środa, 27 stycznia 2016

Bo tylko czarne oczy... (VI)

Ciężko, oj, ciężko! Małemu rosną górne siekacze i nawet nurofen daje mizerne skutki. To jest dziś pierwsza chwila, gdzie mogę sobie usiąść w spokoju, wypić herbatę i otworzyć kompa :-)

link do części V - klik

            Bo tylko czarne oczy... (VI)
Jednak ciężko było zapomnieć, o tym co zaszło. Rany! On naprawdę chciał mnie pocałować! A ja zachowałam się niczym kretynka stulecia. Chociaż może byłoby gorzej, gdybym się zgodziła? Zadumana usiadłam na parapecie okna w swojej sypialni. Sprawy jak widać odrobinę się skomplikowały. Ja i Javier? Poczerwieniałam, czując jednocześnie jak moje serce przyspiesza do szalonego galopu, jak miękną mi kolana. Nie lubisz brunetów, nie lubisz! powtarzałam sobie rozpaczliwie w myślach, zaciskając dłonie w pięści. Poza tym skąd pewność, że z jego strony to nie kaprys? Że nie działał pod wpływem impulsu? Przecież wielokrotnie słyszałam, jak deklarował wielką miłość wobec Izuni.
– Powinnaś wziąć się w garść. I to możliwe szybko, zanim… – zamilkłam. Bałam się wypowiedzieć na głos myśli, które właśnie pojawiły się w mojej głowie. Żadnych pocałunków, żadnych marzeń, żadnych głupot. Bo moje szare życie zmieni się na dodatek w nieszczęśliwe. W każdym bądź razie zakochanie się w przyszłym narzeczonym kuzynki, osobniku o z pewnością krwawym życiorysie, który na dodatek już raz groził mi bronią, byłoby strasznie nierozsądne. Głupie. Durne. I takie tam.
Znałam tylko jeden sposób opanowania chaosu. Ukradkiem wymknęłam się z pokoju, podążając do salonu, i tam splądrowałam suto zaopatrzony barek. Zanim ktokolwiek mnie zauważył, wróciłam z powrotem do sypialni z kilkoma flaszkami różnych alkoholi w objęciach, zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie zdążyłam wypić nawet pierwszego kieliszka upatrzonego wina, gdy rozległ się głośny, pełen ciekawości głos Camili.
– Julia? Otwórz, proszę. To ja!
Niezadowolona wpuściłam ją do środka, starając się przy tym wyglądać na zmęczoną. Może zauważy, pojmie aluzję i da mi spokój?
– Kochanie, kiepsko wyglądasz – rozczuliła się, a ja zrobiłam jeszcze bardziej zabiedzona minę. – A dziś wieczorem przyjęcie. Musisz wyglądać przepięknie, aby wszystkie twoje rywali zzieleniały z zazdrości.
– Jakie rywalki?
– W końcu ukażesz się u boku Javiera.
– Po co? – spytałam krótko, bo naprawdę przestało mi się to wszystko podobać.
– Widać opatrzność ma w tym jakiś cel. – Camila nieoczekiwanie poweselała. – Nie mów, że nie masz ochoty, aby wodził za tobą zachwyconym wzorkiem?
– Ale po co? – Tym razem to był jęk. – Przecież ma Izunię.
– Jedno słówko i albo znikam, albo udzielam ci pomocy. Ty decydujesz.
No i masz babo placek. Spojrzałam tęsknie w kierunku trunków stojących na komodzie, potem na uśmiechniętą Camilę, przypomniałam sobie wyraz twarzy Javiera, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i znów pojawiła się chęć, aby go zaskoczyć. Aby udowodnić mu, że nie jestem pokraką, chociaż dobrze wiedziałam, że teraz już tak nie myśli. Pokraki by raczej nie usiłował pocałować. Chyba.
– To już lepiej zostań – powiedziałam z niejakim oporem. – Tylko proszę, bez dziwactw. No i najpierw znajdę oraz nakarmię kota.
– Twojego pupila?
– Niezupełnie. – Jakoś nie miałam ochoty wyjaśniać, że Miguel rozsmarował Puszka po asfalcie. Biedny kocur, wiekowy był, nieruchawy i chyba mnie nie lubił, ale nie zasłużył na taki koniec. W ramach zadośćuczynienia musiałam zadbać o jego następcę.
– Dobrze, przyjdę za dwie godziny. Przygotuj się na prawdziwe szaleństwo!
Mało brakowało, a bym się wycofała. Szaleństwo! Niby co ona takiego planuje? Nie wystarczy kąpiel i wybór sukienki? Z ponurą miną pokiwałam głową i nalałam sobie jeszcze jeden kieliszek wina. Dla kurażu, a jakże!
Po przeszukaniu domu, bez specjalnego zapału ruszyłam w stronę zabudowań gospodarczych. Gdzież ten kot się podziewał? Zajrzałam w kilka kątów, obejrzałam sobie z daleka helikopter, smętnie dumając nad tajnikami pilotażu tego cuda, a potem przystanęłam zaskoczona. Drzwi, które dotąd pozostawały zamknięte, teraz były lekko uchylone. Zaciekawiona, podkradłam się na paluszkach i zajrzałam do środka. Panujący wewnątrz półmrok, nie od razu pozwolił mi na rozpoznanie stojącej tam motorówki. A więc miałam rację! pomyślałam triumfalnie. Potem moja radość zdechła, bo do morza było stąd dobre pół kilometra. Gdybym chciała uciec, musiałbym ją targać taki kawał drogi. Ciekawe jak? Chyba nie na własnych plecach? A tak w ogóle, co za idiota trzyma pływający środek lokomocji w jakiejś stodole, tak daleko od wody?
I to był ten moment, gdy na dobre zrezygnowałam z ucieczki. Pal licho egzamin, załatwię sobie zwolnienie, a teraz odpocznę, zregeneruję siły, poderwę Javiera… Puknęłam się w głowę z taką siłą, aż zabolało. I dobrze. Głupota powinna być bolesna.
Camila pozytywnie mnie zaskoczyła. Przygotowania zaczęły się od relaksującego masażu, który wykonała czarnooka, egzotyczna piękność. Zastanowiłam się, czy masowała również gospodarza i czy był to aby tylko masaż. Potem odpuściłam, zajmując się własnymi doznaniami. W dalszej kolejności zostałam poddana torturom przez manikiurzystkę, kosmetyczkę i fryzjera. Nawet nie pytałam, skąd się tu wzięli. Zresztą, to było przyjemne, raz w życiu zdać się wyłącznie na profesjonalistów. Z zadowoleniem obejrzałam schnący french, potem zerknęłam w lustro na to, co miałam na głowie, a co zasługiwało na fryzjerskiego Oscara. W dalszej kolejności była kiecka, buty oraz opadająca ze zdumienia szczęka Javiera.
– To ty? – spytał nieswoim głosem.
– Ano ja. Powinieneś poznać mnie po pupie, w końcu to jedyne co mam lepsze niż twoja Bella – odparłam złośliwie, pełna satysfakcji po osiągnięciu takiego efektu.
– Nie tylko pupę masz niezłą – pochylił się i szepnął. A potem bezczelnie położył rękę na mojej piersi, lekko ją ściskając. – Resztę także.
– Łapy precz, bo ci tu zrobię krwawy reality show! – warknęłam. Cały facet! Czy oni naprawdę zwracają uwagę tylko na te dwie rzeczy? Cycki i dupa! I po co były te wszystkie starania? Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek, wyciskania zaskórników? Wystarczyło przecież ubrać jedynie mocno wydekoltowaną kieckę…
Prychnęłam, lecz nie kontynuowałam tematu. Imprezę zorganizowano na zewnątrz, pod gołym niebem i było na niej grubo ponad sto osób. Większość z nich zerkała teraz z zaciekawieniem w naszym kierunku, więc nie wypadało się miotać, tylko szeroko uśmiechnąć.
Przyjęcie jak przyjęcie, głośne, eleganckie, z mnóstwem pysznego jedzenia, którego nie omieszkałam skosztować. Chociaż może to niewłaściwe słowo, bo godzinę później piłam w kuchni napar ziołowy na niestrawność przygotowany przez pokojówkę. Zapewniła że z pewnością pomoże, a ja pomstując na własne obżarstwo, czekałam na efekt. Jak już mi przeszło, to wróciłam w tłum gości, wyhaczając wzrokiem, co przystojniejszych osobników. Zwłaszcza jednego, wysokiego, smukłego bruneta, o nieco melancholijnym spojrzeniu. Javeira nie było widać, przepadł w tłumie, albo cholera wie, co robił innego. Wzruszyłam ramionami, kontynuując świeżo co zawartą znajomość z Roberto. Okazało się, że należy do rodziny Javiera, był kuzynem ciotecznym lub coś w tym rodzaju. Olałam to. Częstowałam się również szampanem, co niestety nie posłużyło mojej głowie i prawie czułam bąbelki musujące wewnątrz łepetyny. Na zewnątrz przejawiałam za to nadmierną wesołość oraz szczerość. W końcu Roberto wytwornie zaprosił mnie na przechadzkę przy blasku księżyca. Niestety, zbyt daleko nie uszliśmy.
– Co ty wyprawiasz? – syknął Javier, brutalnie ujmując mnie za łokieć.
– Niby co? – spojrzałam na niego zdziwiona. – Tylko dobrze się bawię.
– Bawisz?!
– Tak. Z twoim krewniakiem, o ile dobrze pamiętam. Roberto jest przystojny, dowcipny i stanu wolnego. Robię coś złego? O czymś nie wiem?
Spochmurniał jeszcze bardziej. No nie, naprawdę. O co temu bęcwałowi chodziło?
– Masz z tym skończyć.
– Bo co? – Tym razem to ja się zdenerwowałam. – Bo ty każesz? Już raz mówiłam i powtórzę: wsadź sobie swoje rozkazy wiesz gdzie!
– Ach tak? – Chwycił mnie za ramię, nie wiadomo dlaczego ciągnąc w kierunku domu.
– Puszczaj!
– Javier! – Tuż obok nas rozległ się niepewny głos Roberto. Stał, przestępując z nogi na nogę, takie jakiś dziwnie wystraszony. – Nie wiedziałem, że ona jest twoja.
– Nie jestem! – prychnęłam, oswabadzając się. – On chce się hajtnąć z moją kuzynką. I czasami usiłuje udowodnić jaki to z niego macho. Prawda wielki i groźny El Diablo? – dodałam z ironią. Jeden z panów poczerwieniał, drugi pobladł. Naprawdę, dlaczego u licha tak się go bali? Normalnie jakby nabijał służbę na pal, gwałcił i rabował. Plotka czyni cuda, uznałam w końcu.
– Spadaj, a ja tu sobie poflirtuję – dodałam. – Pocałunek w blasku księżyca, na rajskiej wyspie to jest to – westchnęłam rzewnie. W tym momencie Javier podniósł mnie i zarzucił sobie na ramię. Zrobił to tak, jakbym w ogóle nic nie ważyła.
– Wracaj do gości – rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać.
– Co za chamstwo! – warknęłam rozzłoszczona, waląc pięściami w jego plecy. – Fryzura mi się zepsuje! Roberto ratuj!
– To ja pójdę – bąknął tamten zmieszany. – Jak wrócisz, wybierzemy się na spacer.
– Co za przebrzydły tchórz! - pokazałam język plecom mojego niedawnego bohatera. – Gdzie mnie niesiesz paskudo jedna?
– Do pokoju. Masz szlaban na resztę wieczoru.
– Ale dlaczego? – zdumiałam się niepomiernie. – Przecież wyjątkowo byłam grzeczna. 

link do części VII - klik

26 komentarzy:

  1. "– Wracaj do gości – rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać." Nie pomyliłaś przypadkiem imion?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - rozkazał (Javier) Roberto (komu?czemu?) Poprawię, żeby zgrabniej zabrzmiało.

      Usuń
  2. ŚWIETNE tylko czemu tak krótko, wystarczyło mi może mniej niż 10 min, nie moge się doczekać następnej części, kiedy ją dodasz?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to opowiadanie. Uwielbiam kiedy facet jest zazdrosny. Mój niestety nie jest. Za to ja jestem cholernie ... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ubóstwiam to opowiadanie i Ciebie Babeczko również! :) Błagam o więcej! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA ;-;
    Ale super *-*
    Kiedy następna częśc? *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Prosimy o następną część Babeczko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne :D kocham kocham!!

    OdpowiedzUsuń
  8. I koniec? :c Teraz snuję domysły co będzie dalej... :) Cudowna jesteś. :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudo *.* uwielbiam Twoje opowiadania. Kiedy mozemy sie spodziewać kolejnej części? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Grrrr.... zawsze konczysz w najlepszym momencie;) Babeczko litosci, daj nacieszyc oczy slowami ktore przelewasz na ekran bo czujemy niedosyt;)
    P.S. na zabkowanie pomagal mojej corci dentinox N no i masowalam dziaselka;) i viburcol przeciwbolowo czopki (w skrajnych przypadkach)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znalazłam potworka w postaci "w każdym bądź razie" - piszemy albo "w każdym razie" lub "bądź co bądź", ale już na pewno nie łączymy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czekamy na kolejną część z niecierpliwością <3 Uwielbiam twoje opowiadania :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chce jescze xd

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuje Malutkiemu i mamie, nieprzespane noce człowiek chodzi jak zombi. Mój najmłodszy (z trzech) synuś ma 14 miesięcy, także wiem co to bolesne ząbkowanie i setki innych dolegliwości. Pozdrawiam i życzę zdrówka i dużo cierpliwości Wam obojgu. Gosia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Więcej, więcej! :(

    OdpowiedzUsuń
  16. o, juz szosta czesc a ja jeszcez nei komentowalm, zle ze mna :)
    zaczne od tego ze ciesze sie ze jestes zmeczona i ze wolno piszesz, przez to chyba masz wiecej czasu na przemyslenia, opowiadaniu wychodzi to na dobre, chyba ze miedzy czasie obmyslasz inne historie,a proza zycia pisze swoje scenatriusze,a to tylko taki przerywnik by nie zwariowac, nie koncz tego opowiadania za szybko, tzn nie rob z niego never-ending-story ale nie przyspieszaj zakonczenia jka to masz w bardzo wielu przypadkach(zwyczaju), bohaterrka super, choc by mogla jeszcze bardziej jadem kopac i doprowadzac otoczenie bardziej do rozpaczy ;D bylyo by zabawniej, super ze sie nie poddaje, jestem za zacietymi bohaterkami a nie pustymi workami, niech ona taka zostanie :) plissssss
    powodzenia z zabkujacym potworem :) jak dziasla mocno swedza to mozna gryzaka wlozyc do lodowwki(krotko zamrazarka) i slochodzinego podac dzieciakowi powinni pomoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie nie kończ za szybko Babeczko.

      Usuń
    2. trochę sarkazmu, ciętej riposty, dobrego i trafionego humoru czemu nie, ale ociekanie jadem...
      i potem mamy w życiu takie babo-potworki, które stale ociekają jadem i wnoszą niepotrzebną agresję do otoczenia

      bohaterka w tym opowiadaniu na początku mi się nie podobała - była zbyt ordynarna (teksty o śmierdzących stopach w wannie), teraz jest super - taka inteligentna złośliwość z humorem jest znacznie lepsza niż ociekanie jadem i zwykłe grubiaństwo :)

      Usuń
  17. 'Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek, wyciskania zaskórniaków?' chyba zaskórników ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć! Opowiadanie świetne, takie typowo babeczkowe ;) podziwiam cię bardzo, że masz czas (i ochotę!) przy dwójce dzieci usiąść i skrobnąć coś dla nas :) cieszę się z tego ogromnie ;) pozdrawiam serdecznie, Ola.

    OdpowiedzUsuń
  19. ja chce jeszcze;000000 aGata

    OdpowiedzUsuń
  20. Jesteś najlepsza, kiedy następny rozdzia ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części? Będziesz miała długą przerwę?

    P.S. Polecam gumowe gryzaki na ząbkowanie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej Babeczko :)
    Czyżbyś planowała na swoim blogu końcówkę "pl"? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie, bo babeczkarnia.pl to adres zajęty :( Robię stronę firmową, jak przyjdzie pora zdradzę więcej.

      Usuń