nie po raz ostatni? Może wściekał się dlatego, że chciał jeszcze pokorzystać z darmowego bzykanka, a ona uparła się na powrót? I może była dla niego tylko tanią, jednorazową rozrywką, remedium na kilka zimnych, samotnych nocy? Z trudem powstrzymała cisnące się do oczu łzy. Dlaczego czuły i delikatny mężczyzna, zamienił się w nieokrzesanego gbura? Co zrobiła nie tak?
Jednak kiedy dojechali na miejsce, Wiktor trochę odtajał. Klnąc w duchu własną głupotę i jej dziecinny upór, zsiadł ze skutera przed niewysokim zaśnieżonym domkiem, który wskazała mu Kitty. Dookoła panował straszny bałagan – butelki, resztki petard, pety i gdzieniegdzie kolorowe plamy o podejrzanym zapachu.
– Widać była tu niezła impreza – powiedział z przekąsem, pomagając jej zsiąść. – Jesteś pewna, że wolisz zostać i to sprzątać niż wrócić ze mną i się kochać?
– Jedna noc, zgoda? Obiecuję, że później kupię sobie sanki i sama się przywiozę do twojej chatki – zażartowała.
– Kitty?! Gdzieś ty się podziewała dziewczyno?
W drzwiach domku ukazała się rozczochrana głowa. Jej koleżanka z klasy, Arleta stała w bezruchu wytrzeszczając na nich oczy. Nagle nerwowym gestem przygładziła fryzurę i na wpół rozebrana wybiegła szybkim krokiem. Wzrok, a jakże!, miała utkwiony w milczącym Wiktorze.
– Wybrałam się na spacer i zabłądziłam – odparła niechętnie Kitty. – On mnie uratował i przenocował.
– Och! Dlaczego taka przygoda przytrafiła się akurat tobie? – Arleta zaczęła się perliście śmiać, wciąż nie spuszczając pazernego wzroku z mężczyzny. Bynajmniej nie wydawał się tym być zachwycony. Mruknął coś o napalonych nastolatkach i dał krok w tył, wyraźnie szykując się do odjazdu.
– Przedstaw mnie! – zażądała koleżanka.
– To jest Letta, a to Wiktor.
– Może zaprosimy twego towarzysza na kawkę i pyszne śniadanko? Skoczysz migiem po bułeczki, a ja go ugoszczę.
Kitty zacisnęła zęby, by powstrzymać się od nagłego napadu śmiechu. Ta mina Wiktora…
– Dziękuję, nie skorzystam – odezwał się w końcu sam zainteresowany. – Muszę wracać i nakarmić zwierzęta w obejściu. Sorry lalunia, ale jak widzisz nie mogę. Czeka mnie jeszcze wyrzucanie gnoju z obory.
Tym razem to Arleta miała osłupiały wyraz twarzy. Kitty nie dała rady dłużej nad sobą panować i chichocząc, uciekła na tył domu. Gnój z obory? Niech go!...
Wiktor podążył za nią.
– To nie jest zabawne – warknął rozzłoszczony. – A ty masz czas do jutra.
– Jest zabawne – zaprzeczyła wciąż roześmiana. – Do jutra?
– Tak. To jest mój numer telefonu. Zadzwoń i przyjadę – rzucił w jej stronę kawałkiem papieru i z wściekłością odwrócił się. A potem po prostu odszedł, zostawiając osłupiałą Kitty. Nie takiego pożegnania się spodziewała. Co go u diabła napadło? Dobrze, widziała że lubi, gdy to on może decydować o wszystkim. Ale przecież nie do tego stopnia! Popatrzyła na karteczkę leżącą u jej stóp. A potem mściwie postanowiła, że nie zadzwoni. Poczeka, aż mu przejdzie i ją przeprosi.
A jeśli nigdy to nie nastąpi? Cóż, trudno. Lepiej mieć teraz złamane serce niż żyć złudnymi nadziejami.
Weszła do domku, a skrawek porzuconego papieru porwał wiatr. Dużo później zaniósł go daleko, daleko w góry.

***
Kilka godzin potem, Kitty nie była już tak pewna swego. Tęskniła. Za wszystkim. Za każdym dotykiem, pieszczotą i pocałunkiem. Nawet za jego zapachem. Najgorsze było to, że JUŻ tęskniła!
Jęknęła cicho, wpatrując się w totalny bałagan, jaki zostawiło po sobie całe towarzystwo w salonie, nim udało się na obiad. Kazali posprzątać i obiecali przynieść kawałek pizzy. Cudowna perspektywa! Prychnęła ze złością i przymocowała na lodówce ogromną kartkę z tekstem, którego napisanie sprawiło jej ogromną satysfakcję: „mam w dupie ten bałagan, to wasz chlew więc sami go sobie posprzątajcie! całusy, Kitty”.
Udała się na górę do łazienki i zafundowała długą kąpiel. Później wyciągnęła coś, o czym sądziła, że nigdy się jej w życiu nie przyda. Duży, profesjonalny zestaw do makijażu, w który zaopatrzyła ją starsza siostra, właścicielka świeżo co otwartego małego salonu kosmetycznego. Dotychczas Kitty z niechęcią słuchała jej rad i symulowała głuchotę, gdy Ania usiłowała nauczyć ją paru przydatnych rzeczy. Teraz, ostrożnie, aby przypadkiem nie przesadzić, nałożyła podkład, puder, wyregulowała brwi i starannie pomalowała oczy. Na samym końcu przyszedł jeszcze czas na tusz i szminkę.
Bardzo długo przyglądała się z mieszanką podziwu i niedowierzania swemu własnemu odbiciu. Rzęsy były tak długie i gęste, że wyglądały jak sztuczne. Oczy w ich oprawie wydawały się jeszcze większe, a usta… Kitty uśmiechnęła się. Tak, stanowczo powinna częściej się malować.
Rozmarzona, pomaszerowała do sypialni. Ciekawe kiedy ten wstrętny uparciuch się zjawi? Obstawiała godziny wieczorne. A jeśli nie… To nie przyjedzie już nigdy i najzwyczajniej w świecie będzie to oznaczało, że mu nie zależy.
Z cichym westchnieniem spojrzała na swój bagaż. Same praktyczne, nieciekawe ciuchy. Gdzieś miała chociaż te majtki do kompletu z koronkowym staniczkiem. Dobre i to. Ale co dalej? Dokonując wyboru pomiędzy jeansami i jeansami, natknęła się na migoczącą czerwonymi blaszkami bluzeczkę, którą dostała w tym roku od sióstr pod choinkę. Spakowała ją tylko dlatego, żeby nie robić im przykrości.
Otwierające się z hukiem drzwi, o mało co nie doprowadziły jej do zawału.
– Te, Kitty… – Chłopak, który wpadł do środka, znieruchomiał ze wzrokiem utkwionym w jej biuście. – Kazali zawołać cię do sprzątania… – zakończył z rozpędu. Ale wciąż gapił się na wydatne piersi, obleczone w czarną koronkę. Zbyt przejrzystą, by zasłoniła także ciemnoróżowe sutki.
– To nie mój bałagan! – Zaczerwieniła się ze wstydu i złości. – Sami sobie sprzątajcie!
– Wiem, wiem – odparł ugodowo. – Gdzieś ty to ukrywała przez cały czas? – To mówiąc, podszedł bliżej, nagle odzyskując zdolność ruchu.
– Moja sprawa! – odparła ze złością i błyskawicznie ubrała trzymaną w dłoniach bluzkę. Ale chłopak nie zrezygnował. Wręcz przeciwnie, w jego błękitnych oczach ukazało się coś nowego, błysk zainteresowania. Nic dziwnego, łaszek był seksowny i miał duży, bardzo duży i głęboki dekolt. Poza tym Kitty wyjątkowo dobrze wyglądała w czerwieni. Nie chodził z nią do klasy, był kuzynem Tobiasza czy coś w tym rodzaju i chyba miał na imię Witek. Zresztą, co ją to obchodziło?
– Ładnie wyglądasz – powiedział zdumiony, jakby sam ten fakt stanowił dla niego spore zaskoczenie. – Wybierasz się gdzieś?
– Tak. Nie! Nie wiem…
– A konkretniej? – poweselał. – Chcemy posprzątać i znów robimy imprezę. Jeśli nie masz innych planów, to chyba zejdziesz na dół?
Prychnęła. Ale z drugiej strony, co miała do stracenia? Przemyślała sobie wszystko podczas kąpieli i teraz pozostało jej tylko czekanie na Wiktora. Poszukałaby go sama, ale nie miała bladego pojęcia gdzie, a ta wstrętna karteczka z numerem telefonu odfrunęła w siną dal.
 – I wypijemy w końcu szampana od ciebie.
Na końcu języka miała prośbę, by może jednak wcale go nie pili. Ale świeżo co nabyta pewność siebie wraz z osobistą odwagą, też miały swoje granice.
– Przyjdę później. Możesz wyjść? Chciałbym przebrać spodnie.
– A mogę zostać? Chętnie popatrzę – odparł wesoło, sadowiąc się na oparciu kanapy. Daleko mu było do Wiktora, ale gdyby to samo zrobił kilka dni temu, Kitty umarłaby z zachwytu. A tak tylko się zdenerwowała.
– To bezczelne!
– A jakże. Lecz oddałbym głowę, by znów zobaczyć cię bez bluzki.
– Witek? Tu jesteś! – Zaciekawiona Arleta wsadziła głowę do pokoju i potępiająco spojrzała na chłopaka. A później ze złością na Kitty. – Mogłabyś ruszyć to tłuste dupsko i pomóc nam w porządkach. Może byś trochę schudła przy tej gimnastyce! Ale nie, bo musiałaś wymalować się jak przedszkolak na bal i ubrać jak dziwka idąca na zarobek!
– Skąd wiesz jak ubiera się dziwka idąca na zarobek? – Witek najwyraźniej nie przejął się tymi obelgami. Ale za to Kitty…
Czy naprawdę wyglądała jak wymalowana tandetna kukła? Powinna to jak najszybciej zmyć. Tylko, że teraz łazienka będzie zajęta przez resztę towarzystwa. Z trudem powstrzymała napływające do oczu łzy. Za to błyskawicznie wsunęła na nogi kozaki, chwyciła kurtkę wraz z czapką i wybiegła z pokoju, potrącając stojącą wciąż w  drzwiach koleżankę.
– Widzisz, co narobiłaś? – Chłopak najwyraźniej nie był zadowolony z takiego rozwoju sytuacji. – A tak może załapałbym się na noworoczne bzykanko? Kretynka z ciebie Lette.
– Nie obchodzą mnie twoje plany – burknęła tamta. – A niech sobie idzie! I tak do nas nie pasowała.
Tymczasem Kitty zbiegła po schodach. Rozpłakała się, bo choć słowa Arlety były wyjątkowo wredne, to to, co powiedział Witek było znacznie gorsze. Może Wiktor myślał o niej tak samo? Przelecieć i zapomnieć, a broń boże wiązać się na stałe.
Nie zważając na zdumione spojrzenia sprzątającego towarzystwa, wybiegła na dwór trzaskając głośno drzwiami. I wpadła wprost w czyjeś szerokie ramiona.
– Co się stało? – Mężczyzna zmarszczył brwi i palcem uniósł jej brodę w górę. – Mów!
– Też jestem dla ciebie tłustą, zakompleksioną kretynką, która nadaje się tylko do jednego?
– Co to za głupstwa? – warknął nieoczekiwanie ostro.
– To dlaczego byłeś taki zły przed południem?
– Bo jestem upartym osłem.
– Ale zostawiłeś mnie! Potraktowałeś z taką pogardą, z taką niechęcią. Jakbyś robił mi łaskę swym zainteresowaniem, a ja odmówiłam. I stąd twój gniew.
– Co ty za bzdury wygadujesz? – zdenerwował się. Dopiero teraz zauważyła, że wyglądał tak jakoś… inaczej? Miał przystrzyżone włosy, lepsze ubranie. I bukiet róż, który trzymał w lewej ręce. Skąd on u licha wziął kwiaty w taki dzień?
– Już sama nie wiem, co mam myśleć – powiedziała bezradnie. Znów się rozpłakała, nie martwiąc się o to, że na pewno rozmaże tusz do rzęs czy cienie do powiek. Za dużo przeżyć w tak krótkim czasie, doprowadziły ją do kompletnego rozbicia emocjonalnego. Raz wierzyła w siebie i wspólną przyszłość z Wiktorem, innym razem wszystko to wydawało się takie beznadziejne.
Objął ją prawym ramieniem i bez problemu uniósł w górę. A później skierował się w stronę domu.
– Nie! Tam nie chcę wracać! – zaprotestowała.
– Idziemy po twoje rzeczy, a później pojedziemy do mnie. I na drugi raz nie kłóć się ze mną.
Wtuliła się w pierś mężczyzny, by nikt nie mógł zobaczyć jej twarzy. Tak bardzo pragnęła znaleźć się w tym momencie daleko stąd, bardzo daleko. Ze spokojem spytał o drogę i przeskakując po dwa, trzy stopnie, zaniósł ją na górę.
Tam postawił i położywszy kwiaty na podłodze, rozejrzał się. Kitty patrzyła na niego łykając kolejne łzy. Ale nagle nieoczekiwanie się uśmiechnęła. Był tak duży, że głową niemal sięgał sufitu.
– Och! – westchnęła z uniesieniem.
– A tobie co znowu?
– Jak sobie przypomnę, że to z tobą się kochałam…
– Przestań – mruknął. – Inaczej będę zmuszony przelecieć cię pod drodze, na mrozie.
– Widzisz – odparła ze smutkiem. – Ja mówię o kochaniu się, ty o przeleceniu mnie.
Spojrzał na nią i westchnął. Wciąż był zły, że to on musiał się ugiąć i przyjechać. Jednak po powrocie do domu nie umiał sobie znaleźć miejsca. Wciąż widział przed sobą smutne lub roześmiane zielone oczy, a jak pomyślał o reszcie… I nagle powód ich kłótni, a jego złości wydal mu się taki głupi, taki idiotyczny. Nie zastanawiając się dłużej, odświeżył się i ruszył ponownie w drogę.
– Kasiu, masz rację. Powinienem dać ci kilka godzin, byś odetchnęła. Jestem egoistycznym dupkiem, który zawsze chciałby aby wszystko działo się według jego woli. – Klęknął naprzeciwko dziewczyny, która usiadła na łóżku. Uniósł dłoń i czule pogładził ją po policzku. – Gdyby nie te czarne smugi, wyglądałabyś ślicznie. Jak zawsze.
– Czyli trzy dni w tył?
– Trzy dni. Wrócisz ze mną? Proszę kochanie! Daję słowo, że trzeciego odwiozę cię do domu bez słowa protestu.
– I co potem?
– Jak to co? – Wydawał się być zdziwiony tym pytaniem. – Wrócę do pracy, poczekam aż zdasz maturę i razem kupimy mieszkanie. Do tego czasu będziesz mogła sobie nad wszystkim rozmyślać, ile dusza zapragnie. Oczywiście pod warunkiem, że wciąż będziesz moja.
Był zdrowo pokręcony. I wspaniały, najcudowniejszy na świecie. Też pogładziła palcami jego szorstki policzek.
– Twoja?
– Tylko moja.
– A ty? Też będziesz tylko mój?
– Żadnych skoków w bok, żadnych sekretów.
– Same zalety…
– Ani ty, ani ja nie składamy się tylko z nich…
– Lubisz dominować w związku?
– Lubię, gdy jest po mojemu – przyznał niechętnie. – Dlatego rzadko układało mi się w życiu osobistym.
– I co z tym zrobimy? – spytała ostrożnie.
– Mógłbym pójść na kompromis. Czasem nawet się poddać. Ale nie w łóżku. Tutaj musisz pamiętać, że ja rządzę.
– Ty? A jeśli kiedyś mi się znudzi?
– Nie, Kasiu, nigdy. Gwarantuję ci, że tym nigdy nie poczujesz się znudzona… - odparł z drapieżnym błyskiem w oczach.
Mogła powiedzieć „nie” i do końca życia żałować straconej szansy. Albo spróbować, biorąc tego seksownego drania z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Kitty głęboko odetchnęła i zarzuciła mu ręce na ramiona.
– Chyba jednak zaryzykuję…

koniec


21 komentarzy:

  1. Szczęśliwego nowego roku;)
    Świetne opowiadanie. Będzie dalsza część? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww :3 świetne !

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje i wzajemnie ;)) To koniec??

    OdpowiedzUsuń
  4. Kto nie ryzykuje ten nic nie ma

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczęśliwego! :)
    Kurczę, dawno tu już nie zaglądałam, muszę wziąć się niedługo za jakieś twoja opowiadanie ;)
    Co do "Historii pewnego nieporozumienia" - skoro ma rozmiar powieści, to wygrana w konkursie nie gwarantuje wydania? :> Jeśli gwarantuje, to warto spróbować, a nuż się uda. A jeśli nie wygrasz, wtedy możesz próbować wydać swoimi siłami.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje opowiadania dają siłę i wiarę. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Aneczka^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczęśliwego Nowe Roku :)
    opowiadanie jak zwykle fantastyczne :) ale to juz koniec?

    OdpowiedzUsuń
  8. Szczęścia i wszelkiej pomyślności w nowym roku i nie kończącego się natchnienia. Co do opowiadania to przeszłaś samą siebie jest po prostu Genialne wiem już które wybrać do Twojego rankingu. Co do Historii... to też uważam ze możesz najpierw spróbować wysłać na konkurs nic nie tracisz.
    Nefdrae

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja się dołączam do Noworocznych życzeń, wszystkiego dobrego, a tej e\weny to w szczególności i w każdej ilości, bo lubię czytać Twoje opowiadanka, ciepłe, porządnie posłodzone i odstresowujące :)
    Serdecznie pozdrawiam z Nowym Rokiem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Babeczko? Kiedy V część?

    OdpowiedzUsuń
  11. och proszę pisz dalej to opowiadanie...o ich ekscesach miłosnych, ich wspólnej przyszłości.... :*

    OdpowiedzUsuń
  12. To jedno z moich ulubionych opowiadań, Może dlatego, że poniekąd utożsamiam się z bohaterką, Drama to moje klimaty ;) Chciałabym przeczytać jeszcze jakieś w takim stylu napisane przez Ciebie. Mam nadzieję, że kiedyś się jeszcze na coś takiego porwiesz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Napisz o ich wspólnej przyszłości!

    OdpowiedzUsuń
  14. To nie moze byc koniec! Cala książkę o nich przeczytałabym jednym tchem, a tu 'zakończone'. To tak jak kończy się dobry serial, a mamy ochote na więcej. :c świetne opowiadania, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Łał! zaczęłam czytać twoje opowiadania i jestem pełna podziwu! większość wzbudziła we mnie silne emocje, lecz to opowiadanie jest niezwykle fascynujące i wspaniałe. M.in zostało ono moim ulubionym i zmusiło do przemyśleń. Proszę pisz więcej, bo nie mogę się doczekać! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże! Dawno nie czytałam czegoś tak cudownego! Dziewczyno! Pisz kolejną część, bo to jest lepsze niż jakieś Pięćdziesiąt twarzy Greya! Cudowne opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję... Ja chyba jednak to rozwinę w coś dłuższego, jak tylko będę miała pomysł na kontynuację...

      Usuń
  17. będzie kontynuacja? :) Dla mnie to jedno z lepszych twoich opowiadań!! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. właśnie będzie jakaś kontynuacja albo chociaż jedna część bo kocham to opowiadanie i cos dalej mogłoby być :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Moja droga Babeczko, pierwsze do kontynuacji pojdzie Głupstwo, prawda? A później ewentualnie Niekompletni.. :-P a potem, co tylko chcesz :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej tak. Niekompletnych mam zamiar zmienić po całości, a to trochę czasu zajmie.

      Usuń