środa, 4 września 2013

Wygrana (V)

Wygrana (V)

9.
Następnego dnia pogoda była jeszcze gorsza niż poprzedniego. Na dodatek zaczęło padać. Wbrew ponurym zapewnieniom Roberta, nie dostałam nawet kataru i teraz otulona kołdrą, siedziałam w fotelu, podjadając orzeszki i oglądając brazylijskie seriale. Nie żebym była ich zagorzałą fanką, ale miło popatrzeć na pięknych i pełnych życia bohaterów, uwikłanych w skomplikowane relacje osobiste. Robert wytrzymał zaledwie do drugiej reklamy, potem zrezygnowany pokiwał głową i wyszedł. Wrócił, jak akurat roniłam łzy nad losem biednej Anny Marii, zdradzonej przez podstępnego Lucjana, który uległ namowom podłej Esmeraldy i zrobił dziecko samotnej Mercedes. Tak to mniej więcej leciało…
– No nie! – Opadł na fotel i podał mi duże pudełko czekoladek, na które rzuciłam się niczym wygłodniała hiena, tudzież inne dzikie zwierzę. – Jak można oglądać ten szajs?
– Odczep się – burknęłam, pazernie rozrywając opakowanie i dobierając się do smakowicie pachnącego wnętrza. – Uczę się hiszpańskiego…
Prychnął z niedowierzaniem. Potem ukradkiem usiłował podebrać mi pilota. Spojrzałam na niego z urazą, ale że akurat władowałam sobie do ust całą czekoladkę, musiało to wystarczyć za cały komentarz.
– Może choć na chwilę przełączymy na jakieś wiadomości?
– Nie cierpię wiadomości i całego tego zakłamanego chłamu, który fundują nam ci od PR. Jak już chcesz, żeby ci prali mózg, to beze mnie!
– E tam…
– Seriale brazylijskie są takie romantyczne – oznajmiłam, rzewnie wpatrując się w czekoladki.
– O, tak, z pewnością! We wszystkich on robi dziecko jednej, żeni się z drugą i po jakiś dwustu odcinkach przepychanek i wahań moralnych, wraca do tej pierwszej.
– Przynajmniej nie trzeba za dużo myśleć. No popatrz, my teraz też gramy jak w takim serialu – stwierdziłam rozbawiona. – Tylko jeszcze nie zrobiłeś dziecka.
– A mam? – Przesiadł się na kanapę, bliżej mnie.
– Co masz?
– Pytam, czy mam zrobić ci dziecko? Takiego ślicznego, różowego bobaska. – Nie dokończył, bo przyłożyłam mu poduszką.
– Małe koczkodaniątko, chciałeś powiedzieć?
– Alicja! Przecież przeprosiłem! Poza tym może urodę miałby po tatusiu, a nie po mamusi?
Milczałam urażona. Tylko jak można się obrażać na kogoś, kto przynosi takie pyszności?
– Nigdy wcześniej się tak nie czułem – usłyszałam po dość długiej chwili ciszy.
– Masz rozstrój żołądka? – zainteresowałam się z obłudnym współczuciem.
Spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Ja tu na poważnie, a ty ze mnie drwisz. Chciałem tylko powiedzieć, że nigdy wcześniej nie czułem się przy kimś tak… beztrosko. I swobodnie.
Serce odrobinę mi zatrzepotało.
– Mogę zadać pytanie?
Skinął głową.
– Jak to się stało, że umówiłeś się tu na pobyt z Anitą, a później ona przyjechała z kimś innym?
– Tak naprawdę to pokłóciliśmy się kilka tygodni temu. Oznajmiłem, że czekam w hotelu, abyśmy spędzając kilka dni razem, mogli dojść do porozumienia. Jak widać nie bardzo jej na tym zależało.
– Hm… – W zamyśleniu nagryzłam następną czekoladkę. – Niczego ci nie brak, jesteś przystojny, bogaty i nawet masz szczątkowe poczucie humoru. Czego ona jeszcze chce?
– Małżeństwa.
– No to skoro ją kochasz, to dlaczego się nie ożenisz?
– Dla ciebie wszystko jest takie proste – powiedział jednocześnie zagniewany i rozbawiony.
– Bo ja jestem proste i nieskomplikowane dziewczę.
Zaczął się śmiać.
– Alicjo, możesz być pewna, że nie jesteś ani prosta, ani nieskomplikowana. Jesteś najbardziej zaskakującą kobietą, jaką zdarzyło mi się spotkać. A teraz poczęstuj czekoladką.
Smętnie spojrzałam na opustoszałe pudełko.
– Nie ma już. Zjadłam.
– Wszystkie?! – Robert z niedowierzaniem spojrzał na puste opakowanie.
– Tak dużo to ich znowu nie było – odparłam w geście obrony. – No i myślałam, że wróciłeś do tej swojej diety na liściu sałaty? – dodałam obłudnie.
– No dobrze. W takim razie zamiast czekoladki chcę coś innego.
– Orzeszka? – spytałam, z bijącym sercem obserwując, jak wstaje i podchodzi do mnie z zagadkowym wyrazem twarzy.
– O, nie! – uśmiechnął się, chwytając za rękę i podnosząc z fotela. – Wspólną kąpiel…
Chciałam powiedzieć, że jest za zimno, ale nie zdążyłam, bo chwycił mnie na ręce i skierował się wprost do łazienki. To dziwne, ale pierwszy raz w życiu pomyślałam, że cudownie jest być słabą i bezbronną kobietką noszoną w ramionach przez silnego przystojniaka. To chyba te brazylijskie telenowele miały na mnie zgubny wpływ?
– Robert, to nie fair! Wykorzystujesz moją słabość i brak doświadczenia.
– Cicho bądź – mruknął, stawiając mnie na podłodze. – Poza tym nie nazwałbym cię słabą lub bezbronną.
Nie zaprotestowałam, kiedy powoli zdejmował ze mnie bluzkę i spodnie. Dopiero, gdy jego ręka powędrowała w kierunku zapięcia stanika, chwyciłam ją i ze strachem spojrzałam prosto w lekko drwiące oczy.
– Nie bój się, to będzie tylko kąpiel, daję słowo – uśmiechnął się i wyswobodziwszy dłoń, rozpiął swoją koszulę i zsunął spodnie. Potem podszedł do natrysku i odkręcił wodę.
Tylko kąpiel? Akurat! Stałam niezdecydowana, zagryzając wargi i bijąc się z myślami. To było niebezpieczne, ale i kuszące, stanąć obok niego, przytulić się i pozwolić opanować pożądaniu.
– No chodź. – Wyciągnął w moim kierunku rękę. – Możesz zostać w bieliźnie, jeśli wolisz.
Pewnie że wolałam. Bez słowa ujęłam podaną dłoń i znalazłam się tuż obok, otoczona chmurą drobnych kropelek, obmywających nasze ciała.
Przyjemnie ciepła woda otuliła nas szumem, izolując od reszty świata, zamykając w magicznej chwili – tu i teraz. Kropla po kropelce dotarła do najintymniejszych miejsc, a dłonie Roberta powędrowały jej śladem, dotykając moich nabrzmiałych piersi czekających na lawinę pieszczot. Nie dało się tego porównać do niczego, czego kiedykolwiek doświadczyłam w swoim życiu. Ustami błądził po twarzy, jakby odwlekając moment pocałunku, drażniąc się z pragnieniami, wyrażanymi przez każdy gest mego ciała. Ja pierwsza nie wytrzymałam tego  pełnego napięcia oczekiwania i niemal spazmatycznym ruchem przylgnęłam ustami do jego warg…
To było jak łyk mocnego, dobrego wina! Nie dość, że zakręciło mi się w głowie, to jeszcze ugięły się pode mną kolana i gdyby nie mocny uścisk ramion Roberta, upadłabym. Nawet w najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się, że tak na mnie podziała. Bez protestu pozwoliłam by językiem rozsunął me wargi i zatopiłam się w narastającym pożądaniu. Jego dłoń zsunęła się niżej, ukradkiem wślizgując się pod mokry materiał bielizny i dotykając nabrzmiałej łechtaczki. Jednak mój krzyk stłumił pocałunkiem, wsuwając palec jeszcze głębiej i dociskając do zimnej ściany. Trudno było nie zauważyć, że i on jest bardzo podniecony. Na szczęście, albo i nie, panował nad sobą dużo lepiej niż ja.
Usta domagały się więc coraz to nowych pocałunków, a całe ciało coraz to mocniejszych pieszczot. Szczerze mówiąc, to myślałam, że za chwilę zwariuję, jeśli nie poczuję go w sobie. Desperacko pragnęłam zakończenia tych „słodkich” tortur, ale Robert miał zupełnie inne plany. Włożył obie dłonie pod moje pośladki i uniósł mnie w górę, tak, bym mogła opasać go nogami oraz poczuć i jego podniecenie. Na chwilę przerwał pocałunek i spojrzał w moje oczy. Nie umiałam wytłumaczyć sobie tego, co niosło ze sobą to spojrzenie: pożądanie czy też oszołomienie? Byłam półprzytomna, spragniona bliskości tak bardzo, że nie poznawałam samej siebie.
Jakby odgadując te pragnienia, dotknął wargami mojej szyi i rzeźbiąc czubkiem języka na mokrej skórze skomplikowane wzory, dotarł do nabrzmiałych ust. Tym razem pocałunek był bardziej enigmatyczny, choć nie mniej namiętny. Jedną dłoń wplótł w moje włosy, drugą zacisnął na piersi, rytmicznie ugniatając ją i masując. Dodatkowo czułam gorącą, twardą niczym skała męskość, ocierającą się o moje podbrzusze i powolny, jednostajny ruch jego bioder. Jeśli zamierzał doprowadzić mnie do szału, to był na jak najlepszej drodze…
– Robert – jęknęłam, pomiędzy jednym, a drugim pocałunkiem. – Proszę!
Ale on albo nie zrozumiał, albo nie chciał zrozumieć, o co błagałam, i tylko nieznacznie przyspieszył, by z jeszcze większą siłą wbić się w moje usta. Potem nagle przygwoździł mnie do ściany i zamarł w bezruchu. Pomiędzy udami poczułam strużkę czegoś ciepłego, co pewnością niewiele miało wspólnego z lecącą z góry wodą.
Nasze oddechy powoli się uspokajały, a woda spłukiwała całe napięcie i wysiłek.
– Tylko kąpiel, co? – rzuciłam z przekąsem, wyplątując się z jego ramion. Miałam ochotę jeszcze dodać uwagę na temat dopłaty ze ekstra usługi, ale widząc lekko rozkojarzone i pełne czułości spojrzenie, na szczęście zdołałam ugryź się w język.
– Powiedz, że ci się nie podobało? – wyszeptał mi do ucha, nieznacznie się pochylając.
No właśnie. Sęk w tym, że nie tylko bardzo się podobało, ale chętnie zgodziłabym się na dużo więcej. Tylko czy to nie przyniosłoby w przyszłości rozczarowania i cierpienia? Owinęłam się szlafrokiem i omijając Roberta spojrzeniem, w milczeniu wyszłam z łazienki.
Chwilę potem stanęłam na tarasie nie zważając na ostry, przenikliwy wiatr. Wręcz przeciwnie, jego chłód znakomicie uspokajał rozedrgane nerwy. To co wydarzyło się pod prysznicem…
Wzięłam się w garść. Przecież wiecznie nie mogę być tylko zabawką, której używa się wedle zachcianki. Następnym razem powinnam ostro odmówić, inaczej zostanę całkiem sama ze zbolałym, połamanym na okruszki sercem. Już teraz tęskniłam za jego dotykiem, uśmiechem, lekko ironicznym spojrzeniem błękitnych oczu. I po co mi to? Robert po odzyskaniu Anity, popędzi z nią do ołtarza, zapominając zupełnie o mojej skromnej osobie.
Czy tego chciałam? Nie zasługiwałam na więcej?
Przygryzłam wargę i poczułam lekko słony smak własnej krwi. „Czas odzyskać dawną niezależność, uwolnić serce od niechcianych uczuć” - pomyślałam buntowniczo.
– Hej – usłyszałam tuż obok. Robert podszedł i oparł się o balustradę, tak jak ja wpatrując się w wzburzone morze. – Nie wracasz oglądać tych swoich seriali?
– Nie mam ochoty – mruknęłam.
Przez bardzo długą chwilę staliśmy w milczeniu. Pogładziłam dłonią chropowatą powierzchnię barierki, modląc się, żeby już sobie poszedł.
– Zapomniałem ci powiedzieć, że dziś wychodzimy.
– Idź sam, ja wolę zostać.
– Musisz pójść ze mną. To zaproszenie od znajomego w interesach i nie wypada pojawić się bez partnerki.
– Interesach? Wiesz – spojrzałam na niego ze szczerym zdziwieniem – nigdy nie mówiłeś w jakiej branży pracujesz.
– Nigdy nie pytałaś – uśmiechnął się, patrząc mi w oczy z jakąś dziwną zadumą. – W reklamie. Anitę też powinnaś kojarzyć – jest dość znaną modelką.
Głupio było się przyznać, że o prasie mam tak samo kiepskie zdanie jak o telewizji, i w życiu nie wydałabym nawet złotówki na jakiegoś szmatławca.
– Uhm! – mruknęłam dyplomatycznie. – No faktycznie, jakoś tak mi się kojarzyła. To co to za wyjście dziś wieczór?
– Musimy tam być, Anita i Rais też idą.
– Rais?
– Jej nowy kochanek – skrzywił się z niesmakiem.
– No tak… Ale nie muszę ubierać tej kiecki co poprzednio? Mogłabym tego nie przeżyć…
– Nie musisz. Włóż co chcesz, nie będę się wtrącał, tylko bądź gotowa na dwudziestą. Zgoda?
– Zgoda szefie! – Zasalutowałam, puszczając perskie oczko. – To ja idę robić się na bóstwo, żeby ci szczęka opadła na mój cudny wygląd.
Przytrzymał moje ramię.
– Alicja?
– Tak?
– Ty zawsze będziesz dla mnie śliczna.
I tu mnie ustrzelił. Jednym, celnym słowem, pozbawił możliwości obrony czy ataku. No bo, która zakochana kobieta, nie chce usłyszeć z ust wybranka, że jest piękna?
Ja chciałam. Bo właśnie dotarło do mnie, że też jestem zakochana!

cdn...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz