piątek, 29 stycznia 2016

Bo tylko czarne oczy... (VII)

Dostajecie w zasadzie tyle, ile mam napisane. Od razu powiem, że nie wiem, ile będzie części. Tyle ile wyjdzie. Mam dużo scen, których jeszcze nie wykorzystałam, dopiero będę je wplatała w całość. Dzięki za zwracanie uwagi na błędy, staram się poprawiać je na bieżąco. A tak ogólnie, to pisanie tego opowiadania sprawia mi dużo frajdy :-) 
PS. Obrońcy praw zwierząt, proszę, nie bijcie ;-)

link do części VI - klik

            Bo tylko czarne oczy...(VII)
– Ale dlaczego? – zdumiałam się niepomiernie. – Przecież wyjątkowo byłam grzeczna.
– Roberto jest zaręczony.
– No patrz! A nic nie wspominał!
– Teraz już wiesz.
– To po cholerę targasz mnie do pokoju? Wystarczyło poprosić na słówko i wyjaśnić. Zajętych nie tykam.
– Dlaczego? – Postawił mnie w końcu na ziemi, więc natychmiast zajęłam się poprawianiem odzieży i fryzury.
– Pół światu jest tego kwiatu – zacytowałam cynicznie. – Jak mnie zamkniesz, to ucieknę!
Zmierzył mnie wzrokiem, mrużąc oczy. Wchodząc do sypialni, złapał mnie za przegub dłoni, ciągnąc za sobą. Zatrzasnął drzwi. Skamieniałam, gdy nadal mnie trzymając, zaczął odpinać pasek od spodni.
– Co ty robisz? – jęknęłam, energicznie się szamocząc.
– Muszę cię związać.
Tylko to? miałam już na czubku języka. Lecz nagle dotarł do mnie sens jego słów. No co za palant! Tam taka impreza, a ja mam tu leżeć, przykuta do kaloryfera, z taśmą klejącą na ustach, nie mogąc złapać oddechu, roniąc łzy…
– Nie! – wrzasnęłam pełną piersią, po czym z całą siłą wdepnęłam obcasem w jego stopę. Dla towarzystwa wrzasnął i on. Gdybym celowała w tę zranioną postrzałem, od razu byłoby po sprawie, a tak tylko mocniej ścisnął moje ramię, patrząc z prawdziwą furią w oczach.
– Bo poprawię! – zagroziłam, od razu przystępując do zmasowanego ataku. W efekcie mego wicia się w amoku, kopania, drapania i wymachiwania nogami, znalazłam się plecami na łóżku. Javier siedział na mnie okrakiem, łapiąc oddech i w stalowym uścisku unieruchamiając moje ramiona.
– Kretyn z ciebie – powiedziałam z goryczą. – Najpierw każesz się przygotować na przyjęcie, potem targasz mnie tutaj siłą i bijesz. Na dodatek bez powodu.
– Nie uderzyłem cię – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Ale ty mnie owszem.
– Puszczaj! Teraz i tak nie wrócę do gości. Zobacz jak wyglądam!
Pochylił się tak nisko, że poczułam ciepło jego oddechu. Oczy miał ciemne, prawie czarne, pot perlący się na czole, usta wykrzywione w dziwnym grymasie.
– Pięknie, zbyt pięknie – wyszeptał, a mnie serce podeszło do gardła. I nie o wypowiedziane słowa chodziło, a o hipnotyzujące, pełne ukrytych pragnień spojrzenie Javiera. Chciałam przypomnieć mu o Izuni, ale nagle zaschło mi w ustach i nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani słowa. Stan nieco obcy mej duszy. Na dodatek serce całkiem zwariowało, osiągając chyba z tysiąc uderzeń na minutę, a całe ciało oblał trudny do opisania żar. Też stan obcy mej duszy. Należało więc szybko coś z tym zrobić.
– To mnie w końcu pocałuj! – zażądałam stanowczo. Sądziłam że Javier się ocknie, że zmieszany bąknie coś na przeprosiny i czym prędzej się ewakuuje. A ten drań naprawdę mnie pocałował! Przylgnął ustami do moich warg, wsunął język pomiędzy zęby, potem głębiej i bardziej władczo, jakby to co robił, to co brał, po prostu mu się należało. Powinnam być oburzona, ale w zamian za to przymknęłam oczy, delektując się tym pocałunkiem,  delektując się jego smakiem, jego siłą, podnieceniem promieniującym gdzieś z okolic brzucha, a powoli opanowującym całe ciało. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak obezwładniającej siły pożądania. Co tu dużo ukrywać, pomimo kilku nieudanych związków oraz przelotnych znajomości, byłam w tych tematach bardzo niedoświadczona. Tylko raz zdecydowałam się na coś więcej niż pocałunek. Ten byłby drugi, gdyby Javier nagle nie przerwał, nie uniósł głowy i nie zapatrzył się na mnie, niczym ciele na malowane wrota.
– Ocknąłeś się – podsumowałam z żalem. – To teraz mnie puść i ze mnie zejdź.
Zrobił to bez słowa, z wyjątkowo głupią miną. Był najwyraźniej zmieszany, zakłopotany, ale jednocześnie pełen triumfu. Pierwsze dwa uczucia rozumiałam, ale trzecie?
– No i wynocha! – rozzłościłam się nieoczekiwanie. Stanęłam tuż obok niego i tupnęłam rozkazująco nogą. – Wynocha!
– To mój dom.
– Ale moja sypialnia!
– Rozumiem! – Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Jesteś zła, bo chciałabyś więcej.
To nie było pytanie, a stwierdzenie. Za które mógł przypłacić zdrowiem, a nawet życiem. Chwyciłam stojący w pobliżu świecznik, ale zanim zdążyłam wykonać zamach, Javier umknął, nadal się śmiejąc. Sapnęłam oburzona, gdy zatrzasnął za sobą drzwi, a potem z impetem usiadłam na łóżku.
No co za skurczybyk! Zrzuciłam z siebie kieckę, z furią potargałam włosy, a potem dla ukojenia napiłam się wina, siadając na parapecie i wpatrując się w gwiaździste niebo.
Bo jak zasnąć, kiedy z ogrodu dobiegały odgłosy zabawy, a ciało ogarnęła trudna do opanowania tęsknota? Przesunęłam opuszkiem palca po ustach. To był cudowny pocałunek, inny niż jakikolwiek przedtem. Smaku gorących warg Javiera nie zagłuszył nawet cierpki aromat alkoholu. Może powinnam spróbować z czosnkiem? pomyślałam ponuro. Albo z cebulą. Potem puknęłam się w czoło.
– Julia? – Ktoś głośno załomotał w drzwi sypialni. No tak, Camila, moja dobra wróżka.
– Minęła północ, kopciuszek wrócił do siebie – odezwałam się z goryczą, otwierając i wpuszczając ją do środka. – Za chwilę idę spać.
– Nie możesz – zaniepokoiła się, podnosząc moją sukienkę z podłogi. – Właśnie pojawiła się ostatnia dziewczyna Javiera, która nadal ma nadzieję, że on się z nią ożeni.
– No to co? – wzruszyłam ramionami. – Niech się żeni.
– Julia! Nie cierpię tej rozpieszczonej, samolubnej i bezdusznej kretynki. Błagam! Ubierz się i wracaj ze mną.
– Fryzura mi się zepsuła – oznajmiłam grobowym tonem.
– W tych rozpuszczonych, odrobinę potarganych lokach jest ci do twarzy.
– Zmyłam makijaż.
– Co za różnica. Wystarczy przypudrować nos i musnąć usta pomadką.
– Jestem pijana.
– Nie widać. No, daj spokój, przecież nie chcesz, by Javier spędził z tą małpą noc.
Hę? Podniosłam czujnie głowę. Noc? Z inną?
– Masz na myśli, że powinnam pilnować własności mojej kuzynki? Znaczy się, jej narzeczonego?
– Coś w tym rodzaju – Camila zrobiła dziwną minę. – Ubierz sukienkę. I gdzie masz buty?
Lecz mnie nie w głowie były takie detale. Prychnęłam jak rozzłoszczona kotka. Najpierw mnie całował, a teraz chce się zabawiać z inną? Niedoczekanie, oj, niedoczekanie! Ruszyłam z kopyta, nie bacząc, że mam na sobie jedynie jedwabną koszulkę nocną, bose nogi i potargane włosy. Alkohol i chaos w duszy dały ciekawy efekt w postaci łagodnego szału. Łagodnego na razie. Jeśli zastanę Javiera z sypialni z obcą babą, to nie odpowiadam za siebie! Zemszczę się! Za Izę, której i tak pewnie to wisiało, i za własne zawiedzione nadzieje. I za świętej pamięci Puszka, który stał się mimowolną ofiarą tego porwania.
Po krótkiej chwili, gdy Camila już dawno zgubiła mój trop, znalazłam ich na uboczu. Stali przy drzewie, tuż pod tarasem, na którym się znajdowałam. Ona oparta o nie plecami, on tuż obok, stanowczo za blisko, z dłonią pieszczącą jej ramię. Coś tam sobie szeptali przyciszonymi głosami. Zgarbiłam się, zacisnęłam pięści i sapnęłam z oburzenia. Oświetlenie było na tyle dobre, bym mogła stwierdzić, że mam do czynienia z niezwykle urodziwą parą. I w życiu nie widziałam tak pięknej kobiety. Może Iza mogłaby z nią konkurować, ale na pewno nie ja. Ta konkluzja dodatkowo popsuła mi humor.
Wtedy, tuż za moimi plecami rozległo się cichutkie miauknięcie. Puszek numer dwa ochoczo wskoczył w moje ramiona, więc odruchowo zaczęłam drapać go za uszkiem. Przy tym nie odrywałam wzorku od coraz bardziej migdalącej się pary. Aż dziw, że nie słyszeli zgrzytu moich zębów. Potem ujęłam Puszka w obie dłonie i z powagą spojrzałam w zmrużone po kociemu oczy.
– Mam dla ciebie misję – oświadczyłam poważnie. – Wymagającą wrzasków i użycia pazurów. Nie zawiedź mnie, dobrze? W zamian za to zabiorę cię jutro na kocią ucztę z waleriany.
Wychyliłam się i spuściłam mruczącego kota, na głowy niczego nie spodziewającej się pary. Puszkowi oczywiście nic się nie stało, ale liczyłam na efekt zaskoczenia. W zasadzie chciałam ich jedynie przepłoszyć, lecz kocur był lepszy. Wczepił się pazurami w wytworną fryzurę brunetki i za nic nie dawał się stamtąd zrzucić. Syczał i parskał, baba krzyczała co sił w płucach, a osłupiały Javier stał obok, niezdarnie usiłując temu zaradzić. Nic dziwnego, widok miotającej się oblubienicy, z czymś puszystym i żywym na głowie, był niezapomniany. Dookoła zaczęli pojawiać się inni goście, Puszek dalej odwalał przedstawienie, miaucząc coraz groźniej, a na dodatek za nic nie dając się usunąć. Chyba że razem z włosami, w które się wczepił. Zachichotałam, z rozczuleniem myśląc, że jak nie lubię kotów, to tego chyba adoptuję i będę wielbić po kres jego kociego życia. Spisał się na medal! Potem szybko musiałam się schować, bo Javier, tknięty chyba jakimś przeczuciem, spojrzał w górę. Na szczęście byłam szybsza. Z niewinną miną zbiegłam po schodach i znalazłam się w samym centrum wydarzeń.
– Puszek, kici, kici – zawołałam przymilnym tonem. Kot umilkł, a potem zeskoczył prosto w moje ramiona z pełnym pretensji miauknięciem. Cholera, chyba naprawdę mnie polubił! Za to brunetka wdzięcznie zemdlała, co chyba miało pokazać, jak bardzo była wstrząśnięta tym zamachem. Jakiś siwawy facet trzymał ją w ramionach, a dwie podstarzałe i wyfiokowane strachy na wróble, usiłowały ją ocucić.
– Co to u diabła ma znaczyć?! – wysyczał wściekłym głosem Javier, brutalnie chwytając mój łokieć. – Coś ty znowu wykombinowałaś?
– Broń zoologiczna – wymsknęło mi się. – Nowa odmiana. Koty tresowane w przepłaszaniu rywalek.
Zatkało go. Kilka osób, które słyszało moje słowa, zaczęło dziwnie się uśmiechać.
– Jaka znowu broń? Jaka rywalka? Twoja?
– Nie, Izy – odparłam z godnością. – Sam mówiłeś, że o rodzinne interesy należy dbać.
– Rzucając kotem przez balkon?!
– To była akcja dywersyjna uzgodniona z Puszkiem. W nagrodę dostanie waleriankę…
– Nie! Ja kurwa naprawdę nie wytrzymam! – wrzasnął, gwałtownie mną potrząsając. – Gdzie jest moja broń? Ukatrupię cię wredna babo! Bez względu na pokrewieństwo z moją przyszłą żoną!
– Zachowuj się El Diablo – skarciłam go łagodnie. – Ludzie patrzą.
Zrobił się tak purpurowy, że nawet przez moment przestraszyłam się, iż dostanie ataku apopleksji. Potem uznałam, że mimo wszystko jest na to za młody. Nabrał powietrza, aż mu się policzki wydęły i z wściekłością zaczął mnie ciągnąć w kierunku domu. Po raz drugi tego wieczora, ale tym razem chyba raczej mnie nie pocałuje, pomyślałam smętnie. Szkoda. Pocałunek mi się spodobał.
– Co chcesz ze mną zrobić? – spytałam z ciekawością.
– Pokroję cię i upchnę w lodówce.
– Zapasy jak znalazł – odparłam pogodnie, ani trochę nie przestraszona jego gwałtownością. – Z pupy taka szyneczka wyjdzie, że ho, ho!
– Przestań do jasnej cholery! Musisz mnie dodatkowo irytować?
– Sam zacząłeś.
– I co ty w ogóle masz na sobie? Musisz się pokazywać ludziom na wpół naga?! – darł się coraz głośniej. Gdy znaleźliśmy się w salonie, puścił mnie i dopadł barku, wygrzebując z niego butelkę bursztynowego płynu. Szklanki już nie szukał, golnął sobie z gwinta. Patrzyłam z podziwem, bo wytrąbił tak prawie pół flaszki. Potem znów poczerwieniał i zaczął głośno kasłać.
– Nic ci nie jest? – spytałam zaniepokojona, odkładając Puszka na kanapę i podchodząc bliżej.
– Trochę… to… ostre… – wykrztusił, z trudem łapiąc powietrze. Oczy miał załzawione, dłonie mu drżały, nogi chyba też, bo z impetem usiadł na stojącym w pobliżu fotelu. 

link do części VIII - klik

23 komentarze:

  1. Puszek najlepszy przyjaciel człowieka <3 Akcja jak ta lala

    OdpowiedzUsuń
  2. prima sort <3 jesteś wielka. czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Puszek jest cudowny! :p
    Dziękuję, że dodałaś rozdział, jesteś cudowna! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe co by powiedziała Iza ....

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam to przy znajomych... Jak zaczęłam płakać ze śmiechu zapytali z czego się tak cieszę. Odpowiedziałam tylko: Puszek... No i teraz patrzą na mnie jak na niespełna rozumu :D
    Rozdział wspaniały jak zwykle :) Kiedy kolejny ???

    OdpowiedzUsuń
  6. Puszek mistrz świata i okolic😁 sama zrobiłam kiedys cos takiego hehe co prawda mialam wtedy moze 11lat ale akcja byla przednia, z tym ze Drapcio nie byl zachwycony i dotkliwie mnie podrapal spadając w dol😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Ci bardzo za to, ze dziś dodałaś, czekałam na ten rozdział i czekam na inne, jesteś cudowna! :) Mam nadzieję, ze następny pojawi się już jutro, ze codziennie będziesz robić nam takie niespodzianki.
    Masz takie lekkie pisanie, czyta się to bardzo przyjemnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekałam i jest! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobne trochę do "Wygranej "

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaorałaś Puszkiem Babeczko 😂

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaa Puszek jest cudowny ♥♥ kiedy nastepna czesc ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Z niecierpliwością czekam na kolejną część :-):-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz może Babeczko czy strona annavaletta.com jest naszej Ani?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, trzeba się spytać :-)

      Usuń
    2. Raczej tak skoro można z niej przejść na jej profili fb ;)

      Usuń
  15. Kiedy VIII część?💗

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy będzie kolejna część? :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Babeczki kiedy kolejna część tego fantastycznego opowiadania? XD

    OdpowiedzUsuń
  18. Może by tak kolejna część dzisiaj? Taki prezencik z okazji urodzin wiernej czytelniczki :) Pozdrawiam Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spóźniona acz szczere życzenia urodzinowe :-) Niestety nie miałam nawet okazji, aby przez ostatnie dni otworzyć komputer. Dziś wieczór maluchy grzecznie śpią, więc korzystam...

      Usuń
  19. Babeczko, piszesz naprawdę świetnie, nie każ nam tyle czekać, dodaj następną część albo chociaż informuj o postępach bardzo prosze

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.