czwartek, 4 lutego 2016

Bo tylko czarne oczy... (IX)

Inwencja twórcza w opisywaniu głupot jakie popełnia główna bohaterka, wzbogaciła się tym razem o pomysł, jaki podsunęłam mi czytelniczka  Ikolac:-)))

link do części VIII - klik

           Bo tylko czarne oczy... (IX)
– Ty wyjść! – rozkazałam kucharzowi, wskazując palcem na drzwi. – Ja zostać i gotować! – Wzięłam garnek i wykonałam nad nim kilka zrozumiałych gestów. – A teraz won, bo cię siłą wyrzucę!
Najpierw był zdziwiony. Potem szeroko się uśmiechnął, wygrzebał z szuflady fartuszek, podał mi go jeszcze, coś tam szwargocząc, a później ku mojej nietajonej uldze, zniknął. Głęboko odetchnęłam i wzięłam się do roboty, najpierw badając zawartość szafek i lodówki. Po dwóch godzinach kuchnia przypominała stajnię Augiasza, ja opływałam potem, a na patelni skwierczał kawałek mięsa, który nawet przy najlepszej woli, trudno było nazwać apetycznym. Przez chwilę przyglądałam mu się nieufnie, potem przystąpiłam do przygotowania koktajlu, bo to całe gotowanie mocno mnie zmęczyło. Wciąż gapiąc się na patelnię, pstryknęłam włącznikiem, a wtedy z głośnym furkotem składniki wyleciały w powietrze zachlapując mnie i okolicę. Wrzasnęłam niecenzuralne słowo, z rozmachem rzuciłam za siebie ścierkę, którą trzymałam w dłoni i dopadłam piekielnego sprzętu, chcąc uratować sytuację. Po chwili odetchnęłam z ulgą, choć w zasadzie powinnam z rozpaczy wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy. Oparłam się o blat wyspy, otarłam pot z czoła, a potem podejrzliwie pociągnęłam nosem. Coś dziwnie pachniało. Rozejrzałam się po kuchni i mnie zamurowało. Cholerna ścierka trafiła prosto na gazowy palnik, z którego uprzednio zdjęłam gotujące się warzywa. Nie wyłączyłam go, bo chciałam jeszcze przyrządzić sos. Teraz w pobliżu kuchenki strzelały sobie wesoło w górę niewielkie płomienie, bo tuż obok stała spora ilość wszelakich papierowych pudełek. Jęknęłam i chwyciwszy to, co miałam pod ręką, usiłowałam ugasić pożar. Niestety, pod ręką miałam akurat mąkę. Z pozoru niewinną, pod warunkiem, że jej się nie rozpyla w powietrzu tuż nad źródłem ognia. Sypnęłam zdrowo, a płomienie strzeliły ku górze z większą siłą. Na dodatek cholerna kuchnia była rustykalna, z pięknymi blatami z litego drewna. Chyba bardzo stara, bo teraz to one zajęły się ogniem. Wrzasnęłam jeszcze głośniej, miotając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu jakiegoś dużego naczynia, w które mogłabym nalać wody. W ręce wpadł mi przybrudzony garnek, który pośpiesznie napełniłam i chlusnęłam tym na coraz szybciej rozprzestrzeniające się płomienie. W tym momencie wydarzyły się dwie rzeczy: do kuchni wbiegł kucharz wydając pełne zgrozy okrzyki i włączył się alarm przeciwpożarowy. Nie upłynęła minuta, a było po wszystkim, choć pomieszczenie przypominało teraz teren po przejściu klęski żywiołowej. Chłopak biadolił po swojemu, ja stałam głośno dysząc, brudna i mokra, z chaosem w sercu i umyśle. A wisienką na torcie było wejście Javiera, który zamarł w progu, a oczy o mało co nie wyszły mu z orbit.
– Co to ma znaczyć? – wybełkotał. Milczałam, uznając, że lepiej będzie jak się nie odezwę. Omiótł wzrokiem kuchnię, a potem wbił go we mnie. W zasadzie powinnam była okazać odrobinę przyzwoitości i pójść się od razu utopić. W zamian za to wyłamywałam palce, starając się wyglądać jak skrzywdzone niewiniątko.
– Ty?! – ryknął znienacka Javier. – Ty!...
Nie ukatrupił mnie od razu. Posapał tylko przez dłuższą chwilę, budząc przerażenie wśród pojawiającego się personelu. Nadal milczałam, zerkając na niego spod opuszczonej głowy. W tej sytuacji kłótnia nie była wskazana. No i romantyczną kolację mogłam sobie darować…
– Marsz do mojego gabinetu! – warknął Javier, wskazując na mnie. – Ale już! Jak nie posłuchasz, to cię tam zawlekę za włosy!
– Troglodyta – mruknęłam pod nosem, lecz bez sprzeciwu podążyłam za nim. Po drodze zostawiałam mokre plamy i gubiłam resztki koktajlu. Javier z hukiem trzasnął drzwiami, a potem usiadł przy potężnym, mahoniowym biurku. Wbił we mnie rozwścieczony wzrok, z całej siły zacisnął zęby i gapił się tak przez bardzo długą chwilę.
– No co? – odezwałam się w końcu, podchodząc bliżej i zajmując miejsce naprzeciwko. Z głośnym plaśnięciem spadł na podłogę kawałek jakiegoś owocu, ale udałam, że tego nie zauważam.
– Powiedz mi do cholery, co tam robiłaś?
– Przygotowywałam kolację. Romantyczną i elegancką, żeby cię przeprosić.
– Podpaliłaś zabytkową kuchnię! Mało brakowało, a puściłabyś z dymem dom wart kilka milionów dolarów! – ryknął, waląc pięścią w blat.
– Kilka milionów? – rozejrzałam się dyskretnie. – No patrz, nie powiedziałbym.
– Masz się trzymać z daleka od kuchni, salonu, masz w ogóle nie wychodzić ze swojego pokoju! Nawet na plażę! – wrzeszczał dalej. – Jak nie posłuchasz to cię przywiążę do łóżka! Zrozumiałaś?!
– Nie! – odwrzasnęłam, nagle równie jak on rozzłoszczona. Zerwałam się z miejsca, z rumorem odsuwając krzesło. – Trzymasz mnie wbrew mojej woli, bo realizujesz jakiś durny plan zalotów. Nie wpraszałam się tutaj, co więcej proponowałam inne rozwiązanie, ale ty się uparłeś, abym została! Więc będę chodziła do kuchni, do salonu, po całej wyspie, wzdłuż i wszerz! Zrozumiałeś?!
– To nie była prośba, a rozkaz!
– W dupie mam twoje rozkazy!
– Ach tak?! – Też zerwał się z miejsca, a okrążywszy stół, zbliżał się teraz do mnie z złowróżbną miną.
– Właśnie tak! A jeśli sądzisz, ze się ciebie boję… – przezornie cofnęłam się, ale Javier nie odpuścił. W końcu uderzyłam plecami o twardą ścianę.
– Może powinnaś? – warknął. Stał tak blisko, że bez problemu mogłam zobaczyć każdy, nawet najdrobniejszy detal jego twarzy. I wściekłość malującą się w ciemnych oczach. Może miał rację, że powinnam się zacząć bać, ale nie o tym teraz myślałam. Przechyliłam głowę na bok, zafascynowana jego bliskością, bardziej przerażona własnymi uczuciami niż jego groźbami.
– Dlaczego nie odstawisz mnie do domu? – spytałam cicho, unosząc dłoń i dotykając smagłego policzka. – Przecież to byłoby najprostsze rozwiązanie. Izą nie musisz się martwić, nic bym nie powiedziała.
Na dobrą chwilę go zatchnęło.
– Bo… – zaczął raptownie i równie nagle umilkł. – Bo…
– No właśnie. Bo?
– Bo… Jasna cholera, jeszcze mam się tłumaczyć?
Uśmiechnęłam się figlarnie, wodząc opuszkiem palca po jego wargach. Dziwne, ale nie zaprotestował, gapił się na mnie tylko bez słowa, oddychając coraz szybciej, jakby nagle znalazł się na jakimś pieprzonym maratonie.
– Naprawdę chciałam przygotować dla ciebie kolację w ramach przeprosin – wyszeptałam. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wyszło tak, jak zaplanowałam i czuję się z tego powodu winna. Jedyne co mogę zrobić, to dać słowo, że przez pozostałe siedem dni będę cię unikała ze wszystkich sił. To nie powinno być trudne, wyspa jest wystarczająco duża, dom także. Chcesz tego?
– Tak – potwierdził, lecz dziwnie niepewnie. Widać było rozkojarzenie w czarnych oczach. Oparł się obiema dłońmi o ścianę, pochylając nade mną, a ja położyłam dłonie na jego piersi i odważnie spojrzałam w górę.
– Dobrze. Od dziś żadnych głupich pomysłów, dyskusji, kłótni, przypadkowych lub nieprzypadkowych spotkań. Będę nuda aż do granic moich możliwości.
– Akurat tego nie potrafię sobie wyobrazić – uśmiechnął się. – Ty, nudna?
– Zajmę się Puszkiem, będę chodziła na samotne spacery, wzdychała do księżyca i marzyła o upojnym seksie na plaży.
Przy ostatnich słowach, przestał się uśmiechać. No i w końcu mnie pocałował. Dopiero gdy poczułam smak jego warg, uzmysłowiłam sobie jak bardzo za tym tęskniłam. Początkowo niepewny pocałunek, po chwili zmienił swój charakter. Całym ciałem przycisnął mnie do ściany, unieruchomił moje ramiona i całował mnie coraz mocniej, coraz brutalniej, jakby dopiero co odkrył, jak bardzo jest spragniony tej bliskości. A ja nie protestowałam, tylko przymknąwszy powieki, oddałam ten pocałunek z taką samą tęsknotą, z tym samym głodem, który wyczuwałam i w nim. Kto wie, czy nie skończyłoby się to tym upojnym seksem na plaży, gdyby nie radosny kobiecy głos, który nagle rozległ się przed drzwiami gabinetu. Javier błyskawicznie odskoczył w tył, a potem szpetnie zaklął. Nie wiem tylko czy z powodu tego, że nam przerwano, czy tez nagle uzmysłowił sobie, co zrobił.
– To ta od akcji z Puszkiem? – spytałam rozżalona.
– Clarisa? Tak. – Javier z roztargnieniem spojrzał na swoje ubranie. Bliższy kontakt ze mną pozostawił wyraźne ślady.
– Powinnam spuścić na nią jakiegoś tygrysa – mruknęłam, a on zaczął się nieoczekiwanie śmiać. Nie przerwał nawet wtedy, kiedy jego eks pewnym krokiem weszła do środka, obrzucając nas zdumionym spojrzeniem.
– Co tu się stało? Dlaczego jesteście tacy brudni?
– Julia podpaliła dom – odparł krótko, tłumiąc kolejny napad śmiechu.
– Nie dom, a kuchnię – sprostowałam, nieznacznie przesuwając się w kierunku drzwi.
– Jak to? – Clarisa załamała obie dłonie w geście rozpaczy. Trzeba przyznać, że w dziennym świetle wyglądała jeszcze lepiej niż tamtego wieczoru. Sama bym się za nią wydała, gdybym była facetem i miała fujarkę… Moje rozmyślania przerwał głośny huk i wrzask, bo Clarisa poślizgnęła się na kawałku banana, który odpadł od mego ubrania. Na więcej nie czekałam, tylko umknęłam do sypialni. Prosto do wanny. Dopiero gdy leżałam w pachnącej czymś egzotycznym wodzie, przypomniałam sobie pocałunek. Z żalem pomyślałam, że chcę więcej. Wszystkiego. Pocałunków, pieszczot, seksu. I jeszcze więcej. Miłości. A to było prawie niemożliwe, bo pasowaliśmy do siebie jak pięść do nosa. Rozżaliłam się. Co za cholerny pech! A Clarisę muszę czym prędzej przegonić. Tygrysa tu nie ma, Puszka nie będę więcej narażać na stresy, ale są przecież palmy z całą masą orzechów kokosowych…

link do części X - klik

15 komentarzy:

  1. Mało i nie śmiesznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa mało! Chcę więcej! Najpierw Titanic teraz to... dobry dzień muszę przyznać. Uzalezniam sie od tych Twoich opowiadań, co chwilę sprawdzam czy jest nowy rozdział :D
    S.

    OdpowiedzUsuń
  3. No w końcu! Już myślałam, że ciągle będą skakać sobie do gardeł :D

    OdpowiedzUsuń
  4. troche sie boje co zrobisz z tymi kokosami :)
    i szkoda ze kury nie probowalas zabic, biegajacej i skaczacej
    podpalenie kuchni tez niezle, trzeba bylo rozgrzac olej i polac go woda, wybuchbylby lepszy :) albo zalac ogien olejem, choc wtedy bys mogla calosc pusic w powietrze bardziej
    ach zobaczymy poczytamy ;) nadla nie spiesz sie z koncem

    OdpowiedzUsuń
  5. Uzyj kokosow to jest znakomity pomysl, czekam na ciag dalszy

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy bd ciąg dalszy Głupstwa ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, kiedy? ;-)

      Usuń
  7. Babeczko, wspaniale. Życzę Tobie weny i czekam z niecierpliwością na koleją część :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko pięknie tylko dlaczego tak mało? Całe dnie i noce czekam na kolejne części, które okazują się zbyt krótkie aby zaspokoić moją ciekawość i wyobraźnię :(. Mam cichą nadzieję, że stworzysz więcej wspólnych scen rozgrywających się między głównymi bohaterami. Sama historia to miodzio, jak dla mnie najlepsza, którą do tej pory stworzyłaś. Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kazda jest najlepsza dopóki dopóty nie pojawi sie nastepna ;D ;)

      Usuń
  9. Prawde mówiąc to tak jak kocham wszystkie twoje opowiadania, a ta historia od początku wciągnęła mnie niesamowicie, tak teraz mam wrażenie, że troche ją przekombinowałaś a z głównej bohaterki robisz troszke desperatke. Być może to tylko moja opinia, ale pamiętaj żeby zachować umiar :* pozdrawiam cieplutko Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wlasnie... strasznie mało ledwo 2 scenki (jak dla mnie) supi i smieszne ale no...mało ;-; a potem czekac 3 dni na następną część

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję ze to opowiadanie szybko się nie skończy, kocham "Cale zdanie nieboszczyka" wiec ta historia wybitnie przypadła mi do gustu ;) Bohaterka jest genialna, jeszcze dużo namiesza w tym raju, prawda? Babeczko, liczę na mały prezencik urodzinowy w postaci kolejnej części dziś wieczorem. Całusy, Natalia

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak tylko nierozumiem tego że bohaterka nie chce sie zakochiwac w javierze itd ale jednoczesnie caly czas obmysla jakies akcje zeby go przy sobie zatrzymac. Moim zdaniem jezeli kobieta nie chce sie zakochiwac to unika obiektu westchnien, a nie podwojnie o niego walczy. Zrób mozr cos zeby tym razem El Diablo troche powalczył ;)

    OdpowiedzUsuń