Pałka - zaprasza Babeczka i Mikakamaka

Kolejne, wspólne opowiadanie. Tym razem w częściach :-) 


          Pałka (I)

           Rozdział 1 – Kaśka
– Nie łącz mnie do południa z nikim! – wycedziłam przez zaciśnięte zęby, mijając biurko asystentki.
Ta przytaknęła posłusznie i z nieśmiałym uśmiechem pognała do niewielkiej, firmowej kuchni. Byłam rozjuszona, niczym byk. Tak podziałał na mnie czerwony kolor  i związane z nim zbliżające się święto. Z wystaw sklepowych darł ryja miłosny kolor, pluszowe serca i balony w tymże kształcie. Walentynki, zwyczaj który przywędrował zza granicy i przyjął się u nas koncertowo. Dla mnie idiotyzm ale napędzał handel, trafiając na żyzną, polską glebę.
Torebkę posłałam rzutem na fotel stojący za biurkiem. Płaszcz powiesiłam w szafie, wysokie botki zmieniłam na szpilki.
– Kawa. – Iza nieśmiało wsadziła nos do pokoju sprawdzając, czy nie rzucam piorunami. – Jadłaś coś?
– Nie miałam czasu. – Rozpięłam żakiet, bo nawet guzik wkurzał mnie uciskiem pod piersiami. – Julce przypomniało się, że miała przynieść do szkoły czerwoną bibułę, więc gnałyśmy jeszcze przed szkołą do marketu. – Zmarszczyłam nos. – Wiesz, Walentynki w szkole…
– Rozumiem. – Przybrała współczującą minę. – To ja przekieruję połączenia na swoją komórkę i kupię ci coś w bistro na przeciw. – Mrugnęła do mnie i wycofała się z pokoju.
– Iza! – zawołałam, nim zamknęła za sobą drzwi.
– Tak? – spytała ostrożnie. Nie wiedziała, czego się po mnie spodziewać. Nie, gdy zaczynałam dzień z takim nastawieniem.
– Dziękuję. – Wyszczerzyłam do niej zęby. – Kochana jesteś, wiesz?
– No jasne – prychnęła. – Podziękujesz mi premią.
I zniknęła za drzwiami, zostawiając mnie w ciszy biura.
Upiłam łyk kawy, jeszcze raz dziękując Izie, tym razem w duchu, za bycie sekretarką idealną.  Odpaliłam komputer, planując kwadrans przerwy po uporaniu się z najważniejszymi mailami. Wtedy zjem śniadanie.
W południe, zgodnie z ustaleniem rozdzwoniły się telefony. Iza przełączała kolejny, tuż po zakończeniu wcześniejszej rozmowy.
– Teraz kto? – Znudzona do granic możliwości, odebrałam kolejne połączenie.
Tego dnia miałam szczęście do wyjątkowo nudnych i upierdliwych rozmówców. A może byli tacy, jak zwykle i tylko walentynkowe szaleństwo osłabiło mój poziom odporności na ludzką głupotę.
– Teraz to ty się ubieraj, bo za pół godziny masz lunch z klientem. – Iza jak zwykle pilnowała mojego rozkładu dnia. – Obiecuję, że po powrocie będą czekały lżejsze sprawy.
– Dziękuję. – Westchnęłam, walcząc z chęcią wczołgania się pod biurko i zabarykadowania się pod nim do końca dnia.
Zgarnęłam torebkę, poprawiłam szybko makijaż przed lustrem w garderobianej szafce, założyłam płaszcz.
– Buty! – Iza zawróciła mnie w progu, patrząc na mnie pełnym politowania wzrokiem.
– Cholera – warknęłam na siebie stwierdzając, że błotną ciapaję na dworze chciałam pokonać we włoskich szpilkach.
Zmieniając obuwie na bardziej stosowne stwierdziłam, że Iza po stokroć zapracowała sobie na premię. Ja natomiast miałam wyjątkowo ciężki dzień i marzyłam już tylko o tym, by dobrnąć do domu, odrobić z Julką te lekcje, których nie zdąży z opiekunką. Wtedy zjem lekką kolację, wezmę długą kąpiel z kieliszkiem wina i zapomnę o tych „czerwonych świętach”.
Odpaliłam auto, wyjechałam z bankowego parkingu i włączyłam się w pulsujący ruch uliczny. Metr do przodu i wrzucić na luz, kolejny i tak przez kwadrans. Włączyłam radio, lecz i ono trąbiło o walentynkach.
Kolacja we dwoje w restauracji, albo w kinie na przygłupawej komedii romantycznej miała być najlepszym sposobem na spędzenie wieczoru w ten dzień?
Nie podzielałam opinii radiowców. Gdybym miała swojego mężczyznę, spędziłabym go na cielesnych uciechach z nim, oglądaniu czegoś leżąc w łóżku, bądź na dywanie w pokoju przed telewizorem, a kolację skonsumowalibyśmy w międzyczasie.
Ktoś za mną zatrąbił, wyrywając mnie tym samym z rozmyślań. Zdenerwowałam się zastanawiając równocześnie, czy nie poprosić Izy, by uprzedziła klienta o coraz bardziej realnym spóźnieniu. Sznur aut przesuwał się tak wolno, że idąc piechotą dotarłabym szybciej na spotkanie, niż w tym pudle na kółkach. Sięgnęłam po telefon, lecz wtedy w samochodzie przede mną, na tylnej półce przy szybie, zalśnił czerwonym kolorem napis POLICJA. Po chwili zmienił się na STOP i znów na POLICJA.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij w linki poniżej!

 

3 komentarze:

  1. Więcej plisss !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy później w całości też będzie dostępne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na samym końcu będzie dostępne w całości :-)

      Usuń