piątek, 28 kwietnia 2017

Pałka (VIII) - treść płatna

Tak bez wstępu. Babę zostawimy sobie na weekend majowy ;-)

            Pałka (VIII)
             Rozdział 15 - Kaśka 
Cały dzień można było podsumować jednym słowem – fatalny.
Bałagan w domu, bo poprzestawiałam wszystko tak, by psiakowi było dobrze. Nie miałam wyjścia, Julka naciskała na wygodę zwierzaka, ja uległam, bo jestem matką, a te tak mają. Szczególnie, gdy nie potrafią jasno myśleć. Ja nie potrafiłam. Nie po tym, co zobaczyłam w komisariacie. Marcin i ten seksowny rudzielec. Na samo wspomnienie ich pocałunku skręcało mi żołądek, wywracało flaki na lewą stronę. Nie rozumiałam jednego - jak po tak namiętnym i upojnym weekendzie można miętolić się z inną kobietą? Myślałam, że połączyło nas coś wyjątkowego. Pomyliłam się, ale zbyt małe doświadczenie z męską częścią populacji mam, więc i łatwo mną manipulować. Nie każdemu, Marcinowi niestety tak. Zależało mi na nim, ciągnęło do niego i zwyczajnie tęskniłam. Za uśmiechem, spojrzeniem, zapachem, tembrem głosu i dotykiem. Jestem jednak kobietą – jednorazówką. Nie potrafię zatrzymać mężczyzny na stałe, zużywam się szybko, po czym trafiam do kosza.
Tylko takie myśli krążyły mi po głowie dobijając i powodując, że miałam się ochotę rozpłakać. Nie musiałam, ulgę przyniósł wybuch złości.

Po pracy zrobiłam szybkie zakupy, te wniosłam do domu przed odebraniem Julki ze szkoły tylko po to, by sprawdzić czy psina przeżyła. Merida przywitała mnie czymś na kształt szczeknięcia, połączonego z piszczeniem. Wyglądała na silniejszą i musiałam przyznać, że faktycznie jest walecznym stworzeniem. Przeżyła, mimo marnych szans na to.  Chciałam mieć swojego mężczyznę, w zamian przytrafił się pies. Przynajmniej on mnie nie zdradzi.
Wypakowywałam właśnie jedzenie z toreb i układałam na półkach w lodówce, gdy ktoś zapukał do drzwi. Kazia, opiekunka Julki chciała mieć dzisiaj wolne, poza tym miała klucz, więc weszłaby bez stukania. Wyjrzałam przez wizjer w drzwiach i spłynęła na mnie kaskada uczuć. W jednej chwili ucieszyłam się, że Marcin przyszedł, a ogłupiałe ze szczęścia serce, zatrzepotało w piersi. Sekundę później trafił mnie szlag, ciśnienie podskoczyło, mięśnie spięły się i poczułam, że mam go ochotę uderzyć. By przerwać natłok sprzecznych emocji otworzyłam drzwi, stając z nim oko w oko.

Jeśli chcesz przeczytać więcej, kliknij tutaj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz