poniedziałek, 15 lutego 2016

Bo tylko czarne oczy... (XIV)

Dobrze, już nie będę przerywać w takich momentach ;-) Trochę krótko, ale wyjaśnię sytuację, a potem już będziemy mogli zać się przyjemniejszymi rzeczami i kolejnymi problemami, jakie czekają Julię.

link do części XIII - klik

            Bo tylko czarne oczy (XIV)
Znałam ten styl pisania, znałam imię głównego bohatera, nie tylko z książek zresztą, ale i z filmów. Wielkich, hollywoodzkich produkcji. Czując nagły przypływ różnorakich emocji, dopadłam regału stojącego za biurkiem i zaczęłam szukać. Dwie półki były zastawione dziełami tylko jednego autora. Niech to licho! Jak mogłam wcześniej nie skojarzyć? Wydawał swoją twórczość pod pseudonimem El Diablo. Javier nie był przestępcą czy członkiem mafii, był pisarzem! A to, co przed chwilą czytałam, to jego nowe dzieło. Oszołomiona usiadłam na fotelu, przetwarzając dopiero co zdobyte informacje. Słynny autor kilkunastu bestsellerów, owiany tajemnicą, bez twarzy i nazwiska. A tu proszę… Zaaranżował moje porwanie, by myślał że jestem Izunią. Nic dziwnego, że to wszystko tak kulawo mu wychodziło.
– Julia? Co tu robisz?
– Odkrywam tajemnice – powiedziałam słabym głosem, podnosząc wzrok. – Tego akurat się nie spodziewałam.
– No tak – mruknął, stawiając na biurku filiżankę z kawą i kładąc laptopa. – Mój największy sekret diabli wzięli. Co tu u licha robisz, powinnaś spać?
– Sekret? Miałam cię za jakiegoś cholernego ojca chrzestnego, a ty jesteś pisarzem! Nawet twoja siostra bredziła coś o nieciekawej przeszłości, a Rudy miał podbite oko – przypomniałam sobie jeszcze.
– Camila wyświadczyła mi przysługę, a Miguel brał udział w bójce w portowej knajpie – Javier przysunął sobie krzesło i usiadł obok, patrząc na mnie niepewnie. – Ksywka pochodzi jeszcze z czasów szkolnych, a wtedy miałem różne grzeszki na sumieniu.
– To dlaczego wszyscy, twoi wspólnicy, służba, ba! nawet rodzina, wyglądają jakby się ciebie bali?
– Bardzo łatwo wpadam w złość. Wiesz jaką mam rotację pracowników? Najdłużej wytrzymuje ochrona, Carlito pracuje tu już ponad rok.
– Rotację żon też masz niezłą – powiedziałam złośliwie. – Chyba że to twoja siostra również zmyśliła?
– Nie, to jest prawda.
– A kochanek?
– To zależy.
– Do czego?
– Od tego czy aktualnie jestem żonaty, czy już po rozwodzie.
– A broń?
– Co broń? Pytasz, czy też mam rotację? Czy że noszę ją ze sobą? Co w tym nadzwyczajnego?
W zasadzie nic, pomyślałam, obserwując go w milczeniu. Co tu dużo gadać, na pisarza też mi nie pasował.
– Jakbym znalazła kolekcję filmów porno z tobą w roli głównej, mniej bym się zdziwiła – wypaliłam bez zastanowienia.
– Mam jeden. Amatorski. Nakręciłem kiedyś z koleżanką. Chcesz obejrzeć?
– Nie, nie – odparłam pospiesznie, czując jak się rumienię. Amatorski? Ciekawe gdzie go schował? Pewnie że bym obejrzała, ale po kryjomu, w samotności. Przecież nie z nim, zajadając popcorn! – Książka mi wystarczy.
– Napijesz się ze mną? – spytał nieoczekiwanie, wyjmując z szafki butelkę z alkoholem i dwie szklanki.
– Nie, dziękuję.
– To nie – wzruszył ramionami i pociągnął z gwinta. Zamarłam zdumiona.
– Javier… Ja wiem, że pewnie i tak mnie spławisz, ale nie mogę nie spytać, co się u licha stało? Wracaliśmy, jakby stado wygłodniałych wilków deptało nam po piętach, a teraz pijesz jakbyś chciał zafundować sobie przerwę w życiorysie. Czy to przeze mnie?
– Uciekaliśmy przed burzą.
– Bzdura. Nie rób ze mnie kretynki.
– Już jedną moją tajemnice poznałaś – roześmiał się, ale w tym śmiechu dawało się wyczuć gorycz. – Chcesz więcej?
– Nie o to chodzi. Mam sobie pójść?
– Ależ ty się zrobiłaś nagle troskliwa!
– Przestań, bo mi przejdzie – nadęłam się urażona. – Pisarz czy mafioso, mam to w nosie. Grzecznie pytałam, a ty cham jesteś i tyle! I już nie dam się więcej pocałować!
Po moich ostatnich słowach posłał mi kose spojrzenie. Myślałam że się na mnie rzuci czy coś w tym rodzaju, ale on odłożył butelkę i otworzył laptopa. Po czym kliknął i obrócił go tak, abym mogła zobaczyć to, co pokazało się na ekranie.
– Iza! – wymsknęło mi się z zaskoczeniem. – Z facetem! I… O!
Widniało tam ogromne zdjęcie rozradowanej Izuni z jakimś wymoczkowatym okularnikiem. I krótki, pełen entuzjazmu wpis.
– Najnowsza fotka na jej koncie facebookowym. Zakochana, zaręczona i spodziewająca się dziecka – chyba przy ostatnich słowach głos mu trochę zadrżał. Pochylił głowę, zatapiając palce we włosach i ponuro gapiąc się na monitor. Takiego Javiera jeszcze nie widziałam.
– Kariera modelki weźmie w łeb – wyszeptałam zaszokowana. A więc śledził jej wpisy? I właśnie to przeczytał, gdy grzebał w komórce. Nic dziwnego, że tak nagle popsuł mu się humor.
– Wiedziałaś? – spytał nieoczekiwanie.
– Coś podejrzewałam – odparłam zgodnie z prawdą.
– Dlaczego nic nie powiedziałaś?
– Bałam się, że jak umrą twoje nadzieje na świetlaną przyszłość z moją kuzynką, to mnie ukatrupisz i zakopiesz pod palmą. Przynajmniej na początku. Poza tym, miałam rozwodzić się na temat wszystkich moich przeczuć?
– Może.
– Nie martw się – stanęłam za jego plecami, kładąc dłonie na barczystych ramionach. – Poznasz następną Bellę i będzie dobrze. – Tu zabolało, bo gdzieś tam majaczyła nieśmiała nadzieja, że to mogłabym być ja.
– Może.
– Zaciąłeś się?
– Nie. Zastanawiam się… – Nieoczekiwanie chwycił moją dłoń, pociągnął i sekundę później siedziałam na jego kolanach. – Zastanawiam się, czy naprawdę jestem zmartwiony?
– Powinieneś być też zadowolony. W końcu możesz odesłać mnie do domu.
– Nie.
Zerknęłam na niego z obawą. Był taki spokojny, taki opanowany jak nigdy dotąd. Coś było nie tak jak powinno. Niby pogrążył się w smutku, ale tak nie do końca. Ten drapieżny błysk w oku… Zresztą, to chyba dobrze?
– To co ze mną zrobisz?
– Zastąpisz Bellę – wyszeptał mi na ucho.
Miał szczęście, że trzymał mnie w uścisku, inaczej z pewnością wydrapałabym mu oczy. To gnojek! Miałam być substytutem, pocieszeniem, czy może zemstą?
– Ty!… – Pocałował mnie, więc więcej nie zdążyłam powiedzieć. Ale jeśli sądził, że to załagodzi sprawę, to grubo się mylił. Zamieniłam się w coś wściekle ruchliwego, wiłam się, zaciśniętymi pięściami uderzając gdzie popadnie.
– Oszalałaś kobieto? – jęknął, gdy ugryzłam go w wargę. – Co cię napadło?
– Ty baranie! Skończony idioto! – Wyrwałam się w końcu z jego uścisku, stając obok, dysząca z wściekłości oraz gniewu. Wstrząsy wisiały dziś w powietrzu, ale to już było o wiele za dużo. – Ja ci dam zastępstwo!
– A! O to chodzi! – Nie rozzłościł się, ale roześmiał. – Daj spokój. Przecież wiem, że tego chcesz.
– Ja?!
– Umiem odczytać pragnienia kobiety.
O mało nie pękłam! Nadęłam się do tego stopnia, że miałam spore szanse unieś się kilka centymetrów w powietrzu. Dodatkowo pojawiła się irytacja, bo w sumie doskonale mnie rozszyfrował. Byłam nim zainteresowana i chciał to wykorzystać. O nie! Niedoczekanie twoje żołędny dupku!
– Nie! Wyjeżdżam, wypływam lub wylatuję. Cokolwiek. Nie dasz rady więzić mnie tutaj do końca życia.
– Dam. A na dodatek będę codziennie niecnie wykorzystywał – dodał z błyskiem w oku. – Na wszelkie możliwe sposoby w mojej sypialni.
– Javier!
– Nigdy nie pomyślałaś, że chciałbym zamienić Bellę na ciebie?
Znieruchomiałam, wybałuszając na niego oczy. Pomyśleć pomyślałam, ale czy powinnam do tego się przyznawać?
– Na mnie? Dlaczego?
– Bo do niecnego wykorzystania lepiej się nadajesz. No nie bij mnie już ma piękna – zręcznie zablokował mój cios. – Od samego początku wywołałaś chaos w mej duszy i ciele. To sprawiało, że kiepsko nad sobą panowałem. Wściekałem się, złościłem, ale nie potrafiłem zrobić ci krzywdy.
– Na samym początku nazwałeś mnie pokraczną czarownicą – odparłam z powątpiewaniem. – Czy tak wyrażasz swój podziw?
– No dobrze, nie od samego początku. Powiedzmy że od drugiego momentu. Jak podniosłaś się z wanny, ubrana tylko w pianę, z rumieńcem na twarzy i rozbawieniem w oczach.
– Byłeś wściekły – zaprotestowałam.
– A wiesz jak boli przyłożenie mokrym ręcznikiem?
– Chciałeś mnie zastrzelić! – przypomniałam sobie nagle.
– Bzdura. Sądzisz, że bym spudłował? Nie wymyślaj problemów tam gdzie ich nie ma.
– Nie zga…
– Dobrze – wstał, a potem objął mnie w pasie i podniósł. – Najpierw cię niecnie wykorzystam, a potem porozmawiamy.


17 komentarzy:

  1. Przerwałaś w jeszcze gorszym momencie Babeczko! Nie każ nam dłużej czekać.

    Ewa

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałaś nie kończyć w takim momencie :D
    Jak zawsze świetne. Czekam na dalszą część :)

    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie! W najlepszym momencie, tak się nie robi, to jest okrutne! Jak ja mam teraz zasnąć?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale nas rozpieszczasz, wczoraj cześć, dzisiaj następna.
    Tylko jak mogłaś przerwać w takim momencie? :)
    Nelusia

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh jak miło, że długo nie trzeba było czkać. Wielkie dzięki.
    Czekam z niecierpliwością na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niemal odkąd trafiłam na twojego bloga zastanawia mnie jedna rzecz. Kto jest autorem tych wszystkich rysunków?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko odpiszę: Wygrana skopiowana ręcznie z gazety. Krewny, Niekompletni, Pewnego... Spod ciebie... Historia... Pomyłka i Dżin są moje, z odległych czasów beztroskiej młodości :-)
      Za to wszystkie fotki z darmowych banków zdjęć.

      Usuń
    2. WOW... nie wiedziałam, że jesteś tak wszechstronnie uzdolniona!


      Usuń
    3. Bo ja wiem... Najlepsze szkice mi wychodziły kiedy byłam bardzo nieszczęśliwa. Znaczy się w miłości. Dlatego teraz nie rysuję, bo po pierwsze nie jestem, a po drugie nie mam na to czasu :-)))

      Usuń
    4. Ach, ten czas...

      Usuń
  7. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA *-*
    SUPER!
    i jak na razie tlyko to moge z sibie wykrztusic.
    Musze sie uspkoic.
    El diablo to tak naprawde jest...wooow
    Zaskoczyłas mnie tak, że az sama mogłam sie uniesc w powietrzu.
    SUPER

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak jutro będzie nastepna czesc to bede gotowa zrobic dla cb wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tylko nie w takim momencie :{(((((

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałaś tak nie robić !

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedy następna częsc?

    OdpowiedzUsuń
  12. Babeczka - królowa cliffhanger'ów :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy będzie następna część?!

    OdpowiedzUsuń