środa, 20 stycznia 2016

Bo tylko czarne oczy... (I)

Starym zwyczajem będę "ciągnąć" dwie sroki za ogon ;-) Czyli "Głupstwo" na zmianę z poniższym tekstem. Od razu odpowiem odnośnie "Onego" - mam problem z natchnieniem, gdzieś się ulotniło i nie chce wrócić. Mogę pisać, dlaczego by nie, akcję już rozplanowałam, ale nie potrafię uchwycić ulotnego napięcia pomiędzy głównymi bohaterami. A bez tego kicha wyjdzie, a nie przyzwoite opowiadanie.
Poniższy utwór jest lekki, odrobinę trąci o fantastykę (od razu dodam, że nie taką w dosłownym rozumieniu tego słowa) oraz stanowi idealne remedium na mój kiepski humor ;-D
Kolejne części 22, 24 i 26 stycznia. To tak z okazji zimowych wakacji.

            Bo tylko czarne oczy... (I)
Otworzyłam oczy i osłupiałam.
Nade mną czystym błękitem jaśniało niebo. Niby nic takiego, ale skąd u licha niebo w mieszkaniu i to po dwudziestej drugiej, w pochmurną, zimową nockę? Wtedy z lewej dobiegł do mych uszu dziwny dźwięk. Łypnęłam w tamtym kierunku, a tam wesoło pluskające fale uderzały o piaszczysty brzeg. Osłupiałam znacznie bardziej. A kiedy spróbowałam się poruszyć… Nic z tego, bo moje nogi i ręce skrępowano bez mała okrętową liną. Leżałam więc tak elegancko opakowana, w panice zastanawiając się, co to u licha znaczy? W dodatku odziana w nader wytworną odzież w postaci starego, kusego szlafroka z dziurami poniżej pleców, rozczłapanych kapci. Powiedzmy że poczułam się mocno nieswojo. Zdaje się też, że na głowie nadal miałam wałki założone po wieczornej kąpieli, a na twarzy pastę do zębów zasuszającą podłe, podstępne pryszcze.
Tylko gdzie ja u licha byłam i jak się tutaj znalazłam?
Ponieważ po lewej stronie miałam jedynie morze, zerknęłam na prawo. I zgłupiałam do reszty, bo okazało się, że leżę na plaży, u stóp parterowego budynku, na tarasie którego stało dwóch zawzięcie kłócących się mężczyzn. O palmach i innej bujnej, acz egzotycznej roślinności otaczającej tę budowlę nie wspominając. Zrobiło mi się nieoczekiwanie gorąco, ale zignorowałam to, przyglądając się nieznajomym. Jeden z nich, mały i chudy, z bujną rudą czupryną wyglądał na zakłopotanego. Drugi najwyraźniej był wściekły i to on wywrzaskiwał coś ile sił w płucach, zamaszyście machając rękoma. I ten drugi wzbudził moje niewątpliwe zainteresowanie, bo z ręką na sercu, takiego faceta ze świecą szukać. Wysoki, bardzo wysoki, muskularny lecz bez przesady, smagły, o czarnych połyskujących granatem włosach i równie ciemnych oczach. Wyrazista i piękna w swej wyrazistości twarz, silne, duże dłonie, głęboki głos. Ubrany na biało, co podkreślało jeszcze jego ciemną karnację. Normalnie cud natury! Może śnię? Tylko dziwny te sen, ja związana, a samiec alfa wrzeszczący coś wniebogłosy. Skupiłam się na fonii i osłupiałam jeszcze bardziej.
– Kurwa! – ryczało to cudo natury. – Prostej sprawy nie umiecie załatwić! Czego do cholery nie zrozumiałeś, ty kurzy móżdżku?!
– Tylko ona była w mieszkaniu – odezwał się ugodowo rudy. – Miała być kobieta, sztuk jeden, adres poprawny, więc skąd mogłem wiedzieć?
– A jak myślisz imbecylu? Ta pokraka, przypominająca czarownicę to niby miałaby być moja wybranka? – wskazał przy tym ręka w moją stronę. Cham, pomyślałam urażona. Pewnie, szlafrok urodą nie grzeszył, duży palec figlarnie wyglądał mi z dziury w prawym kapciu, a pasta do zębów miała ciekawy odcień błękitu, ale żeby zaraz pokraka? Zaczerpnęłam powietrza, by wyrazić swój sprzeciw i znieruchomiałam. Po pierwsze panowie mówili po hiszpańsku, którym to językiem porozumiewałam się jak ojczystym i pewnie dlatego od razu tego nie zauważyłam. Po drugie, ta cholerna Iza… Trzy dni wcześniej zadzwoniła do mnie, łkając mi rozpaczliwie w słuchawkę, że nie ma z kim zostawić swojego kotka Puszka. Może zgodziłabym się zamieszkać u niej na około dwa tygodnie, bo ona jedzie na sesję do Dubaju? Pewnie że się zgodziłam, bo miałam okazję pobyć sama w jej luksusowym apartamencie. Iza była bowiem modelką, cudną blondyneczką o ogromnych błękitnych oczach sierotki Marysi, robiącej karierę w kraju i za granicą. Ja, jej kuzynką, szarą myszką, mieszkającą nadal z rodzicami i kończącą mozolnie ostatni rok studiów. Te dwa tygodnie to był dla mnie prawdziwy dar niebios. Przynajmniej sądziłam tak aż do tego momentu.
– Hej tam! – wrzasnęłam ile sił w płucach. Panowie spojrzeli w moją stronę i umilkli.
– Co się tak gapicie? – warknęłam poirytowana. – Rozwiążcie mnie, bo cała jestem zdrętwiała. Przecież wam nie odlecę na miotle – dodałam złośliwie.
Cud natury nadął się godnie i z impetem usiadł na jednym z foteli, stojących w pobliżu. Rudy podszedł bliżej i z prawdziwym zakłopotaniem przystąpił do rozsupływania krępujących mnie więzów. Już po chwili rozcierałam obolałe nadgarstki.
– To co usłyszałam w zupełności mi wystarczy. Żądam odstawienia mnie z powrotem do domu. I to jutro, bo w tym tygodniu przeprowadzam bardzo ważne badania, które są zwieńczeniem mojej pracy dyplomowej. Na jednej nodze! – wrzasnęłam. – A jak poskarżę się Izuni, to przestaniesz tak lekceważąco się uśmiechać – pogroziłam pięścią w stronę bruneta. I to był chyba błąd, bo łypnął na mnie okiem, zerwał się z fotela i podszedł bliżej.
– Wrócisz. Za dwa tygodnie. Izabella nie może się dowiedzieć o tym incydencie. Tu jest pięknie – zatoczył ręką dookoła. – Potraktuj to jako darmowe wakacje. Zadzwonisz tylko do rodziny i wyjaśnisz im, że musiałaś od wszystkiego odpocząć. Jak wróci Bella, to wrócisz i ty. Najpierw jednak ja z nią porozmawiam, wszystko wyjaśnię, aby twój żmijowaty język niczego nie zepsuł.
– Mam za osiem dni obronę – wysyczałam. – Wsadź sobie w dupę tę swoją gościnę. Muszę wrócić do domu!
– Nie.
– To ucieknę!
– Ciekawe jak? – powiedział lekceważąco. – Wpław? Ponad dwieście kilometrów? To moja wyspa, nikt tu nie przyjedzie, ani stąd nie wyjedzie bez mojego pozwolenia.
Zgrzytnęłam zębami w bezsilnej złości.
– Jakoś tu jednak się znalazłam.
– Helikopter – wskazał w górę z doskonale widoczną satysfakcję.
Bardzo długo mierzyliśmy się wzrokiem. W moim była z pewnością wściekłość, w jego wyraźne zadowolenie. Nie doceniał mnie, oj, nie doceniał.
– El Diablo! – odezwał się nieoczekiwanie rudy, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy. – A co z przyjęciem dla twojej rodziny?
– El Diablo? – moja mina powiedziała więcej niż słowa. – Ja kręcę. Ależ ksywka. A tak nawiasem mówiąc, gdzie jest kot?
Bardzo długo gapili się we mnie niczym wół w malowane wrota. Potem rudy gwałtownie poczerwieniał.
– Kot – powtórzyłam cierpliwie. – Biały, wyniosły kocur. Pieszczoch Izy, którym miałam się zaopiekować pod jej nieobecność.
– Kot? – Brunet spojrzał na swojego podwładnego. – No gdzie kot?
– To jest… Tak jakby… – Tym razem rudy zrobił się wręcz purpurowy. I czy mi się wydawało, ale zaczął się chyba chyłkiem wycofywać? – Miał wypadek.
– Wypadek?
– Zabraliśmy go ze sobą, ale się wyrwał. Tak się nieszczęśliwie złożyło… Nie było go widać w tylnym lusterku…
– Rozjechaliście Puszka?! – wrzasnęłam z pełnym zgrozy niedowierzaniem.
– Mało co z niego zostało – dokończył prawie szeptem rudy i uciekł.
– Iza cię zabije – oświadczyłam stanowczo. – Ten kot był dla niej jak dziecko. Pożre cię żywcem.
– Mówisz? – Facet pobladł, nerwowo drapiąc się po brodzie. – Kupię jej nowego.
– Wypatroszy cię i pożre – dodałam z uciechą. – Ależ będzie jazda!
– To kupię takiego samego. Może nie zauważy?
– Ta, pewnie – pokpiwałam. – Dobijemy targu. Jak elegancko odstawisz mnie do domu w przeciągu, powiedzmy, jednej doby, to daję słowo, że nie powiem jej o Puszku przerobionym na krwawą miazgę przez twojego podwładnego. Więcej, wezmę winę na siebie.
– Zostajesz. Kot to kot, wystarczy wybrać podobnego.
– Wtedy wszystko jej powiem.
– E tam – machnął lekceważąco rękę. – To już będzie po tym, jak zostanie moją narzeczoną. Co znaczy sparszywiały kocur wobec naszej miłości?
– Jak chcesz – wzruszyłam ramionami, choć wewnątrz wszystko się we mnie kotłowało. – I tak ucieknę.
– Stąd? Ha, ha, ha! Niemożliwe.
Pływać umiałam słabo, ale po tych słowach wypowiedzianych z jawnym lekceważeniem, poczułam, że mogłabym przepłynąć wpław cały Atlantyk, a nie tylko głupie dwieście kilometrów. Co za gnojek! Przypomniałam sobie moją ulubioną pisarkę i jej nieśmiertelne dzieło, z wątkiem ucieczki z lochu. Zawziętości miałam tyle samo, co główna bohaterka, poza tym charakteryzował mnie ośli upór oraz małpia złośliwość. Pewnie dlatego każdy zapoznany facet po dłuższym lub krótszym czasie ulatniał się jak kamfora. Przypomniał mi się Grzegorz. Mięczak, pomyślałam z pogardą. Kolejny bez jajowy mięczak, z którym nie dało się nawet porządnie pokłócić. Zerknęłam na bruneta. Stwarzał większe nadzieje, ale najwyraźniej nie byłam w jego typie. Tak szczerze mówiąc, to on w moim też, bo wolałam blondynów. No, niech będzie, nawet szatynów. Ten tutaj był zbyt egzotyczny, chociaż urody czy seksapilu nie mogłam mu odmówić. Za to po ostatniej wymianie zdań poczułam do niego kiełkującą antypatię.
Na schodach prowadzących do domu pojawiła się jakaś kobieta. Biały fartuszek od razu powiedział mi, kim mogła być.
– Zaprowadź tę… hm… – zamyślił się, a ja mało co nie kopnęłam go w łydkę. – Nieważne. Zaprowadź ją do wolnej sypialni. To gość, ale ma całkowity zakaz opuszczania wyspy. Zrozumiano? – Dziwne, ale kobieta pobladła pod wpływem jego spojrzenia.
– Tak, zrozumiałam – odparła cicho. – Pozwoli seniorita ze mną.
Na odchodne pokazałam wrogowi język w całej okazałości. Durne, ale nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy, a jakoś musiałam wyładować targające mną uczucia. On popukał się w głowę, sugerując że jestem wariatką.
– El Diablo! Co to za ksywka? El Srablo. El Idiotablo – mruczałam, wlekąc się za pokojówką. Zaprowadziła mnie do przestronnego pokoju, z widokiem na morze, ogromnym łożem i leniwie obracającym się wiatrakiem na suficie. Obok była łazienka, niewątpliwie przypisana do apartamentu.
– Jeśli czegoś będzie seniorita potrzebować, proszę nacisnąć ten guzik – wskazała na ścianę.
– Obawiam się, że już potrzebuję. Ubrań. Przecież nie mogę chodzić tak – spojrzałam  na szlafrok i dziurawe kapcie.
– Dobrze, załatwię to. Coś jeszcze?
– Chce mi się pić – powiedziałam kapryśnie. Zdecydowanie humor mi nie dopisywał. – I jeść. Idę się wykapać – postanowiłam nagle.
– Przyniosę odpowiednie środki czystości.
I zniknęła. Pozbyłam się odzieży wierzchniej, a później z namysłem obejrzałam swoje odbicie w dużym lustrze, powieszonym naprzeciwko łóżka. Wzrost średni, figura taka sobie z wyjątkiem zbyt dużego tyłka. Obróciłam się na pięcie, zerkając przez prawe ramię na pośladki. Za pulchne, cholera, za pulchne. Włosy blond, no dobrze, uczciwie przyznając lekko wpadały w rudy, oczy zielone, nos nieco zadarty, trochę piegowaty, usta za szerokie, za wydatne, takie żabie. Wyszczerzyłam się. O tak, zęby były w porządku. Idealne. Chociaż coś, westchnęłam smętnie, nawijając na palec końcówkę włosów. Daleko mi było do Izy, choć nie wykluczam, że mogłam się podobać. Jednak w jej towarzystwie nie miałam szans.
I co z tego? pomyślałam buntowniczo, włażąc do wanny. Cała ta łazienka aż kipiała luksusem, choć był to luksus stonowany i w najlepszym wydaniu. Pojawiła się pokojówka, podając mi bez słowa butelkę z płynem do kąpieli. Trzeba przyznać, że bosko pachniał. Jakby cytrusami i miętą. Zaintrygowana wąchałam pianę, i byłam tym tak zajęta, że nie zauważyłam, iż zyskałam męskie towarzystwo.

link do części II - klik


10 komentarzy:

  1. No wreszcie :) Super! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Diabeł, latynos, porwanie, uparta koza - to już było u AnnyValetty. Nie spodziewałbym się po Tobie inspiracji cudzym tekstem. A jednak piekło zamarzło. Brak pomysłów? Babeczko! Wszyscy tylko nie Ty!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już coś takiego czytałam a przynajmniej poczatek był podobny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moi drodzy, pewnie że czytałam Diabła, szalenie mi się podobał, ale oprócz pewnych elementów, trudno doszukać się tu podobieństwa. Tak sobie z melancholią myślałam, że ktoś pewnie mi to wytknie przez ksywkę El Diablo, choć ma ona mieć wydźwięk humorystyczny ;-D
    Jeśli chodzi o inspirację, to "Całe zdanie" Chmielewskiej byłoby bardziej na miejscu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach i jeszcze pewien wpływ miało to, że ostatnio przymusowo obejrzałam kilka odcinków czegoś co nosi tytuł Włoska narzeczona czy jakoś tak. Nie pytajcie, proszę ;-/ tak wyszło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto nie oglądał telenowel niech pierwszy rzuci kamieniem ;)

      Usuń
    2. Wstyd przyznać, ale spóźniałam się do zerówki z powodu pamiętnej Niewolnicy Isaury. Jakby ktoś był zdziwiony, że zaczęłam tak wcześnie z takimi filmami, to dodam, że jako ośmiolatka byłam w kinie na Gwiezdnych Wojnach epizod 6, tekst czytała mi mama szeptem, bo ja nie dałabym rady ;-) I nie wiem jak to się stało, ale w piątej klasie byliśmy na Obcym II. Dziwię się nauczycielce, ale mnie się film bardzo podobał. Reszta piszczała, zasłaniając oczy, mnie wmurowało w fotel.
      No a dużo później była pamiętna Esmeralda ;-D
      Rzucać więc kamieniem nie będę...

      Usuń
  6. cuuudo, kiedy kolejna czesc?

    OdpowiedzUsuń
  7. Babeczko może byś wyprzedziła plan o godzinkę i dała już :)? Znów dzięki Tobie będę jutro w pracy zombi :D:D PS. Przeczytałam całego Twojego bloga w dwa dni podróży służbowej i przez Ciebie już nie potrafię czytać innych opowiadań w internecie, bo mi się nie podobają :D Zepsułaś mnie :D a mam 30 lat i myślałam, że nic mnie już tak nie wciągnie :D Polecam wszystkim moim koleżankom Twój blog i życzę dużo weny - bo Twa wena = moja radocha :D Pozdrawiam , P.

    OdpowiedzUsuń