piątek, 4 marca 2016

Bo tylko czarne oczy... (XVIII)

Jak obiecałam, z okazji osiemnastych urodzin dla Em, z najserdeczniejszymi życzeniami :-)))

Z boczku ankieta. Ostatnio obejrzałam sobie teledysk "Dunka na dwa serca", chyba tak to leciało i to stało się powodem do różnych refleksji. Jakoś ten Skrzetuski nie przypadł mi do gustu, Bohun znacznie bardziej. Szczerze mówiąc to ten pierwszy sprawia wrażenie drewnianego kołka, choć przysięgam że Trylogię Sienkiewicza uwielbiam czytać, ale dopiero po obejrzeniu filmu zmieniłam front. A jak to jest u Was? Skrzetuski czy Bohun? Łapki na klawiaturę i głosujemy.

link do części XVII - klik 

           Bo tylko czarne oczy... (XVIII) 
– Wykorzystać? – roześmiał się, przesuwając dłonie wyżej. Teraz obejmowały mnie w pasie. – Nie nazwałbym tak tego. I mam dosyć bezsensownych rozmów.
Siłą posadził mnie okrakiem na kolanach, tak, że moje nogi objęły jego biodra. Ramiona skrępował za plecami, unieruchamiając je w żelaznym uścisku. Drugą ręką chwycił za pośladki, przyciskając do swego ciała. Pocałował, wgryzając się w usta, a język wciskając tak głęboko, że nie byłam w stanie tego przerwać. Nikt mnie tak jeszcze nie całował, nawet Javier. Nikt nigdy do tego stopnia nie lekceważył mojego zdania. Szarpałam się, wiłam, ale bezskutecznie. Kiedy oderwał wargi od moich ust, zaczerpnęłam tchu i wrzasnęłam.
– Puszczaj draniu!
– Później – oświadczył niecierpliwie, przygryzając płatek ucha.
– Później to ja ci…
Z taką siłą ścisnął mnie za szyję, że urwałam w pół słowa. Patrzył przy tym spod przymrużonych powiek, wciąż lekko się uśmiechając.
– Jeśli będę cię musiał wziąć siłą, to doda wszystkiemu jedynie pikanterii – odezwał się szeptem.
Miał pecha, bo udało mi się wyswobodzić jedną rękę. Przeorałam mu paznokciami twarz, w dupie mając wszelkie konsekwencje. Przestało mi się to wszystko podobać. Błyskawicznie unieruchomił moją dłoń, ale zrobił to i tak za późno. Podłużna szrama na policzku zabarwiła się na karminowo.
– Moja kocico – wymruczał. – Lepiej odpuść, bo jestem coraz bardziej naładowany emocjami. Tak mnie podniecasz, że za chwilę zerżnę cię bez gry wstępnej, szybko i bezlitośnie.
Podniósł się nadal mnie nie puszczając, a potem rzucił na łóżko, przyciskając brzuchem do jedwabistego materiału. Jęknęłam, gdy poczułam ciężar jego ciała oraz twardy, znacznych rozmiarów członek, ocierający się o moje pośladki. Pomyślałam w panice, że teraz to na pewno się nie uwolnię. Nie mam szans, facet ważył dwa razy tyle co ja. Nabrałam powietrza w usta i zaczęłam wzywać pomocy. Niestety bardzo szybko zdławił ten krzyk. Drugą dłonią zebrał włosy i pociągnął tak brutalnie, że aż zatrzeszczał mój kręgosłup.
– Teraz spróbuj zaprotestować – powiedział drwiąco.
– Adán, przestań! To boli!
– Nie.
I uniósł lekko biodra, a ręką zaczął majstrować coś przy rozporku. Za to ja dostałam szału. Nawet jeśli przez króciutką chwilę pomyślałam o seksie z nim, to teraz zupełnie o tym zapomniałam. Przeszło mi. Wiedziałam że wrzaski nic nie dadzą, więc musiałam znaleźć inne wyjście. W panice rozejrzałam się dookoła, podczas gdy Adán mocował się ze spodniami. Leżeliśmy na łóżku, na jego lewej krawędzi. Tuż przed moim nosem znajdował się stolik nocny, a na jego marmurowym blacie stała lampka nocna z kutego żelaza. Ramiona miałam wolne, ale co z tego, jeżeli zabraknie mi jakieś pół metra, aby po nią sięgnąć? Musiałam zrobić coś, abyśmy przesunęli się odrobinę dalej. Zebrałam się w sobie i po raz kolejny zaczęłam szarpać, miotać, nie zważając na ból, jaki mi to sprawiało, bo Adán nadal trzymał ręką moje włosy.
– Przestań do cholery! – warknął. Udało mu się rozpiąć spodnie, ale nadal ich nie zdjął. Słyszałam jego głośny oddech, ale wzrok wciąż miałam wbity w cel. Jeszcze troszkę, maleńki kawałeczek… Z triumfalnym sapnięciem zacisnęłam palce na smukłej sylwetce lampy, a potem z całej siły uderzyłam, wykręcając ramię do tyłu. Widać trafiłam bezbłędnie, bo napastnik przestał mnie tarmosić. Obejrzałam się za siebie. Wyglądał na oszołomionego, a dłońmi ściskał głowę. Pomiędzy palcami widać było coś czerwonego. Zaniepokoiłam się, spychając go z siebie. Chyba nie przesadziłam? Z drugiej strony, należało się draniowi. Gdyby nie to, to najzwyczajniej w świecie by mnie zgwałcił.
Szybko owinęłam się porzuconym ręcznikiem. Adán nadal siedział na łóżku, wlepiając we mnie zaskoczone spojrzenie. Nie wyglądał na rozwścieczonego, raczej na… zachwyconego. Pomyślałam że może uderzenie zaszkodziło mu bardziej niż przypuszczałam. Bo niby skąd ten podziw?
– Żyjesz? – zadałam ostrożne pytanie. Głupie, przyznaję, ale nie wiedziałam co powiedzieć.
Ocknął się. Obejrzał dłoń, na której wyraźnie było widać krew. Na czole miał szeroką szramę. Ostre krawędzie lampy musiały rozciąć mu skórę.
– Tak się kończy, jeżeli usiłuje się mnie do czegoś zmusić – powiedziałam kwaśno, maszerując do łazienki. Namoczyłam inny, mniejszy ręcznik i wróciłam do Adána. – Daj, zmyjemy to, bo wyglądasz jak ofiara globalnej katastrofy.
Bardzo delikatnie dotykałam poranionej skóry, ścierając świeże jeszcze plamy krwi. Kilka kropli spadło na śnieżnobiałą koszulę, kilka na policzek. Za to on siedział w bezruchu, gapiąc się na mnie z tym durnym wyrazem twarzy.
– No co? – warknęłam poirytowana. – Ciesz się, że nie poprawiłam, abyś miał nauczkę do końca życia.
Bez zapowiedzenia chwycił przegub mojej ręki. Zerknęłam w bok, na porzucone narzędzie obrony koniecznej, a on nagle się roześmiał.
– Wyjdź za mnie – powiedział rozbawiony.
– Za mocno ci chyba przywaliłam?
– Nie, to nie to.
– Pewnie – prychnęłam. – Proponujesz to każdej, której nie dasz rady zgwałcić?
– To brzydkie słowo. Wcale nie chciałem… – zamyślił się. – Działasz na mnie niczym czerwona płachta na byka. Poza tym tak do końca nie byłaś niechętna.
– Szybko mi przeszło.
– To może zaczniemy od nowa?
– Mam się hajtnąć z twoim bratem.
– Znajdziemy mu inną – powiedział z przekorą, wstając. Nie spodobało mi się to, bo górował nade mną wzrostem. – A z tobą ożenię się ja.
Czy on musiał mnie tak irytować? Ja, mnie, mój, i tak dalej. Lubiłam zdecydowanych mężczyzn, ale ten stanowczo przeginał.
– Nie, nie, nie! – Za każdym nie, waliłam go w pierś. – Poza tym znamy się kilka godzin. Czyś ty zgłupiał do reszty?
Nagle coś mi się przypomniało.
– Nie jesteś zakochany w Isbel? Podobno jest taka wspaniała…
– Jako siostra – wzruszył ramionami. – Przyrodnia – dodał, widząc moją osłupiałą minę. – A co myślałaś?
No ja cię kręcę! Telenowela brazylijska do pięt nie dorasta temu wszystkiemu, co mnie spotkało. A może śnię? Długi, absurdalny sen, momentami zamieniający się w koszmar? Smętnie pomyślałam, ze naprawdę chciałabym wrócić do domu. Tych emocji było stanowczo za wiele. Z drugiej jednak strony… Zerknęłam w górę, na nieodgadnioną twarz Adána. Bydlak czy nie, w jakiś sposób mnie pociągał. Nie wiem nawet, czy nie bardziej niż Javier? Chyba wyczuł to moje wahanie, bo nieco się pochylił i pocałował. Dotyk jego ust na powrót przywołał zakazane pragnienia. W panice pomyślałam, że ja również jestem porąbana. Po tym wszystkim nie protestuję, chociaż w zasadzie powinnam mu porządnie przywalić. Gorzej, odwzajemniam pocałunek. Nie mogłam się temu oprzeć, gdy tak delikatnie pieścił wargami moje usta, gdy tak subtelnie badał językiem ich wnętrze. Objął mnie przy tym ramieniem, przyciągając ku sobie. Zebrałam resztki sił.
– Dosyć! Chcę się przespać.
– Zostanę. Łóżko jest duże.
– O nie! – Odepchnęłam go, chociaż tak naprawdę miałam szaloną ochotę, żeby się wtulić w jego ramiona. Ci niegrzeczni chłopcy… Właśnie w tym leżał problem. – Nasza znajomość zaczęła się nieszczególnie dobrze, więc nie pogarszaj sprawy.
– Nieszczególnie? Dlaczego?
Normalnie, ręce opadają. Skrzywiłam się, mimowolnie zahaczając wzrokiem o jego krocze. Nadal widać było, że jest podniecony. Rozpięte spodnie wspaniale eksponowały potężny wzwód. Muszę pozbyć się Adána jak najszybciej. Był nieobliczalny. Diabli wiedzą, na co jeszcze go stać? Z pozoru zimny, opanowany, umiał jednocześnie zaskoczyć szczerością. A nade wszystko był zarozumiałym draniem, pomyślałam z nagłą złością.
– Tam są drzwi – wskazałam. – Wynocha! Bo skończę to, co zaczęłam!
Z namysłem zerknął najpierw na porzuconą lampę, później na mnie. Potem nagle wzruszył ramionami, odwrócił się i wyszedł. No co za… Zacisnęłam dłonie w pięści, przytupując z wściekłości. Gdy już przestałam, walnęłam się w czoło z taką siłą, że zabolało.
– Głupia kretynko! – oznajmiłam sama sobie z goryczą. – Czego ty właściwie chcesz babo?
Parskając i prychając, zaczęłam szukać czegoś do ubrania. Na wszelki wypadek wolałam nie spać nago. W szafie wisiał szlafrok, w rogu leżały obszerne, białe koszulki. Wciągnęłam jedną, z zadowoleniem stwierdzając, że sięga spory kawałek za pupę. Gorzej było na szerokość, zmieściłabym się druga ja i może ktoś jeszcze. Włosy rozczesałam palcami, a potem usiadłam na łóżku, pogrążając w ponurych rozważaniach. Po krótkim czasie doszłam do wniosku, że nie odpowiada mi zarówno adoracja Javiera, traktującego mnie jak materiał zastępczy, ani Adána, któremu tylko jedno było w głowie. A w zasadzie w gaciach. Ta myśl nieoczekiwanie mnie rozśmieszyła. Może więc powinnam przygarnąć Puszka, dokupić mu towarzystwo i aspirować do roli starej panny? Dobrze, teraz to się mówiło singielka. Jak zwał, tak zwał, sens ten sam. Zresztą, czy oni wszyscy zgłupieli do końca? Nie żebym uważała się za maszkarę, ale do roli pięknej Heleny też było mi daleko. No i ta Isbel… Siostra? Cholera. Byłoby łatwiej, gdyby na nią po prostu leciał. Wtedy wróciłabym do Javiera, a Adán szybko by się pocieszył. Serce ścisnął mi żal. Szkoda by było…
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Gdy otworzyłam oczy, na zewnątrz wesoło świeciło słoneczko, a przy moim łóżku siedział Manuel, tkliwie się we mnie wpatrując.
– Czego? – warknęłam, po omacku szukając czegoś do przykrycia. Nie spodobał mi się maślany wzrok, wlepiony w moje gołe nogi.
– Ukochana – szepnął namiętnie. – Jak spałaś?
– Jak zabita – mruknęłam. – Kiedy wrócę do domu?
– Nie zmieniłaś zdania?
– Szczerze mówiąc, to jestem coraz bardziej wściekła.
– Dlaczego? – spytał zdumiony, a potem padł na kolana, pokrywając pocałunkami moją stopę wystającą spod przykrycia. – Nieba bym ci przychylił!
Miał szczęście, że nie kopnęłam go w zęby, chociaż poczułam na to szaloną ochotę. Za to porządnie się rozzłościłam.
– Dajcie wy mi wszyscy święty spokój! – zerwałam się z łóżka. – Obmacywacze cholerni!
– Przysięgam! On już cię nie dotknie!
Nie miałam wątpliwości, że mówił o Javierze. O tym, że pod nosem wyrosła mu konkurencja w osobie napalonego braciszka nie pomyślał. Smętnie pokiwałam głową. Co za okropne dwa tygodnie. Nie dosyć, że minął mi termin obrony, to jeszcze czułam się jak odtwórczyni roli głównej w świecie telenoweli.
Ubrać nie miałam się w co. Po pozbyciu się jęczącego adoratora, orzeźwiającym prysznicu i umyciu zębów, założyłam kolejną koszulkę oraz własne, dżinsowe szorty. Włosy zaplotłam w luźny warkocz i na boso, nadal w złym humorze, pomaszerowałam szukać jadalni. Doprowadził mnie tam zapach kawy. Oczywiście, przy stole siedział don Manuel i Adán. Ten pierwszy z głupim wyrazem twarzy, gapił się na mnie bez słowa. Drugi, rozwalony w swobodnej pozie, w błękitnej koszuli, celowo nie dopiętej na kilka guzików i w białych spodniach, mierzył mnie drwiącym wzrokiem.
Naprawdę byłam już tym wszystkim zmęczona.
 

30 komentarzy:

  1. Tylko Skrzetuski-Żebrowski ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za życzenia:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko Bohun. W kwestii Bohuna uważam się za specjalistkę ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdzie Javier? :-(

    OdpowiedzUsuń
  5. No i to sie nazywa wyczucie czasu. Jesteś najlepsza. Miałam taki paskudny humor, że o matko. Twoje opowiadania są niezastąpione :) i tak... chcemy Javiera! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czemu, ale odkad zostala drugi raz porwana to z czesci na czesc, co raz bardziej irytuje mnie to opowiadanie :( noe bierz tego do siebie, styl pisania jest jest fenomenalny ale fabula ppzostawia wiele do zyczenia

    OdpowiedzUsuń
  7. To opowiadanie jest fatalne... Nie wiem jak bohaterka, która ma zamiar bronić dyplomu może być aż tak głupia i niezrównoważona

    OdpowiedzUsuń
  8. Bohun Bohun i jeszcze raz Bohun - zawiedzione spojrzenie Heleny w osatniej scenie filmu dodatkowo to potwierdzilo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na Javiera bo bez niego to opowiadanie jest troszkę nudne ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś nie mogę się wgryźć w to opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. A mi się tam Adan podoba i chętnie bym poczytala o losie tej dwójki dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na początku co pol godziny sprawdzałam twojego bloga z nadzieją że wstawiłaś nową część, a kiedy ją wstawiłaś czytałam z zapartym tchem. Teraz... jakoś tak przestało mnie interesować. Mam wrażenie (pewnie mylne), że już na prawde nie masz pomysłu na fabułe. Zrobiła sie troche opera mydlana. Wybacz za krytyke, ale takie jest moje zdanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to jest jak opera mydlana, miało być. Od samego początku pisałam, że tak będzie... :-) Pisałam też, że następny świeży będzie już w innych klimatach (nie mylić z kontynuacją Głupstwa).

      Usuń
    2. Jak mowiłam teraz opowiadanie posoba mi sie mniej, ale w pewien sposob mnie od siebie uzależniłaś i tak czy inczej zaglądam tu w kazdej wolnej chwili ;) btw. prosze nie zmieniaj swojego stalego schematu opowiań (umięśniony przystojniak i wygadana dziewczyna) bo właśnie tym nas wszystkich urzekłaś. Pozdrowionka Kasia :)

      Usuń
  13. Osobiście,zawsze byłam wielbicielką Skrzetuskiego,ale zmieniłam zdanie,kiedy parę lat temu oglądnęłam film ponownie :-) Także-zdecydowanie Bohun :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ja też, ale po filmie mi przeszło, choć przysięgam że Żebrowski bardzo mi się podoba jako facet. Jednak ten Bohun... No wiecie, ten tego ;-)

      Usuń
  14. Ile osób tyle opinii - ja wręcz odwrotnie niż inne czytelniczki - na początku nie byłam zachwycona tym opowiadaniem, a teraz wpadłam w nie bez reszty :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mi to opowiadanie się podoba... tylko gdzie mój ulubieniec?! :D
    Tak sobie ostatnio ponownie przeczytałam Twoje opowiadania... i powiem Ci, że poczytałabym opowiadanie z bohaterką cichą, nieśmiałą jak w "Tylko śniegu nie brak" :) może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  16. Bohun, Bohun i jeszcze raz Bohun! Skrzetuskiego i reszty (w tym dziewczyny)nienawidzę :/
    A film obejrzałam przez Bohuna i resztę kozaków równe 16 razy :3
    Książkę oczywiście też przeczytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Karol dostał lampką - kocham go.
    Adan dostał lampką - jego też uwielbiam... Przypadek być nie może ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę, bo myślałam, że ze mną coś nie tak XD

      Usuń
  18. Hmmm, chyba wole czekać dluzej na nastepna część ale za to po przeczytaniu czuć sie wow niż co kilka dni czytać po kawałku, który właściwie nic nie wnosi... Opowiadanie jest super, tak jak wszystkie inne ale jednak za krótko żeby sie wczuć... Chyba odpuszczę sobie bloga na kilka miesięcy po czym hurtem przeczytam :) pozdrawiam gorąco!:* Platynowa

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy następna część, ale już z udziałem Javiera? :-D

    OdpowiedzUsuń
  20. babeczko będzie dzisiaj jakas nowa czesc?

    OdpowiedzUsuń
  21. O boże tylko Bohun - Domogarov, dla młodego Domogarova zabiłabym. A ten Adan ciekawie się zapowiada. ; )

    OdpowiedzUsuń
  22. Może na dzień kobiet dodasz kolejną część? ^^

    OdpowiedzUsuń
  23. Babeczka też musi mieć dzień kobiet :)
    Wszystkiego naj 🌹🌹🌹

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję :-) za życzenia i kwiatki.

      Usuń
  24. Tego nie da się już czytać, a tak dobrze się zapowiadało, no trudno poczekam na coś w innego.

    OdpowiedzUsuń