poniedziałek, 12 października 2015

"Cud"

Właśnie zauważyłam lukę w indeksie, tam gdzie mam krótkie opowiadania nie związane z tematyką bloga. Tytuł krótki, acz konkretny, treść nieco ironiczna. Pamiętam że na pomysł "wpadłam" jadąc na uczelnię ulicą Lechicką. Chociaż w początkowym odcinku ona się chyba nazywa Lutycka? Cholera, nie wiem, trafię wszędzie bezbłędnie, ale z nazwami u mnie krucho. Ulica jak ulica, dziury, tiry, korki i krzyże... Po prawej, po lewej. Osobiście nie mam nic przeciwko krzyżom, też mamy takie miejsce z Koszalinem, gdzie zatrzymujemy się by zapalić świeczkę... Wracając do tematu, za każdym razem, gdy pokonywałam tę trasę, prawie że widziałam widma ofiar, aż doszło do tego, że bałam się tamtędy wracać po ciemku. Potęga wyobraźni :-D
A propos ankiety. Przeważająca część woli happy endy. Trafiło się jednakże kilku masochistów ;-)
Aha. Zapomniałam dodać, że kto woli mnie w wersji romantyczno-erotycznej nie musi tego tekstu czytać.

            Cud
grudzień 2069 rok

Światła rozpraszały mrok nocy w miarę jak auto mknęło wzdłuż opustoszałej drogi, raz po raz padając na widmowe sylwetki stojących na poboczu duchów. Czy noc czy też dzień, o każdej porze roku i dnia, stały nieruchomo, blade wspomnienia ludzi którzy tragicznie zginęli w tych miejscach.
Kolejny głupawy pomysł minionej epoki – myślał każdy, komu zdarzyło się jeszcze jeździć mało uczęszczanymi starymi trasami. Dawno temu, ponad pół wieku, ówczesny rząd podjął się dokonania cudu gospodarczego. Niestety ogólnoświatowy kryzys mocno mu w tym przeszkodził. W tej sytuacji postanowiono jeden cud zastąpić innym. Wezwano więc do stolicy wszystkich wróżbitów, szamanów, szarlatanów i innych. Potem przez wiele dni odprawiano jakieś dziwne obrzędy. Miało to ułatwić kontakty ze zmarłymi, a skończyło się na przywołaniu z zaświatów tych dusz, których właściciele zginęli tragicznie w wypadkach samochodowych... Jak zwykle coś spartaczono, ponoć dlatego, że premier z lekka seplenił i kilku magików nie dokładnie go zrozumiano. Inni mówili, że był to sabotaż konkurencyjnej partii, ale tego akurat nikt nie udowodnił.
Koniec końców w kraju zapanowała euforia, choć widok niektórych zmasakrowanych duszyczek był trudny do zniesienia. Rodziny tłumnie odwiedzały tych, z którymi na skutek kaprysu losu nie zdążyły się nawet pożegnać. Nawet chętnie by ich zabrały do domu, ale niestety duszyczki były przykute niewidzialnymi więzami do miejsc w których zginęły. Na skutek wzmożonego ruchu drogowego i parkowania gdzie popadnie, namnożyło się kolejnych wypadków i kolejnych widm, ale teraz to już nikomu tak nie przeszkadzało, choć sami zainteresowani nie byli tym tak znów bardzo zachwyceni. Premiera ogłoszono politykiem tysiąclecia, potem osadzono na tronie i koronowano na cesarza. Pojawiły się nawet plotki o nagrodzie Nobla.
To nic, że ludzie przymierali głodem, niemcy panoszyli się jak za okupacji, bieda piszczała w każdym kącie kraju. Cud był niepodważalny i wyjątkowy, bo takich atrakcji nie oferował żaden inny kraj na świecie, nawet przereklamowana Ameryka.
Jak już wszyscy nacieszyli się swoimi zmarłymi krewniakami, euforia minęła i znów na tapetę wróciła szarobura rzeczywistość. Duchy duchami, ale jeść było trzeba, o innych rzeczach nie wspominając. Wybuchły zamieszki i bunty, dawnego premiera a obecnego cesarza skrócono, wzorem przodków o głowę.
Z Niemcami było gorzej, bo nie dawali się wypędzić powołując na dekrety unijne. Biedy też nie dawało się wykurzyć, choć ta akurat na nic się nie powoływała.
Duszyczką znudziło się wystawanie po rowach i drogach i zaczęły domagać się powrotu w zaświaty. Ale tu pojawił się problem, bo nikomu nie chciało się ponownie przeprowadzać tajemnych obrzędów, bez brzęczących argumentów. Strajkować nie mogły, bo były przykute do określonego miejsca. Straszyć nie było warto, bo już się nikt ich nie bał, krewni zaczęli wymierać, reszta rodziny albo miała ich głęboko w poważaniu albo umarła już dawno z głodu.
Dlatego tych, którzy decydowali się na podróż dawnymi drogami, wciąż przenikał dreszcz na widok smutnych i bladych zjaw, sterczących bez celu na poboczach.
Niemców przerobiono na mydło, biedę lekko podduszono, unia rozpadła się z wielkim hukiem, jak wykryto wszystkie złodziejstwa i malwersacje, które stały za tą piękną i szumną nazwa, a nieśmiertelny cud dawnego premiera wciąż trwał i trwał, choć teraz nikogo to już tak bardzo nie cieszyło.
Tylko biedne, opuszczone duszyczki - nawet te niewierzące - dalej czekają na obiecany koniec świata. W sezonie zaś zabawiają turystów...

7 komentarzy:

  1. Właśnie skończyłam czytać wszystkie opowiadania i jestem zachwycona. Widzę, że Pani jest z Poznania. Ja przybyłam rok temu, a teraz jestem na drugim roku matematyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza ;) podziwiam Panią, skończyła Pani takie ciężkie kierunki ! Jest nawet wzmianka o moim rodzinnym mieście.. szkoda tylko, że takie okoliczności.. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba jednak twoi wielbiciele wolą cię w romansowym wydaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Duszyczkom* (komu? czemu?, a nie kim? czym?) się znudziło wystawanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Duszyczkom znudziło się..." (komu? czemu?), nie "duszyczką" (z kim? z czym?). Nie ten przypadek...

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Babeczko!
    Mam pytanie Kiedy będzie kontynuacja "On"?
    Pozdrawiam
    Xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Wreszcie to się kończy-w poniedziałek obudzimy się w raju i duszyczki będą mogły też do niego wrócić.Alleluja i do przodu!!!

    OdpowiedzUsuń