środa, 12 czerwca 2013

"Jak Polka karierę w Unii Galaktycznej robiła..." opowiadanie

Wczoraj usłyszałam z ust pewnego pana, że jesteśmy najgłupszym narodem Europy. Nie ma większych jełopów niż my, wyprzedzają nas wszyscy, bijąc inteligencją na łeb i na szyję.
Spytacie, skąd u niego tak dziwaczny pogląd? A no dlatego, że nasze dzieci nie idą do szkoły w wieku czterech lat. Na przykład jego wnuczka w Anglii, obowiązek szkolny rozpoczęła w tym właśnie wieku i już przyswoiła tak pożyteczną wiedzę, jak to czym jest muzułmanizm i do czego służy im dywanik…
Wniosek wyciągnął taki, że nasze pociechy powinny iść do szkoły już w wieku lat trzech. No co tam, bądźmy lepsi od anglików, nie żałujmy sobie!…
Problem polega na tym, że wiedza a inteligencja to według mnie dwie różne rzeczy. I jak brak tej drugiej, to co mi po tej pierwszej?
I wiecie co myślę? Że to jest nasz podstawowy problem jako narodu. Dlatego właśnie od kilkuset lat wpadamy z deszczu pod rynnę i na odwrót. Większość Polaków jest jak zabiedzone dzieci, nie doceniające swej wartości, nie umiejące twardo powiedzieć „nie”, wtedy gdy zachodzi tak potrzeba. Wystarczy, że oznajmią nam iż nie jesteśmy europejscy, tolerancyjni albo, i uwaga! to chyba najgorsza z obelg – jesteśmy pisowcami. Wiem, że to zabawne, ale niestety taka jest obecna rzeczywistość. Znam wiele osób, które wprost twierdzą, że nie są Polakami, tylko Europejczykami. Znam i bardzo mi ich żal. Tak niska samoocena, brak akceptacji własnej tożsamości, tak mocne pragnienie dołączenia do innej, według nich dużo lepszej grupy, to typowe objawy braku dojrzałości emocjonalnej.
Nie mówiąc już o tym, że mnie na geografii uczyli iż Polska jakby nie było leży w Europie…
Pałętają się więc nasi rodacy po świecie, a jest ich całe mnóstwo, robiąc za wizytówkę kraju, którego jedyną ambicją jest naśladowanie zachodu. Zapominają jednak, że słodkie słówka to nie wszystko. Potrzeba jeszcze czynów. A co z tego że media nas chwalą, jacy to my niby europejscy, kiedy wszyscy dookoła dymią nas ile wejdzie, od przodu, od tyłu, itd.
Jak widać II wojna światowa nic nas nie nauczyła… 
Bo jeśli my sami nie mamy szacunku dla własnej tożsamości, własnego poczucia godności i nie zawaham się tego powiedzieć – odrobiny narodowego nacjonalizmu – to jak ktoś inny ma go mieć dla nas? Prawda jest taka, że człowieka który sam się nie ceni i nie szanuje, nikt inny także nie będzie. A może to robić w każdym miejscu - w Pipidowie Wielkim, w Londynie, w NY czy na pustkowiach Antarktydy. Miejsce nie jest ważne.
Ludzie! Nie dajcie się zwariować! Nie dajcie się oszałamiać mediom, które mówiąc o naszej wartości, podają za przykład uległość w sprawach tak ważnych dla nas na arenie między narodowej. Czasem trzeba powiedzieć słowo „nie”! Nawet częściej niż czasem!
Na razie jednak jesteśmy jak dziwka, która nikomu nie odmawia i każdemu daje…
Sami pomyślcie? Cenicie takie osoby? Macie dla nich szacunek? Ba! Wzięlibyście sobie taką za równorzędną partnerkę czy partnera?
Obudźcie się! To nie amerykański film.
Dajecie dupy zachodowi? Nie ma sprawy, nie będę protestować. Ale mnie proszę w to nie mieszać, bo ja jestem Polką i świadoma swoich wad oraz zalet, nie dam sobą pomiatać. Nawet za cenę nazwania mnie zacofaną. Jeśli oznacza to zachowanie poczucia własnej godności, z chęcią się na to zgodzę.
A na osłodę małe opowiadanko ;))


          Jak Polka karierę w Unii Galaktycznej robiła

Ja ci tam baba nieuczona, ze wsi zapadłej spod Poznania pochodząca i choć po dwóch fakultetach, tom pojęcia nie miała, jakie to ci nasi kariery w Unii Galaktycznej robią. Na przykład taka jedna znajoma mojej znajomej, wielce światowa kobitka, na Marsie w Nowej Ameryce kible szorowała i na zimnym Plutonie sardynki firmy Alaska pakowała. A potem ci z majątkiem do ojczyzny wróciła... I fiuuu, furorę taką zrobiła, że zaraz chłopy w obroty ją wzięły. Ale ona jako kobita obyta z życiem światowym, ukochanego rozumnie wybrała, ino bacząc uważnie czy mu kieszenie pustką nie świecą i w celu założenia stadła oficjalnego, do ożenku go namawiała. Trzymała go w zębach mocno, lecz się ponoć wyrwał i uciekł, nie wiadomo czemu?
Lecz i na dobre jej to wyszło, bo jak my ubodzy duchem i umysłem Ziemianie, zaszczytu członkostwa w prześwietnej Unii Galaktycznej  dostąpili, to kobitka dopiero karierę zaczęła robić. Międzygalaktyczny angielski znała ci przecie wybornie, przy puszkach z sardynkami wiela się mowy nauczyła, choć rybki i nieme były i chyba językiem żadnym nie władały?
Ano i do siedziby Unii zajechała. Tam sprawdzoną metodą kanapową, międzygalaktyczny angielski udoskonaliła, egzaminy przez to zdała śpiewająco i bardzo odpowiedzialne stanowisko przy boku ambasadora z Ziemi dostała.
I mówię pani sąsiadko miła, że tylu metod parzenia kawy to my szare ludki nie poznamy. A wszystko objęte wielką tajemnicą, ażeby żadne niepowołane osoby jej przypadkiem nie posiadły. Kobitka karierę robi i doszły mnie nawet słuchy, że awans dostała i teraz nie tylko kawę parzy ale i kanapki masłem smaruje. Nie lada sztuka jest taką międzygalaktyczną kanapkę dobrze masłem wysmarować, wybredne ponoć są, ale i ona zdolna, radzi sobie.
I tylko szkoda, że nam takie inteligentne i zaradne ludzie z planety ojczystej uciekają. Teraz jakiego cudzoziemca poznała, brzydki i pokraczny pono, ale miły bo w portfelu sporo przyjemnie szeleszczących papierków kosmicznej waluty mu siedzi i czarnym ekstra promem lata. Nawet ponoć u nas byli, tylko lądowiska im się nie podobały, bo dziury promikowi galaktycznemu szkodziły. Kobitka więc w ramach swoich koneksji projekt do parlamentu galaktycznego złożyła, aby Ziemiankom macierzyńskie i wychowawcze odebrać i żeby na te lądowiska zapracowały, bo co się będzie bydło obijać w domu, wychowaniem dzieci zasłaniając! I tak dziatwa nasza na roboty dla wielkich przyjaciół z kosmosu jest przeznaczona, więc po co im wychowanie i szkoła? Przecie i tak jak znajoma znajomej kanapek nie będą potrafiły smarować i z sardynkami konwersacji po angielsku prowadzić, co bym im pozwoliło w Unii Galaktycznej zaistnieć.
I za ten projekt ponoć znów awans dostała: teraz kiełbaski z majonezem własnymi rączkami dla ważnych szych w parlamencie międzygalaktycznym przyrządza...
  
PS. Właśnie mi sąsiadka przy kupowaniu buroków w naszym super społem nową wieść oznajmiła, że za tego pokracznego ufoludka jednak wyszła za mąż...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz