czwartek, 11 maja 2017

Pałka (IX) - treść płatna

Zbliżamy się do zakończenia. 

            Pałka (IX)
Rozdział 17 – Kaśka
Musiałam uciec z mieszkania Kingi, nim złość we mnie zelżała. Nie chciałam tego pokazać, nie przy Marcinie, nie teraz. Byłam wściekła, ale jakby trochę mniej. Wojtek, który skojarzył mi się z górą mięsa, koncertowo przywalił Marcinowi w nos, ale nie poczułam satysfakcji. Mało z tego! Ledwie powstrzymałam odruch, by pobiec mu na ratunek. Idiotka ze mnie. A myślałam, że jestem twardzielką.
Pod komisariat dotarłam taksówką. Stamtąd swoim autem po Julkę i z nią do domu. Mała usnęła mi w samochodzie, musiałam wnieść ją do mieszkania. Spocona, niczym mysz kościelna i o wiele spokojniejsza, dotarłam do sypialni. W nosie miałam prysznic, nawet makijażu nie chciało mi się zmywać. Znalazłam się w dziwacznym stanie, który ciężko mi było sklasyfikować. Ani nerwowa, nierozradowana, brak odczucia smutku, stłumienie euforii. To ostatnie, buzowało w brzuchu i pod skórą, próbując obudzić radosną nadzieję. Wszystko przez stwierdzenie Marcina, w które moje głupie serce tak bardzo chciało wierzyć. Całowanie się miało być eksperymentem, który pokazał mu, że jest zakochany. Zakochany! Z drugiej strony brzmiało to tak głupio, że aż gryzło się w głowie. Całować się z kimś, żeby sprawdzić, czy kocha się inną osobę? Wiedziałam, że nie daruję mu tego i wrócę do sprawy.
Zrzuciłam z siebie ciuchy, zostawiając je na dywanie przy łóżku. Julkę rozebrałam minutę wcześniej. Nawet się nie przebudziła. W samych majtkach zagrzebałam się w pościeli, a po chwili spałam. Nadmiar sprzecznych emocji przemęczył umysł, więc ten wyłączył się, pomagając nie myśleć.
Kolejny dzień zaczął się koszmarnie, od razu z grubej rury, już w momencie wejścia do pracy.
– Jakiś wkurzony człowiek czeka u Ciebie w gabinecie. – Aśka doskoczyła do mnie, ledwie przekroczyłam drzwi firmy. – Chciałam go posadzić w poczekalni i poczęstować kawą, ale facet jest wściekły, aż mu dym idzie uszami.
– Pytałaś, z jakiego powodu? – Rozpinałam płaszcz, przygotowując się na nieprzyjemności. – Czego chce?
– Pytałam, ale spojrzał na mnie jak na tłuste gówno, wyminął i pomaszerował wprost do twojego gabinetu, nie racząc odpowiedzieć. – Skrzywiła się, wskazując brodą drzwi. – Nie cierpię takich typów. Pewnie nawet kupę robi w formie prostopadłościanów, czyli lepiej niż inni, bo wyżej urodzony. – Ostatnie mówiła ściszając głos, gdy zatrzymałam się przed drzwiami z dłonią na klamce.
– Przynieś mi proszę gorącą kawę. – Zwróciłam się do Asi. – Gdyby mnie dusił, to oblej mu nią twarz i kop w jaja.
– Tak jest. – Zasalutowała, ja weszłam do pomieszczenia.
– Witam pana. – Starałam się uśmiechnąć.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!

1 komentarz:

  1. Słuszna uwaga. Ktoś, kto nie jest twardzielem, nie powinien czerpać wzorców zachowań z tzw. twardzieli, bo to na ogół są jedynie sztuczne, filmowo wykreowane wirtualne postacie, smoki, potwory, a nie normalni ludzie... :)

    OdpowiedzUsuń