środa, 24 lutego 2016

Bo tylko czarne oczy... (XV)

Zanim pazernie (lub i nie) rzucicie się na kolejną część, proszę wziąć komórki w łapki i pod numer 7124 wysłać SMSa o treści B11185. Głosujemy na bloga roku czyli na mikakamaka.pl.
Wiem, wredna małpa ze mnie, ale koszt eski to jedyne 1,23 z vat. Tyle co batonik w promocji lub dobra bułka z nasionkami. Bez zobowiązań, anonimowo, bez obawy, że z powodu głosowania zawalą nas reklamy czy coś w tym rodzaju. Link bezpośredni do opisu całej imprezy macie >>tutaj<<. Dostaniecie eskę zwrotną z podziękowaniem i wsio, koniec. Trudne? Nie. Więc telefony w dłoń i głosujemy!!! Ruszyć ospałe dupencje ;-)
Wiem, nie powinnam tak bezczelnie spamować (chyba tak to można nazwać?), ale to robię. Z kilku powodów. Po pierwsze - z czystej, koleżeńskiej sympatii. Po drugie - gdyby nie opowiadania Miki na pokątnych, które stanowiły dla mnie inspirację, aby w ogóle zacząć pisać erotykę, prawdopodobnie nie byłoby babeczkarni. Guru się wspiera, więc... Po trzecie - bardzo bym chciała, aby takie blogi jak nasze wyszły w końcu z cienia, spod kołdry, pozbyły się wstydliwego rumieńca zażenowania. Erotyka to ważna część naszego życia, nie musimy się nią afiszować, ale nie zapierajmy się jej. To nie porno, to tylko teksty zaspokajające podstawową potrzebę dawania i brania miłości w szerokim znaczeniu tego słowa. 
Więc bardzo proszę - zastanówcie się, czy możecie wysłać tego jednego smsa. Przyznam że bardzo bym chciała, aby jej blog przeszedł do kolejnego etapu. I dalej, chociaż jurorzy wsadzili ją w kategorię do dupy. Też ich pewnie wystraszyło słowo erotyka... 

Mogą być błędy, bo co siadam do sprawdzenia tekstu, to Mały zaczyna się gmerać w łóżku. Normalnie szału dostanę. Jakby wyczuwał czy co? Poza tym musieliście zaczekać, bo spory kawałek wykasowałam i napisałam od nowa :-)

link do części XIV - klik 

            Bo tylko czarne oczy... (XV)
W zasadzie to tak naprawdę nie miałam nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, już czułam przyjemny dreszczyk podniecenia. Irytowały mnie jedynie wypowiedziane przez niego słowa: zastąpisz Bellę. Trochę to wyglądało tak, jakby fejsowy wpis Izuni przeważył szalę na moją korzyść. Tym razem nie chciałam pójść na żadne ustępstwa. Pragnęłam bezwarunkowej kapitulacji z jasno określonych powodów. Zwłaszcza z jednego. Zależało mi, jemu również powinno. To nie miała być zagrywka w stylu „lepszy wróbel…” i tak dalej. Nie ma mowy!
– Do niczego mnie nie wykorzystasz! – Każde słowo podkreślałam mocnym walnięciem pięści. Głównie w jego tors, chociaż miałam również ogromną ochotę podbić mu oko.
Był większy, ale utrzymanie mnie sprawiło mu sporo problemu. Wiłam się, szamotałam, wściekle machałam nogami, słowem prawdziwy szał. W końcu nie wytrzymał.
– Spokój! – wrzasnął poirytowany. – Bo cię zwiążę i zaknebluję! A potem wykorzystam.
– Nie wiem czy wiesz, ale to się nazywa gwałt – odparłam złośliwie. – A ja nie…
Jęknęłam z pretensją, gdy tak nagle znalazłam się na twardym blacie biurka, w dodatku z zadartą sukienką i w pozycji horyzontalnej. Gdzieś z boku dobiegł do mych uszy szelest spadających kartek.
– Co robisz wariacie? Kręgosłup mi pęknie!
– Lubię perwersję – oświadczył z błyskiem w oku. – Powinnaś wiedzieć, w końcu czytałaś moje książki.
– Jakoś specjalnie nie wdawałeś się w szczegóły. Precz z łapami! – zareagowałam gwałtownie, gdy jego ręka bez pardonu zaczęła się przesuwać po moim nagim udzie.
– Wiem że ten opór jest udawany, ale i tak podnieca – wymruczał, wtulając twarz w  moje piersi. Potem lekko uniósł głowę, a ja zapragnęłam skorzystać z okazji i wydrapać mu oczy.
– Dobrze, przestanę. Weź te ręce złośnico! Przestanę pod jednym warunkiem. Najpierw cię pocałuję. A potem zobaczymy.
– Nikt nie będzie… – zaczęłam z ogniem, ale Javier wcale nie myślał czekać na jakiekolwiek pozwolenie. Promieniowała z niego pewność siebie, która w pewnym sensie zmuszała do uległości. Na dodatek zrobił coś kompletnie przeciwnego niż to, czego oczekiwałam. Najpierw kciukiem wygładził chmurną zmarszczkę na czole. Uśmiechnął się widząc moje zaskoczenie. Potem zadziornie powiódł palcem po skraju policzka, musnął nim czubek nosa, obrysował kontur ust. Mimowolnie przestałam się szarpać. Zamarłam, wlepiając w niego zdumione spojrzenie. A kiedy mnie pocałował, nie było w tym nic z brutalności. Po prostu przylgnął wargami do moich ust, bardzo delikatnie, wręcz subtelnie. To nawet nie był pocałunek, ale dotyk, wymiana oddechów. I zamarł w tej pozycji, jakby nagle stracił ochotę na więcej. Leżałam więc na twardym biurku, przygnieciona męskim ciałem, lecz najgorsza była moja bezradność w obliczu narastającego podniecenia. Nie wiem czy pragnęłam seksu, ale pocałunku na pewno. I to ja pierwsza skapitulowałam, nie mogą wygrać z własnym pożądaniem, które pojawiło się i z sekundy na sekundę, było coraz silniejsze. Zamiast wydrapać cholernikowi oczy, zarzuciłam ręce na barczyste ramiona, wgryzłam się z pasją w jego wargi, smakując każdej z niej z osobna, wślizgując się pomiędzy nie językiem. To było dziwne uczucie, bo Javier pozostał bierny, jakby nagle zamienił się w kamienny posąg. Z przekorą postanowiłam nagle zniszczyć tę jego bierność, złamać pozorny chłód, który okazywał. Sprawić aby on również stracił panowanie nad sobą. Przejechałam paznokciami po napiętych mięśniach karku, jednocześnie unosząc w górę biodra, zataczając nimi chaotyczne kółka, ocierając się o jego ciało. Zapomniałam o wszystkich postanowieniach, o sprzeciwie, zatracając się we własnych pragnieniach. Jak przez mgłę dotarło do mnie, że objął dłonią moją pierś, drugą włożył pod pośladki, że nagle odwzajemnił pełen głodu pocałunek. Teraz to jego język wślizgnął się pomiędzy moje wargi, to jego obezwładniła chciwość.
– A mówiłem – mruknął chwilę później, sunąc po mojej szyi, aż w końcu dotarł do piersi, nie wiadomo kiedy uwolnionych z cienkiego materiału staniczka. – A mówiłem, że zobaczymy.
Pal cię licho, pomyślałam, wyginając ciało w łuk kiedy zaczął na zmianę ssać i przygryzać sutki. Zemszczę się później, a na razie chcę więcej, więcej i mocniej…
– Senior! – rozległ się głośny krzyk tuż pod drzwiami. Oboje zamarliśmy. – Senior! Pomocy! Wiatr zerwał dach nad przybudówką!
– No i co z tego! – syknął Javier. – Mam go niby gonić?
– Złaź El Diablo i ruszaj na pomoc uciśnionym – zakpiłam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. Żeby przerwać w takim momencie! Co, przepraszam za zbyt dosłowne określenie, chujowy los! Pech mnie jakiś prześladuje, czy co?
Javier pomamrotał coś pod nosem, ale w końcu się podniósł. Niestety, trochę trudno było mu ukryć członka sterczącego w pełnym wzwodzie. Nawet pod materiałem luźnych, lnianych spodni.
– Zrób coś z tym – wskazałam na jego krocze, jednocześnie poprawiając własne łaszki.
Mamrotanie pod nosem przybrało na sile. Przeczesał dłonią włosy, spoglądając na mnie z wyraźnym żalem.
– Senior! – Pod drzwiami ponownie rozległo się rozpaczliwe wołanie.
– Już idę, przecież się nie pali! – odwrzasnął. – A ty marsz do mojej sypialni! Załatwię problem i wrócimy do tego, co przerwaliśmy.
Nie odpowiedziałam. W zasadzie to nie miałam bladego pojęcia, co powinnam zrobić. Zamknąć się w swoim pokoju, zaciekle broniąc? Przebrać w coś bardziej seksownego i sprawić, aby oszalał z pożądania? Druga wersja wydała mi się lepsza, ale tu pojawiła się wrodzona przekora. Marsz i zaczekaj? Co on był taki pewien swego?
– Trudno być kobietą, trudno być mną – mruczałam, maszerując w kierunku kuchni. Bez względu na przyszłość, poczułam nagłą chęć na małą przekąskę. Poza tym z pełnym żołądkiem łatwiej się podejmuje decyzje. Z talerzem pełnym smakołyków wróciłam do sypialni. Zjadłam, zapiłam wszystko sokiem pomarańczowym i postanowiłam, że się nie dam. Bo dlaczego wciąż towarzyszyło mi ulotne wrażenie, że tak naprawdę Javier robił to jakby z braku lepszych perspektyw? Że naprawdę stanowiłam materiał zastępczy? To jego pożądanie było takie… letnie. Tak po prostu nagle stwierdził, że chce mnie, a nie Izę. Trochę inaczej wyobrażałam sobie płomienny romans w parze z ognistym brunetem. Powinno iskrzyć, buchać wysokim płomieniem, a to wszystko było jak zwykłe ognisko. W dodatku słabo podsycane.
Padłam na miękki materac łóżka, gapiąc się na migotliwe cienie na suficie. Chyba zaczynałam podejrzewać o co chodzi. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, a narastająca powoli fascynacja. Na razie byliśmy gdzieś pośrodku drogi i wcale to nie oznaczało, że dotrzemy do końca. Cóż. Dla mnie seks był zawsze czymś przyjemnym, ale nie przypominał szaleństwa opisywanego w płomiennych romansach. Dla niego widać było za szybko, aby z Belli przerzucić się na jej mniej urodziwą, acz bardziej pyskatą i kłopotliwą kuzynkę. Zachichotałam, wstając i starannie zamykając drzwi. Pewnie się będzie dobijał, może nawet skorzysta z okna, a może zrezygnuje. Kto go tam wie. Skuliłam się na jedwabistej pościeli. Dziwne, ale czułam się piekielnie śpiąca. Wystarczyło zamknąć oczy…
A kiedy się obudziłam…
Ki diabeł? pomyślałam, rozglądając się z oszołomieniem. Leżałam sobie na ogromnym łóżku, wśród jedwabistej pościeli i dziesiątek zapalonych świec, których płomienie drgały pod wpływem wiatru. Łóżko stało w ogromnym pokoju, z otwartymi oknami, przez które widać było gwiaździste niebo i szumiący ocean. Po deszczu, burzy i wietrze nie było ani śladu. Nie wspominając o tym, że to nie była moja sypialnia. Ba! To nawet nie był dom Javiera. Stęknęłam podnosząc się do pionu.
– Obudziłaś się moja piękna – usłyszałam tkliwy męski głos. Pełna złych przeczuć, skierowałam wzrok w stronę, z której dochodził i ujrzałam okrągłą twarz jakiegoś przykurcza. Jakby znajomą. Zachwyt się na niej panował potężny, jakby nagle dane było mu zobaczyć ósmy cud świata. Podszedł bliżej siadając na łóżku obok mnie, wyciągając dłoń, aby pogładzić moje włosy. Zręcznie się uchyliłam, a potem energicznie przystąpiłam do ataku.
– Co to ma znaczyć?! Kim jesteś? – wysyczałam przenikliwym szeptem, łapiąc go za poły koszuli. – Gadaj mi tu prawdę, szatański pomiocie, albo ci oczy wydrapię!
– Ileż ty masz w sobie żaru! – powiedział zachwycony. – Jesteś gorąca jak wulkan…
– Zaraz wybuchnę niczym wulkan, a wtedy lepiej żeby nie było cię w pobliżu! No więc?!
– Porwałem cię – oświadczył zadowolony. – Ta miłość jest niczym grom z jasnego nieba, zesłana przez samego Boga. Ożenię się z tobą i będziemy mieć piątkę uroczych dzieciaków, a resztę życia zamienimy w nieustającą przyjemność.
– Oczadziałeś czy co? Jaka miłość? Jakie ożenię? Masz mnie natychmiast odstawić z powrotem! – wrzasnęłam oburzona. Co za bydlę! Siedzi tutaj, wygadując takie pierdoły, a ja nie mam najbledszego pojęcia, co się dzieje. Ta myśl dodatkowo mnie zdenerwowała.
– Kocham cię – odparł namiętnym głosem mój niechciany adorator.
– Ale ja ciebie nie oszołomie!
– To pokochasz.
Co za życie! Jeden mnie porywa przez pomyłkę, drugi pod wpływem nagłego zidiocenia. Sezon jakiś na te porwania, czy co?
– Oszaleć można! Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać! Masz mnie odstawić z powrotem! Teraz! Natychmiast! I wbij sobie do tego zakutego łba, że mi się nie podobasz! Nie wspominając, że się nie znamy!
– Wszystko przyjdzie z czasem – westchnął rzewnie. – Widać zapomniałaś. Poznaliśmy się na kolacji u Carlosa.
Aha! To przeczucie, że już gdzieś widziałam tę gębę było słuszne.
– Z czasem to ja tu dostanę szału i wtedy zobaczysz! U Carlosa? Zaraz, zaraz… don Manuel! – oświadczyłam z triumfem.
– Pamiętasz! – szepnął namiętnie. – Poza tym widziałem już jak dostajesz szału. Uwielbiam to!
Ręce mi opadły. Szczęka również. To się trafił wielbiciel o wzroście siedzącego psa i romantycznych ciągotach.
– Javier będzie mnie szukał.
– Niech szuka.
– Nie boisz się go? – spytałam podejrzliwie. – W końcu to El Diablo.
A ten skurczybyk zaczął się śmiać.
– Moja piękna, ty nie masz widać bladego pojęcia kim on tak naprawdę jest.
– Masz niepowtarzalną okazję wyjaśnienia tego – odparłam jadowicie. – I wiem więcej niż ci się wydaje.
– Później wyjaśnię, a teraz przyszła pora na przyjemności. Spałaś ponad dobę, musisz być głodna.
I wstał. Imponującego wrażenia to na mnie nie zrobił, ale pewnie byłam uprzedzona. Nie lubiłam porwań, o planowaniu mojej przyszłości nie wspominając. Zwłaszcza bez uprzedniego uzgodnienia tego ze mną.
– Przyślę kogoś, kto pomoże ci się umyć i przebrać. Potem zjemy kolację.
Zacisnęłam zęby. Szkoda słów na tego idiotę. Chce mojego szału? W porządku, dostanie. To, co zafundowałam przy tym Javierowi będzie się wydawało niewinną zabawą. W ostateczności popłynę wpław. Może zeżre mnie po drodze jakiś rekin, a ocean wyrzuci moje szczątki, gdy zrozpaczony Javier będzie się błąkał po plaży, samotny, ze złamanym sercem… Skrzywiłam się. Akurat to ciężko było sobie wyobrazić.
Przylazły jakieś baby, usilnie kłaniając mi się w pas i usiłując namówić na relaksującą kąpiel w wannie. Uciekłam im, oświadczając że muszę na ubikację. Na szczęście kibelek był w osobnym pomieszczeniu, które nawet miało okno. Niewielkie, ale na moje potrzeby wystarczające. Długo się nie zastanawiałam. Oderwałam dół luźnej bluzki, żeby mi nie przeszkadzała, związałam tym kawałkiem włosy i przecisnęłam się na zewnątrz. Zasapana, wpadłam prosto w jakąś bujną roślinność, mętnie myśląc, że dobrze, iż nie są to kaktusy. Wstałam, otrzepałam się i ponuro rozejrzałam dookoła. Jasna cholera, nie miałam nawet bladego pojęcia gdzie mogłabym się znajdować. Kierunek wybrałam więc na chybił trafił. Daleko nie uszłam, bo jednak nie byłam przyzwyczajona do chodzenia boso. Poranione stopy do tego stopnia zepsuły mi humor, że gdybym teraz spotkała mojego porywacza numer dwa, to bardzo szybko wybiłabym mu te amory z głowy. W końcu rozchyliłam gałęzie i znalazłam się na plaży. Po prawej było zupełnie ciemno, ale po lewej widać było pomost idący w głąb morza, a na samym końcu cumujące przy nim łodzie. Może motorówki, może jachty, nie miałam bladego pojęcia, bo nie odróżniałam jednostek pływających. Na wodzie kolebały się jednakowo, przyprawiając mnie o odruch wymiotny.
Sęk w tym, że w pobliżu kręcili się uzbrojeni faceci, a widoczność była dość dobra, dzięki palącym się latarniom. Zafrasowana podrapałam się po nosie. Zaraz, zaraz. Javier wspominał, że ten cały don Manuel był związany z biznesem, który niekoniecznie należał do tych legalnych. Pewnie narkotyki, uznałam. Zresztą, mam to gdzieś, byle się stąd wydostać. Zdjęłam bluzkę, beztrosko rzucając ją za siebie i zanurzyłam się we wzburzonym morzu. O dziwo, podpłynięcie do pomostu nie okazało się żadnym problemem. Karki obwieszone bronią stały na samym jego końcu, właściwie już na piasku, kopcili i dyskutowali. Nawet się zdumiałam, że jeszcze nikt nie podniósł larum z powodu mojej ucieczki. Przyjrzałam się uważnie zacumowanym jednostkom, wybierając tę najmniejszą. Wydawało mi się, że im większa, tym trudniej będzie ją uruchomić, o sterowaniu nie wspominając. Po chwili zasapana leżałam na drewnianej podłodze, gapiąc się na stacyjkę. No tak. A gdzie kluczyk? Czy do jasnej cholery nie mogli go zostawić, ułatwiając mi ucieczkę?
 

 

19 komentarzy:

  1. Ja pierniczę, ale się zamotałam. Spojrzałam kiedy umieściłam obietnicę, że dodam szybko kolejną część i wyszło mi, że 16. Aż zgłupiałam, bo tak ten czas leci??? Na szczęście okazało się, że to było 21...

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ja chce więcej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. jesteś wspaniała babeczko... już nie mogę się doczekać następnej części

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście, ze wysle smsa..NAWET DWA HA! ;D Przejście przez pasy czy Formuła to opowiadania dzieki którym zakochałam sie w pokątnych i trafiłam na Ciebie ;)i tak juz od 4 lat ;) Mam wielki sentyment do Miki. Co do Twojej nowej części..kobieto nareszcie! Bardzo zaskakujący zwrot akcji ;) taki w Twoim stylu ;P czeeekam na więcej.
    KLAU

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście mam sentyment do Przejścia. Boże, jak mi się wtedy podobało!!!
      Za eski serdeczne dzięki :-) Bozia ci w następnej części Czarnych oczu wynagrodzi ;-D

      Usuń
  5. Nie męcz nas tak jak ostatnio i prosze dodaj coś szybko, super jak zresztą zawsze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekamy na następną część! ;-*

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy następna część?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy możemy się spodziewać następnej części?

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepsza jesteś!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Następna, następna, następna!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowna część. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zwykle świetnie. :)
    Mimo to czekam na "Głupstwo". :) To moje ukochane opowiadanie. :) Czytałam je już kilka razy i jestem zachwycona, że jest kontynuacja. :)
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. popieraaaaam !!!!!!!!!!!

      Usuń
    2. Jaa tez mam nadzieję ze szybki sie pojawi; )

      Usuń
  13. Jak zwykle mnie ustrzeliłaś... Tekst jest świetny, ale to chyba żadna nowość :-) Czekam z niecierpliwością na kontynuację, byle jak najszybciej :-) SMS wysłany :-*

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekamy, czekamy z niecierpliwością... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Babeczko błagam Cie nie męcz nas dłużej... A przynajmniej powiedz czy możemy dzisiaj liczyć na jakiś nowy, świetny kawałek. Bo boli mnie już palec od ciągłego wyciskania "odśwież" XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się lekko zawstydziłam, ale nowa część już jest :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.