poniedziałek, 1 lipca 2013

"Jestem Bogiem!" opowiadanie

Miałam dać Niekompletnych, ale nie mam dostępu do pliku, więc będziecie musieli poczekać do przyszłego tygodnia. Nie chcę również rozpoczynać nowego opowiadania, dlatego po prostu dam coś na ząb :) 
Niedługo będzie miesiąc od założenia bloga, więc dam coś EXTRA! Zapraszam 7 lipca po niespodziankę!



Jestem Bogiem

Jak Bóg przeszedł na emeryturę

No cóż... Jestem Bogiem! I wcale nie mam powodów aby się tego wstydzić. Co prawda większość tych durniów powątpiewa nawet w samo moje istnienie, ale co tam, najwyżej będą się smażyć u mojego kuzyna w piekle. I tak mam przeludnienie, niedługo trzeba będzie nawet dobudować kawałek nieba. Czyściec też już ledwo daje radę z upychaniem duszyczek po kątach, tylko u Lucka są jeszcze jako takie luzy.
No więc zacznę od początku... Gdyby nie głupi wybryk mojego synka, żyli byśmy sobie teraz spokojnie, w dostatku i dobrobycie. Słowem – jak w raju! A tak... Na murach trzeba było umieścić drut kolczasty pod napięciem, wysłać z klika setek aniołów i świętych na patrole, że już nie wspomnę o tym, co się dzieje przed niebiańską bramą. Tłumy tam się kłębią niespotykane, każda duszyczka chce być pierwsza i wymachuje tą swoją przepustką do raju, a św. Piotr spluwa na sam mój widok. Nic dziwnego, staruszek ma mi za złe, że nie dopilnowałem pierworodnego. Tak to sobie drzemał przez kilka tysięcy lat w ciszy i spokoju, sporadycznie tylko robiąc za odźwiernego. Duszyczki grzeczne były i układne, na chama się nie pchały, tylko onieśmielone czekały na swoją kolej. A teraz... Dziki tabun koczuje aż po horyzont, czyniąc niesamowity hałas i jazgot, omal się nie zaduszą na punkcie kontrolnym. A niechby się ktoś usiłował wcisnąć poza kolejką, to nie ma mocnych, zadepczą na śmierć.Ten, tego... Chciałem powiedzieć, że skopią i wyrzucą na koniec sznureczka.
A ten głupi smarkacz siedzi tylko po mojej prawicy i uśmiecha się jak idiota, wznosząc oczy ku górze i rzewnie wpatrując się w błękit nieba. Trzeba było zawczasu gnojka udusić w kołysce... Co prawda parszywiec Herod się starał i nie dał rady, ale mało to chętnych by się znalazło na jego miejsce?
Muszę się uspokoić, bo mi wrzody na żołądku dokuczają jak się za bardzo zdenerwuję...
Jakoś trzeba było temu zaradzić, przemyślałem więc sprawę i wysłałem Archanioła Michała na ziemię z tajną misją. Zakręcił trochę światowym rynkiem, wykupił odpowiednie udziały i aktywnie zaczął działać na moją korzyść. Znaczy się na moją niekorzyść, bo oficjalnie to miał tępić kościół jak szalony. Plan nie wypalił, tylko musieliśmy zacząć wpuszczać poza kolejką tych wszystkich męczenników, że niby oni tacy uprzywilejowani i należą im się ekstra fory. Boskie słowo nie opisze, co się tam działo przed murami. Nawet Lucek z ekipą się zjawił, żeby sobie to przedstawienie obejrzeć. Wredne diabły, zamiast pomóc, siedziały na okolicznych chmurkach, zajadały chipsy i zaśmiewały się do łez. Mina mu trochę zrzedła, jak okazało się, że kilkanaście tysiączków pomyliło drogę i myśleli, że stoją u progów piekła, a nie nieba. Rzucił żarcie i pobiegł ratować sytuację u siebie.
Z czasem rzeczywistość stawała się coraz bardziej nie do wytrzymania. Powiększyliśmy więc niebo, tak by zyskać dodatkowe miejsca na kilka okrągłych milioników i już trwały negocjacje z bogami wymarłych religii, aby odstąpili nam jeszcze parę obszarów, idealnie nadających się na powiększenie czyśćca. Przy okazji Uriel wpadł na rewelacyjny pomysł, aby cięższe przypadki zsyłać na pokutę do Polski, gdzie biurokracja wraz ze służbą zdrowia potrafią wykończyć dosłownie każdego i niejeden już zwiewał stamtąd w podskokach do piekła...
Odetchnąłem z ulgą, kiedy trochę się przerzedziło pod murami, ale nie dane mi było zbyt szybko zaznać spokoju. Związek zawodowy Duszyczek Niebiańskich Męczenników ogłosił strajk. Cały dzień awanturowali się pod moimi oknami, żądając dodatkowych racji manny niebiańskiej, wina mszalnego i większej przestrzeni życiowej. Ledwo mi się udało z nimi dogadać i załagodzić tą nieprzyjemną sytuację, to kilku świętych zaczęło domagać się własnych krzyży i służby do pomocy w biczowaniu. Potem aniołowie chcieli mieć wyłączność na brzdąkanie na harfie, że niby to lepiej grają niż ziemskie duszyczki.
Ale kiedy jeszcze do tego wszystkiego mój syn z kretyńsko rozanielonym wyrazem twarzy zapowiedział, że chciałby powtórki z rozrywki, bo spodobało mu się bycie bohaterem milionów, splunąłem na ten cały interes i spakowawszy walizki udałem się na długie wakacje do Lucka. Dawno mnie już zapraszał, ale zawsze się głupio wykręcałem, a bo to roboty tyle, a to o rodzinę trzeba zadbać i inne bzdety.
Niech więc sobie robią co chcą w tym ich zakichanym niebie, mam ich wszystkich w największym poważaniu... I wolę już nie być Bogiem. Może kiedyś mi się odmieni, a jak na razie korzystam ile wlezie z gorących kąpieli, subtelnych masaży i darmowej sauny. I muszę wam w tajemnicy coś powiedzieć - nie ma to jak w piekle...

1 komentarz:

  1. Mega :) Uwielbiam twoje nietuzinkowe poczucie humoru :D

    OdpowiedzUsuń